poniedziałek, 29 września 2014

Symbole Rosji cz. 5 - Bałałajka

Niewątpliwie bałałajka to jedna z najśmieszniejszych i fikuśnych nazw instrumentów, dla niektórych ciężka do wymówienia. Kojarzy się z Rosją i słusznie, bo jest to element rosyjskiej kultury muzycznej. Należy do rodziny instrumentów gitarowych, ma trójkątny kształt i tradycyjnie posiada 3 struny, aczkolwiek we współczesnych bałałajkach bywa różnie - do 6 strun. Niewiadome jest pochodzenie instrumentu, są różne hipotezy, ale żadna stuprocentowa. W każdym razie pochodzi ona z tamtych stron, czyli ze Wschodu (są teorie o zapożyczeniu z kultury tatarskiej, kazachskiej), powstała w środowisku chłopskim i początkowo tylko w tej warstwie społecznej była używana. I jak to bywa ze wszystkimi wiejskimi wynalazkami, wkrótce i ten zaczął przenikać do innych warstw społecznych i zdobywać popularność, choć był czas, kiedy gra na bałałajce była z niewiadomych powodów tępiona (może właśnie jako symbol wiejskości, głupiej wesołości).

Do rozsławienia bałałajki i uczynienia z niej symbolu rosyjskiej kultury przyczynił się Wasilij Andriejew, szlachcic rosyjski, znawca i miłośnik muzyki, który zakochał się w tym instrumencie, nauczył się na nim grać i zmodyfikował go (a raczej na jego polecenie zrobili to majstrzy), tworząc różne wariacje. Tak też powstały bałałajki dające różne możliwości dźwiękowe. Andriejew wpadł na oryginalny pomysł rozprzestrzenienia i spopularyzowania bałałajki, rozdając instrument żołnierzom wstępującym do armii. Bałałajka stała się więc żołnierską pamiątką, a cel został osiągnięty.

Aktualnie jest odwrotnie niż na początku historii bałałajki. Nie gra się na wsi, ale w wielkim świecie, jest wielu rosyjskich muzyków specjalizujących się w tym instrumencie, grających koncerty i sławiących ten narodowy symbol. W samej Moskwie jest kilka osób zajmujących się profesjonalną produkcją bałałajek, a w całej Rosji kilkadziesiąt szkół muzycznych, w których można podjąć naukę gry na niej.



Źródło zdjęcia: www.rusvelikaia.ru

sobota, 27 września 2014

Ruski ryneczek

Ruskie ryneczki znamy z Polski, każde duże i mniejsze miasteczko miało takie miejsce, gdzie można było kupić wszystko - skarpety, buty, kasety magnetofonowe, później płyty, biżuterię, słodycze, cigariety itd. Szczególnie w miejscowościach blisko granicy z Rosją, rosyjscy handlarze przybywali do nas, aby handlować swoimi towarami. W czasach, kiedy ja dorastałam, zakupy na ruskim ryneczku były powodem do wstydu, kiedy chodząc sobie po nim z mamą, ciocią, babcią, spotykało się kogoś ze szkoły, albo udawało się, że się go nie widzi, albo czym prędzej zawijano się do domu, ku zdziwieniu i totalnemu niezrozumieniu ze strony dorosłych. 

A dlaczego wstydzono się zakupów na ruskim rynku? Powodów jest kilka. Towary w takim miejscu to przeważnie były podróbki i to bardzo jaskrawe, naśladujące loga swoich ideałów, jak np. klasyczne buty Odidas z czterema/dwoma paskami. Albo perfumy po 8-15 zł za 300ml z przekręconą nazwą (Heidi Blum, Noemi Kambel, Celin Dio). Lata 90. to też czasy, kiedy w Polsce znaczenia zaczynają nabierać markowe towary, a ich posiadanie świadczy o statusie społecznym, a co za tym idzie, popularności i poważaniu w grupie. Każdy nastolatek chciał ubierać się markowo, ale oczywiście nie każdego było na to stać, takie ruskie ryneczki stawały się przykrą koniecznością, bo szczególnie w małych miejscowościach było to źródło tanich towarów i dużego ich wyboru, a i jeszcze zawsze coś szło utargować ze sprzedawcą.

Dziś w miejscu, w którym handlowali przeważnie Rosjanie, nadal jest rynek, ale wygląda to zupełnie inaczej niż kiedyś. Przede wszystkim zmienili się handlarze, teraz to mieszkańcy wsi sprzedający "dary wsi" oraz Polacy, którzy albo mają swoje sklepy i raz w tygodniu dorabiają sobie na rynku, albo po prostu sprowadzają towar i jeżdżą tylko po rynkach.

W Rosji oczywiście ruskie ryneczki nadal istnieją. W specjalnie wyznaczonych do tego miejscach targowych, ale nie tylko, bo wiele z nich umieszczonych jest np. przy wyjściach z moskiewskiego metra lub w tunelach podziemnych. Handluje się klasycznymi towarami - głównie bielizną, ubraniami, bibelotami, gadżetami. Nie zawsze jest tanio. Sprzedawcy wmawiają nam, że towar jest oryginalny - Chanelle, Dior - i taką też ma cenę. Takich ryneczków jest tak wiele, że stanowią nieodłączny element moskiewskiego krajobrazu, po jakimś czasie przestaje się na nie zwracać uwagę, tak są naturalne w tym otoczeniu. Czasem jednak coś przyciągnie uwagę i człowiek się zatrzyma, jak to zatrzymało mnie:


Pan Parasolka, zdjęcie: własne

A z innych przykładów handlu ulicznego, to wracając ze spaceru po Patriarszych Prudach, spotkaliśmy pana oferującego przechodniom paralizatory... No tak... Moskwa to nie jest najbezpieczniejsze miasto do życia 
:-)

czwartek, 25 września 2014

Symbole Rosji cz. 4 - Cerkiew (Sobór) Wasyla Błogosławionego

Kolorowa budowla z kopułami w kształcie cebul to najbardziej rozpoznawalny obiekt architektoniczny Rosji i Moskwy, a co za tym idzie, ich symbol. Króluje na wszystkim, co związane z Rosją - strony internetowe, pocztówki, słowniki, książki do nauki rosyjskiego, gadżety - często też jako tło moskiewskich "selfie". Czym jest ta pięknie prezentująca się budowla budząca skojarzenia z orientem?

Jest to Cerkiew Wasyla Błogosławionego, zbudowana z okazji zwycięstwa nad Kazachami na rozkaz Iwana Groźnego w XVI w. Mieści się na placu Czerwonym. Początkowo składała się z ośmiu cerkwi umieszczonych na jednym fundamencie, symbolizujących osiem walk stoczonych z wrogiem, pod koniec XVI wieku dodano dziewiątą. Pierwotnie kopuły nie były kolorowe, ale jedynie pozłacane. Obecny kształt budowla zyskała w latach 70. XVII wieku, pomalowano kopuły, dodano ornamenty i ozdoby.

A kim był Wasyl? Inaczej zwany Bazylim Moskiewskim, urodzony w rodzinie chłopskiej, jako nastolatek porzucił rodzinę i udał się do Moskwy, aby zostać jurodiwym. Jest to jeden z odłamów dążenia do ideału świętego ascety w dawnej Rosji, ale w wersji ekstremalnej. Słowo "jurodiwy" wywodzi się od "poronionego płodu", "osoby przygłupiej, bezrozumnej, nienormalnej, wynaturzonej". Wyznawcy tej postawy chodzili w miejscach ogólnie dostępnych nadzy, poniżali się, wymiotowali, oddawali mocz (i nie tylko), byli obiektem pogardy i wstydu, ale jednocześnie wierzono w ich nadnaturalne moce, np. uzdrawiania i przepowiadania przyszłości. I tak też postępował Wasyl, przychodził w miejsca publiczne nagi i np. przestrzegał spożywających alkohol mężczyzn o negatywnych skutkach tego, co robią. Pochowany w pobliżu murów Kremla. Został uznany za świętego przez Rosyjski Kościół Prawosławny 30 lat po swojej śmierci (ok.1582 r.).

Cerkiew jest obiektem otwartym do zwiedzania. Wewnątrz można podziwiać samą strukturę budowli, kręte korytarze, przejścia, poziomy. Na parterze znajduje się trumna patrona cerkwi, wyżej można oglądać wspaniałe ikony, kolekcję zabytkowych dzwonów, broni z czasów panowania Iwana Groźnego. Od 1928 roku funkcjonuje tam muzeum historii. Przed zwiedzaniem warto zapoznać się z godzinami otwarcia, bo nie zawsze są one stałe.

W 1990 roku Sobór Wasyla Błogosławionego wpisany został na listę UNESCO.

Sweet focia prosto z Moskwy ;-)


wtorek, 23 września 2014

Telewizja w Rosji

Co leci w rosyjskiej telewizji? A wyobraźcie sobie, że prawie to samo co u nas :-) Prawie robi jednak wielką różnicę, i tutaj ta zasada się sprawdza w kilku ważnych kwestiach. 

Wydaje mi się, że rosyjska telewizja rozrywkowa jest bardziej interesująca niż polska, ale może to dlatego, że do polskiej jestem przyzwyczajona, znam programy, a tam i język "nowy", i kanały, i to co na nich.

Przeważają kanały rozrywkowe adresowane do konkretnych odbiorców jaskrawiej niż np. w Polsce. Nie starają się dotrzeć do jak najbardziej ogólnego odbiorcy, ale do kilku kluczowych grup, jak kobiety niepracujące, zajmujące się domem - np. kanał Domasznyj, na którym lecą programy typu gotowanie, metamorfozy, stare i nowe seriale, przy czym część z nich aspiruje do grupy seriali wyższych lotów - np. "Twój astrolog", serial ezoteryczny, w każdym odcinku inna zawiła sytuacja (coś jak nasze "Trudne sprawy") i zachowania bohaterów przewidziane na podstawie cech ich znaków zodiaku. Są też kanały adresowane do starszego pokolenia, na których lecą seriale (też humorystyczne) np. o żołnierzach. Natknęłam się też na kilka różnych seriali policyjnych, część z nich przedstawiająca (nie tylko oparta!) prawdziwe wydarzenia z różnych rejonów Rosji. Są kanały, na których wyświetlane są stare, czarno-białe filmy, nieme. Oprócz tego klasyczne reality show, talk show itd., jak np. "Давай поженимся" (Dawaj pożenimsia), coś jak nasze "Kto poślubi mojego syna". Programy rozrywkowe przeważają ilościowo, ale też sporo uwagi poświęca się kulturze.

Polityce poświęcone są np. streamy (na żywo) ze spotkań prezydenta FR z różnymi środowiskami, np. młodzieżą, gdzie odpowiada on na zadawane pytania. No i kanały informacyjne. I tutaj jest ta wielka różnica, o której wspomniałam na początku. W Rosji można cały dzień oglądać kanał informacyjny i nie zwariować, a nawet się nie wkurzyć, w Polsce byłoby to raczej niemożliwe, bo nawet jeden 15-minutowy dziennik informacyjny bardzo źle wpływa na stan psychiczny. Wiadomości rosyjskie są tak wyselekcjonowane, żeby nie denerwować odbiorców. Nie ma takiego zalewu informacji, które ludzi  tylko ogłupiają i wprowadzają w panikę. Ktoś powie: "bo w Rosji jest cenzura! Polska to wolne media!". Tylko jaki ma to wpływ na człowieka i jego zdrowie psychiczne? Jak dla mnie, jeśli wyjdzie mi to na zdrowie, to może i być cenzura, choć w tym przypadku uważam ją za wymysł. Natomiast o Polsce w rosyjskich mediach mówi się albo neutralnie, albo dobrze, z przewagą tego drugiego. I znowu nie mogę oprzeć się wrażeniu, że Rosjanie nas po prostu lubią.

Bo więcej nas łączy, niż dzieli :-) 

Wskazówka dla uczących się rosyjskiego - oglądanie rosyjskich kanałów to świetny sposób na efektywną i szybką naukę języka używanego na co dzień, oczywiście jako dodatek do tej podręcznikowej :-) Szybciej się zapamiętuje, poznaje się zwroty mowy codziennej i ich naturalną wymowę, a na dodatek jest to przyjemne. Oglądanie telewizji jest więc bardzo pożyteczne!

Ostankino tv tower - wieża telewizyjna Moskwy


Źródło zdjęcia: www.rusadas.com

niedziela, 21 września 2014

Rosyjskie syrniczki

Na prośbę czytelników zamieszczam przepis na oryginalne rosyjskie słodkie syrniczki :-) Przepis prosto od rosyjskiej gospodyni z duuuużym doświadczeniem, od pół wieku królują na rodzinnym stole i podbijają serca wszystkich. Doskonałe na śniadanie, obiad, kolację, deser - uniwersalne. Z dodatkami lub bez.

Zdjęcie: własne

Składniki:

250 g twarogu w kostce (lub swojskiego)
1 jajko
1 łyżka cukru (jeśli ktoś woli słodsze, to można dodać więcej)
2 łyżki mąki
fakultatywnie cukier waniliowy (w oryginale nie ma)
dodatki do podania: konfitura, dżem, owoce, syrop, cukier puder - co kto lubi

Wykonanie:

Wymieszać wszystkie składniki ręką lub łyżką w misce. Kiedy masa będzie połączona, a konsystencja odpowiednia, żeby można było ją kształtować w dłoni (tutaj znaczenie ma konsystencja twarogu i wielkość jajka, jeśli ciasto jest bardzo luźne, można dodać więcej mąki, ale im więcej mąki, tym syrniczki tracą na miękkości), formować kulki, a następnie spłaszczyć (mają być dość grube, nie jak placki) i oprószyć z obu stron mąką, docisnąć, aby połączyła się ona z ciastem.

Rozgrzać olej na patelni, musi być bardzo gorący, a następnie zmniejszyć ogień do mniej niż połowy grzałki i kłaść syrniczki w niewielkich odstępach od siebie. Kiedy będą złoto-brązowe od dołu, przekręcić na drugą stronę. Jeszcze bardziej zmniejszyć ogień i przykryć patelnię pokrywką. Skończyć smażenie, kiedy z drugiej strony syrniczki będą miały odpowiedni kolor. Podawać z ulubionymi dodatkami lub same :-)

Wersja mniej kaloryczna: zamiast wlać olej na patelnię, wysmarować ją tłuszczem i już nie dolewać podczas smażenia.

Wskazówki dotyczące temperatury smażenia są bardzo ważne, bo syrniczki mogą szybko się spalić, jeśli temperatura będzie za wysoka, lub zbyt nasiąknąć tłuszczem, jeśli za niska.

A tu moje, polskie ;-) Równie pyszne mi wyszły!





sobota, 20 września 2014

Weekendowo w Moskwie - WDNH

Z cyklu co robić w Moskwie w weekend, co warto zobaczyć, gdzie spacerować. 

WDNH (Выставка достижений народного хозяйства, Wystawa Osiągnięć Gospodarki Narodowej) funkcjonuje od 1939 roku, początkowo jako Ogólnozwiązkowa Wystawa Rolnicza. Prezentowano tam osiągnięcia republik ZSRR. Po wojnie ponownie otwarta w 1954 roku, rozbudowano ją o nowe obiekty, fontanny, miejsca wypoczynku. WDNH zajmuje ogromny teren, z tego, co udało mi się wyszukać, jest to około 200 hektarów. Na każdym kroku inne atrakcje, występują uliczne zespoły (akurat załapałam się na tańcząco-śpiewających rdzennych Indian i kapelę rockową, której frontman stylizował się i wokalnie, i wizualnie na gwiazdę rosyjskiego rocka Wiktora Coja [1962-1990]), jest pełno straganów, namioty z produktami np. z Azerbejdżanu, Kazachstanu, Armenii, wesołe miasteczko, restauracje, kawiarnie, bary szybkiej obsługi. Dużo ludzi spędza tam aktywnie czas (co akurat daje się zaobserwować we wszystkich parkach w Moskwie), przez co jest trochę niebezpiecznie, bo szczególnie ci jeżdżący na rolkach nie patrzą, gdzie jadą, byle szybciej. Byłam nawet świadkiem kolizji dwóch rowerzystów...

Żeby obejrzeć cały teren WDNH, potrzeba by było z 5 porządnych wizyt, bo teren naprawdę jest ogromny i wydaje się, że na każdym kroku można coś robić. Jest Muzeum Kosmosu, pomniki, rzeźby, są ładne obiekty do fotografowania (typowo socjalistyczne), nawet tamtejszy hotel Kosmos jest godny podziwu i stanowi integralny element otoczenia (wybudowany specjalnie na Igrzyska Olimpijskie w Moskwie w 1980 roku). Wszędzie ławeczki, fontanny, kusi też zapach jedzenia, bo w tych namiotach, gdzie sprzedają produkty regionalne, grillują też szaszłyka, robią pilaw... Nawet najedzony zgłodnieje :-)

Poniższe zdjęcia pokazują tylko kawałek WDNH, zamierzam jednak niedługo przemierzyć całe to terytorium wzdłuż i wszerz :-)
A jak dojechać? Metrem, wysiadka na stacji o nazwie WDNH, zaraz po wyjściu z metra zaczyna się teren do zwiedzania.

Takiego wysokiego pomnika jeszcze nie widziałam!


Hotel Kosmos

I wszystko, co ładne i ciekawe...





Zdjęcia: własne

środa, 17 września 2014

Wrześniowy bilans

Mogę już oficjalnie powiedzieć, że wróciłam. Wakacje się skończyły, czas przestawić się na tryb pracy, obowiązków, troszkę i rutyny, której jednak bardzo staram się unikać na różne sposoby. Toruń powitał mnie zapachem płatków śniadaniowych z fabryki Nestle i było to bardzo miłe powitanie. Toruń - miasto pachnące świeżymi, słodkimi wypiekami. Takie ciche, małe, niezatłoczone, spokojne...

Nie czuję się ani przygnębiona, ani rozradowana wracając z Moskwy do domu. Oba miasta są mi bliskie, oba witam z radością i opuszczam z nostalgią. Każde wita mnie inaczej - Moskwa to taka bogata, tęga, strojna ciocia, tajemnicza i kryjąca różne atrakcje, których się nie planuje, Toruń (jeśli już trzymać się cioć) to ciocia mniej zamożna, ale poczciwa i kochająca, nie tak tajemnicza, raczej prostoduszna i bez niespodzianek, no i u niej w domu pachnie ciastem (tym z fabryki Nestle).

Co zaplanowałam, to prawie w całości zrealizowałam. Nie byłam na Dniu Moskwy, nie widziałam jak go tam świętują, czego żałuję, ale tak się złożyło, że nie mogłam - zdarza się. Resztki tej imprezy oglądałam na drugi dzień, Dzień Moskwy był w sobotę, ale w niedzielę dalej świętowano, było mnóstwo koncertów na każdym kroku, a na witrynach sklepowych nadal wisiały plakaty "urodzinowe" solenizantki. Spróbowałam rosyjskich jabłek i zrobiłam z nich 2 zacne ciasta, upiekłam najlepszy biszkopt w moim życiu, sporządziłam gar bigosu z ruskiej kwaszonej kapusty i ruskich prawdziwków z prawdziwie ruskiego lasu, zbieranych przez Rosjan, pogadałam sobie po rosyjsku, skontrolowałam sklepy i stwierdziłam brak skutków embargo, rozszerzyłam swoją znajomość Moskwy o nowe tereny, popróbowałam jeszcze więcej rosyjskiej kuchni i słodyczy i chyba nawet udało mi się nie przytyć :-)

Wracam do polskiej rzeczywistości z bagażem rosyjskich doświadczeń i oczywiście nie mogę się już doczekać następnego razu!

A na pokuszenie syrniki... proste a niebo w gębie :-)



Zdjęcie: własne

wtorek, 16 września 2014

Rosyjskie restauracje - Teremok (Теремок)

Teremok to bardziej rosyjski fast food niż restauracja, bo częściej spotyka się go jako budkę na mieście czy w centrach handlowych, chociaż w niektórych miejscach mieści się i w lokalach. Specjalizuje się w blinach, ale można zjeść tam pielmieni, kaszę, zupy, desery, wypić herbatę lub coś zimnego (nie ma coli, sprite'a czy fanty, ale jest kvas, mors i tarhun).

Restauracja określa siebie jako kuchnię domową, naturalną, robioną na bieżąco, ze świeżych produktów. I ja się pod tym podpisuję, ale takie robienie na bieżąco wiąże się z długim czasem oczekiwania na zamówienie, szczególnie w tłocznych miejscach trzeba się uzbroić w cierpliwość, bo stanie w kolejce za blinem jest tego warte. Wybór jest ogromny, są bliny na słodko i na słono, z farszami mięsnymi, warzywnymi, z kawiorem, typowo rosyjskimi dodatkami (marynowane ogórki, grzybki). Farsze są pyszne i pomysłowe, ale jeszcze lepszy jest sam blin, lekko słodki, nie za tłusty, mięciutki i wspaniale pachnie. Jedyną wątpliwość może stanowić ilość, bo zamawiając blina, dostajemy jednego, na większy apetyt można się nim nie najeść. Gdyby na porcję dawali 2, to każdy byłby syty, a składać podwójne zamówienie wychodzi już za drogo. I jeszcze jedno, bliny te są bardzo kaloryczne (na stronie restauracji można sprawdzić kaloryczność każdego z nich, niestety nie ma cen). Koszt obiadowego blina zaczyna się od 12 zł, a kończy na około 25-30  zł (najdroższe są z ikrą). Niezły biznes robią na tych blinach :-) Ale klientów nie brakuje.

Mój blin farmerski i, jak to w fast foodach bywa, plastikowo-papierowa "zastawa":

piątek, 12 września 2014

Do wstrieczy, Moskwa :-)

W Moskwie piekny, cieply, sloneczny dzien, a moja wizyta powoli dobiega konca. Bede tesknic, bardziej niz ostatnio. Nastepnym razem moze juz bedzie snieg, choc patrzac na poprzednia zime, jest nadzieja, ze zalapie sie jeszcze na rosyjska jesien w pelni. Bo jak na razie to jesien juz widac, ale niesmialo.

Chyba zaczynam sie przywiazywac... :-) Moskwa staje mi sie bliska, a jej rozmiar nie tak straszny jak za pierwszym razem, i do jazgotu w metrze tez sie przyzwyczailam. I choc podczas tych dwoch tygodni uganialam sie za cukrem waniliowym, galaretka w proszku i kokosowymi wiorkami... bede tesknic! Bo robienie budyniu po domowemu opanowalam perfekcyjnie i chyba w Polsce juz nigdy nie bede go kupowac.

Lezka kreci sie w oku na mysl o niedzieli... :-) 

Niesmiala jesien, z jednej strony zlote liscie, z drugiej zielen




wtorek, 9 września 2014

Rosyjskie restauracje - Ёлки Палки (Elki Palki)

Elki Palki to restauracja serwujaca kuchnie rosyjska, wiec jesli ktos chce wlasnie takiej narodowej poprobowac, warto sie tam wybrac, obejrzec menu i zamowic sobie cos specyficznego.

Przystawki
W menu mamy przystawki rosyjskie i nierosyjskie, z narodowych oczywiscie warto zjesc bliny z czyms. Sa z grzybami, miesem (wieprzowina), kurczakiem, na slodko, z cukrem pudrem. Te z kurczakiem sa super, nie wiem, co to byl za sos w srodku, ale wspaniale komponowal sie z mieskiem, taki kremowo-smietankowy, a i sam blin byl bardzo dobry, bez watpienia zamowilabym je jeszcze raz. W karcie przystawek jest rowniez pelmeni, ale proponowalabym nie traktowac ich jako przystawki, bo jest ich az 15 sztuk, podawane w bulionie. Jest tez ukrainskie salo (slonina) na kromce chleba i z ogorkiem kiszonym, bialoruskie draniki (placki ziemniaczane), syrniki (placuszki twarogowe), wareniki (pierogi). Przy pelmeni i warenikach informacja, ze sa recznie robione. Szeroki wybor pieczywa i pasztecikow, rowniez domowych.
Ceny od 12 do 39 zl, najdrozsza przystawka to tatar z lososia z czerwona ikra, swiezymi warzywami i chrupiacym pieczywem.

Zupy
Okroszka (zupa-chlodnik na kwasie chlebowym), solianka (taki kapusniaczek), szczawiowa z jajkiem, ucha (zupa rybna), barszcz (ale nie taki, jaki znamy w Polsce, w rosyjskim barszczu sa rozne warzywa, kapusta, kawalki miesa, no i jest dosyc tlusty, nie bardzo kwasny, delikatny, lekko slodki).
Ceny od 16 do 23 zl (najdrozsza jest ucha).

Dania glowne
Tutaj troche mniej imponujaco, po daniach glownych widac, ze rosyjska kuchnia jest: 1. prosta 2. tlusta 3. niedbajaca o wyglad dan. Sporo dan rybnych, szaszlyk, karkowka, pare dan ziemniaczanych w stylu patelnia smazonych ziemniakow z warzywami i miesem, grzybami, podawane na malych patelniach. Mozna sie najesc, ale nasuwa sie tez lekka refleksja "tyle zaplacic za ziemniaki?!" (34 zl) :-) Miesa oczywiscie jeszcze drozsze, szaszlyk kosztuje 36 zl (kurczak), 40 zl (wieprzowina), 45 zl (baranina), stek z wolowiny 57 zl. Nie polecam kotletow rybnych, przynajmniej te byly mdle (23, 5 zl).
Danie glowne mozna zjesc od 23 zl do 63 zl (baranina z warzywami).

Desery
Na to juz nie mialam miejsca, ale krotki przeglad i ceny. Tarta czekoladowo-mietowa, sernik, tiramisu, jakies wegierskie ciastko na goraco z lodami, kilka tortow (ciast), kisiel z lodami, lody z owocami, strudel jablkowy. Przy wybieraniu deseru warto zwrocic uwage, ze w karcie przystawek tez sa dania na slodko, na przyklad olady z mlekiem zageszczonym (zguscionka).
Desery od 12 do 20 zl.

Oprocz tego herbata, kawa, kwas chlebowy (domowy, bardzo dobry i calkiem inny niz butelkowy, slodszy i bez gazu, mocno drozdzowy).

Zamiast wybierania sobie dan z menu mozna zakupic szwedzki stol (40 zl), na ktorym stoja rozmaite przystawki. Jest to bardzo rosyjskie, potrawy na nim tez sa charakterystyczne dla Rosji. Stol stoi na srodku restauracji i robi smaka gosciom, stanowi tez fajny element dekoracji i klimatu tego miejsca stylizowanego na domowa rosyjska izbe. Klimat fajny, ale pod wzgledem wygody - twarde siedzenia, takie drewniane dlugie lawy. Ceny generalnie nie sa tak wysokie jak na  Moskwe, raczej jest to jedna z tanszych restauracji.

Rosyjski szwedzki stol:


poniedziałek, 8 września 2014

Patriarsze Prudy

Dzisiaj troche leniwie, pare fotek z Patriarszych Prudow. Taka refleksja, ze gdyby ktos przebral sie za Wolanda i siadl sobie na laweczce, moglby zarobic niezle pieniadze, nic nie robiac. Bardzo mnie dziwi, ze Rosjanie na to nie wpadli, moze to nielegalne? Ale z drugiej strony w tunelach w centrum stoja faceci przebrani za Stalina i robia na tym niezly interes, wiec czemu nie Woland? ;-)







I autobus wozacy wycieczkowiczow sladami bohaterow Mistrza i Malgorzaty (trzeba wczesniej rezerwowac miejsca, jesli planuje sie taki objazd):


Zdjecia: wlasne

Przy dobrej pogodzie spacer po Patriarszych Prudach jest superodprezajacy mimo stopnia zatloczenia miejsca - obowiazkowe miejsce do zobaczenia przy okazji pobytu w Moskwie.

czwartek, 4 września 2014

Rocznica urodzin Eduarda Chila

Dzisiaj przypada rocznica urodzin Eduarda Chila (Эдуард Анатольевич Хиль), rosyjskiego piosenkarza barytonowego, ktory swoje sukcesy artystyczne swietowal w okresie 1950-1980. Bardzo lubiany i popularny w Rosji, darzony wielkim szacunkiem. Zmarl 4 czerwca 2012 roku na skutek powiklan wyniklych z udaru mozgu. Artysta obchodzilby dzisiaj 80. urodziny.

Dzieki serwisowi youtube artysta obecnie jest znany mlodszym pokoleniom na calym swiecie, nazywany przez internautow Mr Trololo. Ponizej jego najpopularniejszy utwor Я очень рад ведь я наконец возвращаюсь домой (Bardzo sie ciesze, ze wreszcie wracam do domu).

Zrodlo: youtube

środa, 3 września 2014

To jak z tymi pustkami w sklepach?

Chodze, patrze, obserwuje. Kiedy zaraz po wprowadzeniu embargo w Rosji na produkty z USA i UE po Internecie rozeszla sie fama o polkach sklepowych swiecacych pustkami, o Rosjanach w poplochu wykupujacych wszystko, czego w sklepach ostaly sie resztki i niewiadomo kiedy bedzie mozna dostac nowe, zrobilo mi sie przykro, robilam juz nawet plany, co przywiezc tym moim kochanym, biednym Rosjanom cierpiacym glod, jak pomoc przetrwac ciezkie czasy. Z drugiej strony te "wykupywanie w poplochu" troche nie zgadzalo mi sie z rosyjskim "carpe diem".

Pozniej powoli zaczela odzywac sie strona rosyjska, ze wcale nie prawda, ze zdjecia-dowody nawet nie sa z Rosji. Pojawily sie wywiady z Polakami mieszkajacymi w Rosji, ktore tez potwierdzaly, ze informacje podawane w mediach europejskich sa albo daleko przesadzone, albo falszywe. Rowniez relacje moich znajomych nie wykazywaly zadnego zaniepokojenia, sklepy jak zawsze, warzyw tyle samo, owocow tez, reszta jest.

Wreszcie przekonalam sie na wlasne, bardzo wnikliwe, oczy, ze w sklepach jest wszystko, co potrzebne do zycia, tego luksusowego i tego skromniejszego. Chodzilam po roznych sklepach w Moskwie, malych osiedlowych, gdzie sprzedaje sie zza lady, wiekszych supermarketach, hipermarketach. I niczego niepokojacego nie zauwazylam. Analizowalam etykiety, w sklepach jest jeszcze troche zabronionych produktow z Europy, co ewidentnie wskazuje, ze nikt w poplochu w pierwszych dniach tego nie wykupil. Nie ma lososia, ale sa zamienniki - wedzony pstrag i inne ryby wygladajace jak losos, a i w smaku podobne. Zapewne koneser ryb wzburzy sie na te herezje, ale w kregach, w ktorych ja sie obracam (czyli tak zwanych zwyklych ludzi), dramatu z braku lososia nie robia, co wiecej, wydaje sie, jakby jego braku wogole nie zauwazyli.

Ciekawa jestem, jak to wyglada w innych regionach Rosji, moze Moskwa to wyjatek? W kazdym razie w stolicy nie brakuje niczego, polki sklepowe sa pelne, a ludzie szczesliwi, spokojni, zrelaksowani - oczywiscie chodzi mi o aktualna sytuacje gospodarcza, bo w Moskwie generalnie spokojnie nigdy nie jest, ot urok wielkiego miasta. Chce powiedziec, ze nic przez te 2 miesiace od mojej ostatniej wizyty sie nie zmienilo.

Chcialam porobic zdjecia, ale doszlam do wniosku, ze troche glupio robic fotki pelnym polkom, bo kazdy wie, jak to wyglada. Musicie uwierzyc mi na slowo, bo powodow, zeby klamac, nie mam :-)

wtorek, 2 września 2014

Czym zajadaja sie Rosjanie, ciag dalszy

Jedzenie w Rosji i obyczaje z nim zwiazane to temat rzeka, po minionym weekendzie po prostu musze do niego powrocic. Mialam okazje zobaczyc od srodka, jak w Rosji wyglada prawdziwa rodzinna impreza (urodziny) w daczy, co sie je, w jakich ilosciach i kolejnosci.

Bardzo waznym elementem otwierajacym taka impreze jest stol z przystawkami, i to nie byle jakimi. Znalazl sie wsrod nich kultowy holodziec, czyli po polsku galareta z nozek, ktorym wszyscy, procz nielicznych wyjatkow, sie zajadali, do tego obowiazkowo wlasnej roboty chrzan. Holodziec w Rosji robi sie z kilku rodzajow miesa i nie dodaje sie do niego warzyw (tylko galareta i duza ilosc miesa). Galareta z dodatkiem np. marchewki czy groszku to juz inne danie.

Kolejna ciekawa rzecz - salatka rosyjska, ktora jest prawie identyczna jak salatka polska, czyli ta warzywna z majonezem, ktora wszyscy znaja ze swoich domow. Roznica jest taka, ze w rosyjskiej obowiazkowo dodaja drobno pokrojone (niemal tak, ze niezauwazalne) mieso, ktore wbrew moim obawom dobrze laczylo sie z reszta skladnikow i bynajmniej nie popsulo smaku salatki.

Prosta i smaczna przystawka to smazone plastry baklazanow z pomidorem i zoltym serem, fajne polaczenie smakow.

Kulki z gotowanego drobiu, ogorka konserwowego (lub kwaszonego), majonezu, pietruszki, obtoczone w starkowanym zoltym serze - bardzo dobre, tanie, sycace, ciekawe, szybkie danie na zimno.

Rollsy z ormianskiego chleba lavasz z serem twarogowym i czerwona ryba w srodku + jakas zielenina. Ta czerwona ryba to jeden z gatunkow zastepujacych zabronionego przez sankcje lososia, lowiona jest gdzies w Rosji, a o ile dobrze pamietam, to jest to pstrag teczowy. Troche sie zdziwilam, bo pstragi, ktore jadlam, mialy zawsze biale mieso, ale poczytalam troche fora wedkarskie i okazuje sie, ze nie jest to jakis ewenement, bo barwa zalezy od karmy. W kazdym razie, do zludzenia ta ryba w smaku przypomina lososia wedzonego, tak Rosjanie radza sobie z brakami czegos, za czym ewentualnie mogliby tesknic. Mozna? Mozna :-)

Do przystawek klasyczny toast szampanem, za jubilata, kazdy z kazdym, nawet jesli do drugiego konca stolu daleko i trzeba przechylic sie przez te wszystkie przystawki - stuknac sie trzeba. I jeszcze jeden toast - za spotkanie. Pozniej jeszcze szereg innych powodow do swietowania, toastow nigdy za duzo.

Takie imprezy w daczy nie oznaczaja 10 godzin siedzenia przy stole, zaraz po przystawkach kazdy sie rozchodzi, kto gdzie chce, na spacer, nad rzeke, do lasu, zdrzemnac sie, poogladac tv, jak komu wygodniej. Pozniej czas na kawe i herbate, oczywiscie nie "na sucho", bo z tortami, czekoladkami, ciastkami - znowu pelen stol, tylko ze slodkosci. I podobnie jak po przystawkach, "czas wolny", odpoczynek, zeby zrobic sobie miejsce na pozny obiad - poki pogoda pozwala, zazwyczaj jest to jakies grillowane mieso z kartoszka. I na koniec jeszcze jedna herbata (i oczywiscie zmiana stolu na slodki).

Oj, ciezko by bylo zachowac figure, gdyby takie imprezy byly czesciej!

A na Nowy Rok juz zobowiazalam sie, ze na stole stanie rowniez bigos :-)   

Zainteresowanym jedzeniem proponuje rowniez Blin, holodziec i kartoszki.


Rollsy z chleba lavasz
Zdjecie: receptvmeste.ru

Holodziec

Zrodlo: foodzona.ru

poniedziałek, 1 września 2014

Kapiel w bani

Finowie maja saune, Turcy laznie, a Rosjanie banie. O zaletach kapieli w pomieszczeniach nagrzanych do wysokich temperatur wiadomo od bardzo dawna, a tradycja jest niemalze tak stara jak ludzkosc. I kiedy niektore zwyczaje sie starzeja i przemijaja, tradycja kapieli w bani w Rosji jest nadal tak samo doceniana i pielegnowana jak setki lat temu.
Banie buduje sie na przyklad przy daczach, jako alternatywe dla zwyklej lazienki lub jej substytut. I tutaj znowu mamy caly szereg mozliwosci zaleznych od warunkow finansowych (zobacz artykul o daczach), sentymentow, upodoban, jedni uzywaja ban starszego typu, wybudowanych "za dziadkow", inni buduja banie luksusowe, arystokratyczne (troche strach, bo jednak jakas czesc roku dacze sa niezamieszkane, a zlodziei nie brak, ale z drugiej strony, jesli kogos stac na super banie, to pewnie i na ochroniarza). Niezaleznie jednak od poziomu elegancji kapiel w bani jest po prostu rewelacyjna, nie dosc ze zdrowa, to jeszcze calkowicie poprawia samopoczucie, wyglad (jedrniejsza i gladsza skora), dodaje energii... i to bezcenne uczucie, gdy wychodzi sie z bani prosto na chlodne, nocne powietrze :-)

Rosjanie maja swiadomosc, ze kapiel w bani to cos wspanialego i typowo rosyjskiego, nieodlaczny element ich kultury, z ciekawoscia dopytuja sie "cudzoziemki" jak bylo, jakie wrazenia :-) I przyznam, ze jest to bardzo mile :-) Tak jak i cale przygotowania bani do kapieli dla goscia, starania o to, zeby jak najbardziej sie podobalo. Pisze cudzoziemki w cudzyslowie, bo kultura i mentalnosc Rosjan i Polakow sa na tyle podobne, ze slowo to nie bardzo tu pasuje. Przynajmniej ja nie czuje sie jak cudzoziemka, pomimo wciaz jeszcze istniejacej bariery jezykowej, ktora topnieje szybciej, niz myslalam :-)

I zdjecia bani starszego typu (nowa od kilku lat jest w budowie, juz teraz wyglada jak milion dolarow!):

Pomieszczenie, gdzie zostawia sie ubrania i suszy sie reczniki


Pomieszczenie kapielowe



Piec do grzania wody


Zdjecia: wlasne