poniedziałek, 12 października 2015

Polka w Rosji... w oczach Rosjan. Moja historia

Gdyby ktoś kilka lat temu powiedział mi, że wyemigruję z Polski, nie uwierzyłabym. Gdyby dodał, że wyemigruję do Rosji - tym bardziej. Chyba bym się nawet przestraszyła, bo Rosja zawsze kojarzyła mi się z tym, z czym kojarzy się innym Polakom, którzy nigdy nie mieli z tym krajem bliższej styczności, czyli - mafia, podejrzane interesy, pijaństwo, podróbki, bogacze i biedota. Słowem, nic dobrego. W dodatku w szkole nie lubiłam języka rosyjskiego, który na słuch niby taki prosty, a bukwy doprowadzały mnie do szału. Pamiętam, jak zadawano nam do domu czytanie krótkich tekstów, a potem czytało się na głos. Wiadomo było od razu, kto zapomniał odrobić lekcje. Bo wyuczenie się czytanki polegało na napisaniu sobie tego tekstu fonetycznie, to był najefektywniejszy sposób na dobrą ocenę, bo inaczej, choćbyś nie wiadomo ile się tego uczył, bukwy się mieszały, zlewały, w końcu łamał się język i potem już koniec. Nigdy więc nie marzyłam o chociażby podróży do Rosji, bo po cóż chcieć do kraju, którego język był dla mnie najgorszym, zaraz po matmie, przedmiotem w szkole.

Życie czasem zaskakuje. Lata mijały, a ja powoli zapominałam o traumie z językiem rosyjskim. Jakoś po latach zaczął mi się nawet podobać, choć do nauki nadal mnie nie ciągnęło. Podobał mi się taki program w telewizji, gdzie Austriacy wyruszali na Wschód, często do Rosji, by szukać żon, nazywał się "Miłosny biznes", a podkładem muzycznym programu była najpopularniejsza rosyjska melodia, w ogóle oprawa była w rosyjskim stylu, matrioszki itp. I tak z czasem moja niechęć do rosyjskiego przeszła w stan neutralny, a następnie w niezrozumiałą sympatię, tak jakby wszystko zmierzało w jednym kierunku, do celu, o którym nie miałam pojęcia.

Moja miłość do Rosji ujawniła się, kiedy poznałam w sieci uroczego, odważnego i cholernie upartego Rosjanina, który od razu zaczął zabiegać o moje względy. Broniłam się na wszelkie możliwe sposoby, ale nieświadomie coraz bardziej się wciągałam w tę fascynującą znajomość (mity o mafii odżyły, wyobrażałam sobie takiego rosyjskiego Don Corleone gdzieś daleko w Rosji przed komputerem, który w ciągu dnia załatwia interesy na mieście, a wieczorem przychodzi ze mną pisać). Nie jestem naiwna, ale jemu uwierzyłam, że chce się ze mną ożenić. I tak też się stało, niecały rok po naszym pierwszym spotkaniu w realu byliśmy już małżeństwem. Sytuacja odwrotna niż w moim niegdyś ulubionym programie, gdzie to Zachód wyruszał na Wschód - do krainy żon idealnych.

Okazało się, że fascynuje mnie ten kraj, zakochałam się, wpadłam po uszy.

W planach na wspólną przyszłość od początku była mowa o życiu w Rosji. Nie miałam nic do stracenia, wręcz przeciwnie, życie moje wkroczyło na nowe, wcześniej niedostrzegalne, tory, nabrało barw. Właśnie w tym kraju, który wcześniej był mi tak nieznany i kojarzący się głównie z negatywami. Oczywiście, że głównym sprawcą tego stanu jest mój uroczy rosyjski Don Corleone, ale bywa i tak, że wyjeżdża się za głosem serca, a kraj i tak jakoś nie podchodzi, człowiek się męczy, na każdym kroku coś go denerwuje, a po latach wraca do ojczyzny już uprzedzony. A mi się tu podoba.

Do napisania o sobie jako polskiej imigrantce w Rosji zachęciła mnie blogerka Anna z ParisMoskwa, arcyciekawego bloga, na którym możecie się dowiedzieć różnych rzeczy i o Francuzach, i o Rosjanach, o Polakach i ostatnio nawet Amerykanach! Pisałam o wschodnich imigrantach w Moskwie i padło w komentarzu pytanie, jak to mnie odbierają tutaj. Refleksje na ten temat stały się prowodyrem tych osobistych zwierzeń, które (mam nadzieję) macie przyjemność czytać. A zatem przechodzę do sedna - co sądzą Rosjanie o Polce w Rosji?

O reakcji rodziny mojego Męża nie będę dużo pisać, bo dla nich wszystko było jasne. Miłość. Każdy wie, na jakie szalone czyny może porwać się człowiek, by być z drugim człowiekiem. Decyzja o mojej przeprowadzce była dla nich dowodem na to, że oto w rodzinie pojawiła się odważna, silna i stabilna osoba, która wie, czego chce, nie boi się poznawać wszystkiego od nowa. Bali się o mnie na początku, wypytywali, jak się czuję w Rosji, czy się nie nudzę, czy nie boję się wychodzić sama. Z czasem coraz lepiej odpowiadałam im na pytania, sama zaczynałam rozmowy na różne tematy, by po kilku miesiącach usłyszeć, że mój rosyjski, kiedyś tak ciężko wchodzący do głowy, rozwinął się w szalonym tempie. Żeby coś osiągnąć, trzeba po pierwsze tego chcieć.

Kiedy rozmawiam z przypadkowo poznanymi ludźmi, to pierwsza reakcja na wieść, że jestem Polką, to zdziwienie, autentyczne zdziwienie. Rosjanie są przyzwyczajeni do imigrantów, ale nie z tej strony mapy, Polska to dla nich Zachód, więc domyślam się, że podobne wrażenie wywarłaby informacja, że jestem Amerykanką, Niemką, Francuzką. Więc po pierwsze dziwią się, że nie jestem z Mołdawii, Łotwy, Białorusi, Ukrainy... bo na mieszkankę Armenii, Gruzji czy Kazachstanu nie wyglądam. Zaraz po tym pada pytanie - dlaczego? Moi rozmówcy nie rozumieją, dlaczego ktoś z Zachodu, z "Jewrosojuza", emigruje do Rosji, bo oni wierzą w to, że to właśnie tam - na Zachodzie - jest lepiej. To w tamtym kierunku się emigruje. Dziwią się bardzo na wieść o tym, że w Polsce ciężko znaleźć pracę. A potem się zaczyna to, co lubię najbardziej: wyszukiwanie powiązań między sobą a Polską. A to że handlowało się w Polsce kiedyś owocami, tu historyjka pani z warzywniaka o tym, jak przywiozła kiwi do Polski, a Polacy jedli je razem ze skórką i mówili, że niedobre; to ktoś miał dziewczynę w Polsce, ale kontakt się urwał; to ktoś chciał do Polski pojechać, ale się nie udało; to ktoś ma w domu meble z Polski i tak dalej, zawsze coś nowego, niektórzy dorzucają jeszcze parę polskich słów (czasem tak przekształconych, że nie rozumiem i sytuacja jest trochę niezręczna) na poparcie swoich powiązań z moim krajem.

Nasz sąsiad na daczy upodobał sobie mojego kota. Nazywa go Polakiem. Najpierw bardzo nalegał, żeby go pokazać, potem obserwował go ze swojego ogrodu. Sąsiad słynie z głupich żartów, za każdym razem pyta się, czy Polak nauczył się już ruskiego, żeby z nim pogadać. Mój kot ma tendencję do przepadania na kilka godzin gdzieś na odległych daczach, więc dość często go nawołujemy, przy uciesze sąsiada, który pyta się, czy Polak znowu się zgubił. W ogóle historia kota, który razem ze mną emigrował do Rosji, robi większe wrażenie niż moja... A imię Bubcuś ma już niezliczoną liczbę wersji bardziej dostosowanych do rosyjskiego aparatu mowy. Moja ulubiona to Buc.

Kiedyś gdzieś czytałam, że być cudzoziemką w Rosji jest fajnie. Ludzie są dla ciebie mili, a ty jesteś ewenementem w towarzystwie, każdy się tobą interesuje, to na tobie skupia się największa uwaga. Na razie potwierdzam słuchy o tym, że ludzie na prawdę są mili, kiedy słyszą, że rozmawiasz w innym (nie wschodnim) języku, to patrzą z zaciekawieniem, uśmiechają się, traktują cię lepiej niż innych. Starają pokazać się z lepszej strony, bardziej się przykładają do tego, co robią - chodzi mi głównie o sferę usługowo-handlową. Fryzjerki lepiej układają ci włosy, kasjerzy są milsi, doradcy bardziej profesjonalni. Będąc cudzoziemką z "Zachodu", czuję się faworyzowana.

Dlaczego wspomniałam o wschodnim języku - bo w Moskwie przybyszy ze Wschodu jest mnóstwo, łatwo ich poznać właśnie po języku i wyglądzie, nie robią pozytywnego wrażenia na Rosjanach, choć jakichś szczególnych aktów nietolerancji na tle narodowościowym nie odnotowałam... oprócz jednego. Rosjanie nie lubią wynajmować mieszkań imigrantom ze Wschodu. W wielu ogłoszeniach widnieje info, czasem pogrubione i wyróżnione na czerwono, że oferta jest tylko dla obywateli Rosji (wersja ekstremalna) lub mniej rygorystyczna - tylko dla Słowian. Do wschodnich imigrantów Rosjanie są przyzwyczajeni, to naturalny element moskiewskiego i podmoskiewskiego krajobrazu, a zachodni są dla nich w dalszym ciągu rzadkością, dlatego też ich ciekawią. Ludzie z Zachodu nie ciągną masowo do pracy w Moskwie, ale jest ich sporo. Także wielu Polaków ma tutaj swoje firmy, bardzo dobrze się rozwijające, jest kilka polskich instytucji, w których też pracują Polacy. Ale trzymać się będę tego, że Polka/Polak w Rosji to jednak rzadkość.


Przypomniała mi się pewna lekarka, o nietypowej urodzie, która też ciekawa była mojej narodowości, po czym zaczęło się to, o czym już pisałam. Okazało się, że ma w Polsce rodzinę i w ogóle często tam bywa, a należy do mniejszości karaimskiej. Nie muszę dodawać, że była dla mnie bardzo miła i nawet całkiem bezpłatnie udzieliła mi porady lekarskiej (to nie była moja wizyta), wypisała zalecenia i użyczyła pewnego specyfiku, co w prywatnych klinikach rzadko się zdarza.

Mija ósmy miesiąc od mojej przeprowadzki do Rosji. W porównaniu do innych imigrantów, nie tylko moskiewskich, to mało, ale wystarczająco, żeby już opisać, jak odbierają mnie tutaj jako przyjezdną. Jak na razie bardzo pozytywnie, ze zdziwieniem i sympatią, szacunkiem. Mam nadzieję, że tak już zostanie, i po latach będę mogła powtórzyć swoje słowa - czuję się tutaj dobrze, to była dobra decyzja.

39 komentarzy:

  1. Iwonko, pięknie napisałaś o swoim życiu w Rosji. Kapitalnie się to czyta! Czekam na więcej!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję moja Wierna Czytelniczko :)

      Usuń
    2. Pani Iwono! mogę prosić o kontakt,mam kilka pytań :) martqczchw@wp.pl

      Usuń
    3. Wpadłem tutaj do Ciebie (szczęśliwym !) przypadkiem. I... już stąd nie wyjdę ! To wspaniałe, co robisz ,,na froncie,, odkłamiania wizerunku Rosji w Polsce...

      Usuń
  2. Kocham Rosję! <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetny wpis! Uwielbiam Pani bloga, sama bardzo chciałabym kiedyś mieszkać w Rosji...mam nadzieję że to marzenie się spełni. :)
    Pozdrawiam serdecznie! ♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I ja pozdrawiam <3 :) A marzenia się spełniają, tylko trzeba im pomóc ;)

      Usuń
  4. Mnie uczucie przygnało tylko na Białoruś. :) Muszę powiedzieć, że reakcja Białorusinów jest taka sama jak Rosjan. W sumie to nie powinno być dziwne, w końcu wschód. :))) U mnie, oprócz tego, że chwalą się polskimi meblami czy telefonem to często słyszę "ooo, a wiesz, dziadek mojego ojca był Polakiem". :D Na Białorusi polskie korzenie są dużo bardziej powszechne niż w Rosji, chociaż tam ludzi z polskimi korzeniami też nie jest mało.:) W Rosji, pierwsze co słyszałam to oczywiście nasze polskie słowo na "k". :)
    Oczywiście Rosjanie nie zawsze są tacy dla nas przyjemni jakby się mogło wydawać. Małaś styczność z watnikami? Jeśli nie, to powinnaś się cieszyć. :) Ja niestety takowy miałam, tych w wersji light starałam się przekonać, że Polacy to tacy sami ludzie jak Rosjanie. :D Trafiło mi się też wiele Rosjan jak i Białorusinów, którzy chcą się nauczyć j.polskiego po prostu dla przyjemności, co bardzo mnie ucieszyło. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Patriotów spotykam, w rodzinie też, ale chyba umiarkowanych. A fanatyczni patrioci zdarzają się wszędzie i we wszystkich przypadkach takie spotkanie, o ile nie masz takich samych poglądów albo umiejętności przytakiwania na wszystko, jest nieprzyjemne, bo dyskusji z takim nie ma :) Pozdrawiam!

      Usuń
    2. Od dzieciństwa podobały mi się rosyjskie litery i chyba czterej pancerni przekonali mnie (pomimo podkreślanej propagandy) do prawdziwej przyjaźni. Ukończyłam rusycystykę na polskiej uczelni. Obecnie spełniam swoje marzenie - jestem na drugim roku studiów doktoranckich na prestiżowej uczelni w Moskwie! Po ukończeniu studiów w Polsce byłam przeważnie osobą długotrwale bezrobotną! Bez szans do wyjazdu z Polski na stałą pracę - Rosjanie rzeczywiście nie mają pojecia o bezrobociu w tym unijnym kraju. Uswiadamiam im to. Nie majac o tym pojecia, sami skarza sie, jak u nich jest ciezko!!! Ale tutaj kazdy, kto chce - znajdzie prace! Nie znaja tego bolu - chciec i nie moc!!! Chcialabym zostac w tym kraju, bo w Polsce (nieoficjalnie wiem) moj dyplom doktora bedzie nic nie wart! Chcialabym tu zyc i pracowac, bo Rosja dala mi nadzieje na przyszlosc - dala szanse nauki: dostaje skromne stypendium i place za miejsce w akademiku : super warunki i tylko 50 zl w centrum Moskwy - 50 min spacerkiem do Placu Czerwonego. W koncu czuje sie czlowiekiem! W Polsce po skonczeniu mgr byl w depresji! Tutaj nawet nie bylo mnie stac na studia doktoranckie!!! Taniej w Moskwie! Polska zrobila ze mnie wrak czlowieka prawie, a tu rzeczywiscie, kiedy Rosjanie pytaja skad jestem - potwierdzam - widze autentyczne zdziwienie. Mysla raczej, ze jestem z kraju tzw. Pribaltiki. I - przykro im, ze Polacy wrogo sie do nich odnosza. Nigdy nie spotkala mnie przykrosc, zadne zle slowo, gdy uslyszeli, ze jestem z Polski! A mnie jest wstyd za Polske! Za jej wrogosc! Rosjanie darza mnie tu przyjaznia i wspieraja pomoca! Ciesze sie tu zyciem i z trwoga i lekiem mysle o ew powrocie potem do Polski, gdzie znow bede walczyc ze swoim bezrobociem. Ale poki co - pisze doktorat, a latem jade nad piekna Wolge:-)
      Pozdrawiam i zachecam do zakochania sie w Rosji, ale juz tak na powaznie - bez uprzedzen! Aneta

      Usuń
    3. Myślę, że nie ma się czego bać. Wykształcona osoba, cudzoziemka, z rosyjskim, bez problemu znajdzie w Moskwie dobrą pracę. Wróżę Ci właśnie taką przyszłość. Moskiewski rynek pracy nie jest aż tak wypełniony jak w dużych polskich miastach, nie ma tej walki o miejsce i prześcigania się w tym, dlaczego jesteś idealnym kandydatem na to miejsce i za jak niską stawkę będziesz pracować. Doskonale to znam z Polski, gdzie po magisterce miały otworzyć się drzwi przede mną, a okazało się, że otwierają się tylko po to, by zatrzasnąć się przed nosem :) Wyemigrowałam za głosem serca, a zanim zaczęłam szukać pracy, znalazła mnie sama. Odzyskałam wiarę w to, że nie jestem taka beznadziejna jak czułam się w Polsce, że to problem nie ze mną, a z czymś innym. Powodzenia, uwierz mi, nie ma się czym przejmować! :)

      Usuń
  5. Z wielką przyjemnością przeczytałam Pani tekst. Znalazłam w nim wiele z mojej biografii. Tak, też jestem Polką, która wyszła za mąż za Rosjanina, Moskwiczanina. Pobraliśmy się w Moskwie (ZAKS Nr 4). Jestem szczęśliwą mężatką już szósty rok. Mój mąż mieszka jednak na stałe w Polsce (posiada Kartę Stałego Pobytu). Zachowaliśmy jednak nasze moskiewskie mieszkanie, do którego przyjeżdżamy (bywa, że) kilka razy w roku.
    Wcześniej, już z końcem lat 80-tych ub, wieku - jeździłam do Rosji, a właściwie ZSRR turystycznie, a dokładniej do pracy, bowiem dorabiałam sobie wówczas, jako pilot wycieczek międzynarodowych. Z tamtych, zamierzchłych czasów wyniosłam różne wspomnienia, większość jednak z nich to dobre, i bardzo dobre. Zjeździłam ówczesne ZSRR od zachodnich granic - do dalekowschodnich (Chabarowsk, Nachodka, Władywostok), poprzez Złoty Pierścień Rosji (Moskwa-Jarosław-Włodzimierz-Rostów-Kostroma) i oczywiście St. Petersburg (dawn. Leningrad), aż pod fińską granicę.
    Obecny kontakt z tym pięknym krajem jest zdecydowanie inny. Za każdym razem jadę tam DO SIEBIE. Tak, właśnie tak się tam czuję - u siebie w domu ! Rodzina mojego męża przyjęła mnie miło, z zaciekawieniem, ale (wyczuwałam to) z pewną maleńką rezerwą. Teraz, kiedy się już dobrze wzajemnie poznaliśmy - są ciepli i serdeczni, troszczą się o mnie i rozpieszczają mnie. Ja też ich pokochałam. Szanuję ich bardzo i jestem wdzięczna, że mnie przyjęli "jak swoją". Przyjaciele i znajomi męża też mnie zaakceptowali od razu. Nie mogę się doczekać każdego spotkania z nimi. Przy nich czuję się dobrze i bezpiecznie... szczęśliwa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I ja chciałabym zobaczyć te wszystkie piękne miejsca w Rosji, bliższe i dalsze, teraz znane mi jedynie z nazwy, położenia na mapie i zdjęć. Wnioskuję, że w rosyjskich rodzinach łatwo poczuć się swojsko prędzej czy później, każdy podkreśla to ciepło Rosjan w stosunku do nowych członków rodziny. Wspólne elementy historii różnych polsko-rosyjskich rodzin kształtują pewnien obraz Rosjan, całkiem inny niż ten stereotypowy, wzięty nie wiadomo skąd, zniekształcony. A my jesteśmy dowodem na to, że Polacy i Rosjanie mogą się kochać i uważać za swoich, nie tylko żona-mąż, ale znacznie szersze i czasem wielopokoleniowe grono członków rodziny z obu stron. Pozdrawiam! :)

      Usuń
  6. Iwona dziękuję bardzo za miłe słowa pod adresem mojego bloga :). Cieszę się, że byłam natchnieniem dla takiego pięknego i osobistego wpisu. Szalenie romantyczna miłosna historia.
    Z zapartym tchem śledzę Twoje emigracyjne przygody. Sama nie odważyłam się na stałe przeprowadzić do Rosji i choć spędzam w Moskwie zwykle parę miesięcy w roku, to nadal taka wizja raczej mnie przeraża. Chyba ja powinna również napisać post, o tym dlaczego nie przeprowadzę się do Moskwy :).
    Jeśli chodzi o rosyjskie skojarzenia z Polską mam podobne doświadczenia co ty: wszyscy wspominają polskie meble, czasami kosmetyki (znam kilka fanek perfum ,,Pani Walewska"), polskie ubrania… Wszyscy znają Barbarę Brylską, kochają film ,,Va bank" i znają parę zdań po polsku: ,,Daj mi buzi"; ,,Zawsze jest dobry powód, żeby wypić"… I wszyscy się bardzo cieszą, że ktoś mówi po rosyjsku, choć ze względu na mój akcent, większość podejrzewa, że jestem z jednego z krajów nadbałtyckich. To przyjemna odmiana w porównaniu z Francją, gdzie jeśli wymawiasz nieprawidłowo jakieś słowo kelner udaje, że kompletnie cię nie rozumie… Zwykle, tak jak napisałaś, ktoś sobie przypomina, że miał Polaka w rodzinie. Okazało się nawet, że prababcia Męża Mojego była z Łodzi. Pradziadek poznał ją, gdy stacjonował w Łodzi za carskich czasów i zabrał ze sobą do Rosji. Także żona Polka to tradycja w rodzinie Męża Mojego.
    Ja jednak zauważyłam pewną zmianę w ciągu ostatnich lat. Jeszcze 15 lat temu o Polakach mówiło się w Rosji ,,bracia Słowianie" i wszyscy byli bardzo zdziwieni, że w Polsce za Rosjanami wiele osób ,,nie przepada". Ostatnio zaś zadano mi pytanie, czy to prawda, że Polska wraz z USA szykują czołgi na granicy z Rosją. Propaganda robi swoje.
    Czekam na dalsze Twoje przygody i mocno trzymam kciuki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No niestety, propaganda robi swoje, święta prawda. W telewizji informacyjnej też coraz więcej mówi się o Polsce-sojuszniku USA, choć i tak dość długo z tym czekano moim zdaniem. Kiedy w Polsce zaczynało już wrzeć na temat złej Rosji, tu nic o tym nie mówiono. Dzieje się źle, szczerze mówiąc, boję się bardzo tej niestabilnej sytuacji, ale zwyczajny człowiek nic tu nie wskóra. Moglibyśmy się kochać, odwiedzać, handlować, pić razem wódkę, ale "dzięki" polityce wszystko się sypie.
      "Zawsze jest dobry powód, żeby wypić" - haha, to dość skomplikowane zdanie :D
      Fajny temat na posta dlaczego nie chciałabyś się tu przeprowadzić :) Będę czekać! Liczę na to, że powstanie. Ja przeprowadziłabym się za tak silnym głosem serca wszędzie, choćby do... Afryki!

      Usuń
  7. Zgadzam się propaganda robi swoje, a cierpią na tym zwyczajni prości ludzie. Powiem szczerze, że mnie też Rosja kojarzyła się z pijaństwem, mafią, lewymi interesami, bogaczami i biedotą. Dokladnie tak jak to ujęłaś. Byłam zszokowana kiedy pewna kolumbijska znajoma, która kilkanaście lat temu ukończyła studia w Rosji powiedziała mi, że tamtejszy czas był dla niej najwspanialszym w życiu. Nie mogłam w to uwierzyć no bo jak to : w Rosji, przecież tam jest niebezpiecznie, doskwiera bieda i są źli ludzie..? Ona była zachwcona rosyjskim krajobrazem i serdecznością ludzi. Nie umiałam tego pogodzić z własnym zdaniem na temat Rosji. Poza tym tak sią złożyło, że grecka tv nadała program o niezwykle prężnej, rosnącej w siłę organizacji faszystowskiej. Byłam zszokowana tym co zobaczyłam, ale wiadomo media zawsze coś tam dodadzą, żeby było bardziej medialne i na sprzedaż. Po programie postanowiłam wyszukać blogi osób, które żyją w Rosji, chciałam się po prostu dowiedzieć jak tam jest min.trafiłam na twój blog, który czytam z przyjemnością. No i nie taki diabeł straszny jak go malują :)
    Niestety, mamy wyuczoną niechęć do Rosjan, a przecież ludzie są tacy jak wszędzie: dobrzy i źli.
    Niestabiloność polityczna...no niestety żyjemy w tych czasach, ale co nam na to radzić, zwyczajny człek nic nie wskóra.
    pzdr

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pomyślałby kto, że blogi mają tak opiniotwórczą siłę ;) Ja kiedyś nie zdawałam sobie z tego sprawy, blogowanie uważałam za czyjeś wypociny, radosną twórczość, publikowanie badziewia w Internecie. Do czasu kiedy sama zaczęłam i dostałam pierwsze komentarze i tu, i prywatnie. Wiem, że na skalę światową opinii o Rosji nie dam rady zmienić, ale przynajmniej część osób przekona się, że tutaj też można dobrze żyć, czasem nawet lepiej niż w swojej ojczyźnie. I że warto rozpatrywać Rosję w swoich wakacyjnych planach :) Tu nikt nie strzela, nie wyzywa cię jak się dowie, że jesteś Polką/Polakiem, a to że lubią swojego prezydenta? A co nam do tego, niech lubią, ich nie interesuje to, że my swoich prezydentów od kilku dekad nie lubimy (czy w ogóle kiedyś kogoś lubiliśmy?). Polityka polityką, życie życiem, na stosunki międzyludzkie to się WCALE nie musi przekładać. Dziękuję za miłe słowa, za to Twój blog jest dla mnie niepodważalnym źródłem wiedzy na temat Grecji, którą w mediach też pokazują tak, jak chcą.

      Usuń
  8. Rozumiem Panią ))) ja już 12 lat jak wkochałem się w Rosję . Pozdrawiam iżyczę udaczi ))). Мирослав П.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spasiba :) 12 lat to już kawał czasu, pozdrawiam :)

      Usuń
  9. Weszłam tu przez przypadek z fb i zostaję! Uwielbiam czytać takie ciekawostki osób, które mieszkają w innym kraju! To lepsze niż książka :) Zaczynam czytać od początku całego bloga :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Rosja to bardzo ciekawy kraj, kultura... Polecam książkę http://www.kreatywna.pl/kultura/ksiazki/rosja-bawi-tumani-przestrasza/

    OdpowiedzUsuń
  11. Ach, czasem przechodzi mi przez głowę myśl, żeby przeprowadzić się do Moskwy. Ale póki co za dużo czasu i nerwów straciliśmy na to żeby załatwić pobyt męża w Polsce. Od kiedy pojechałam do Moskwy, cały czas za nią tęsknię. Też mi się Rosja źle kojarzyła ale już się z tego wyleczyłam i wkurzają mnie strasznie stereotypy bezmyślnie powtarzane przez ludzi. Poza tym Polacy mają taką denerwującą cechę, że wszystko najlepiej wiedzą o wszystkim, nawet jeśli gdzieś nie byli :P Wykorzystuj to, że póki co da się poznać że nie jesteś Rosjanką. Za jakiś czas pewnie będziesz mówiła tak płynnie, że zgubisz akcent i już przestaną Cię traktować lepiej, jako "zagraniczną" ;)
    Też mam podobne wspomnienia z czasu kiedy rodzice mojego męża i moi dowiedzieli się, że to już tak na poważnie. Było to zdziwienie o którym piszesz, że czemu ja się w ogóle zastanawiam nad przeprowadzką do Moskwy, czego ja tam chcę szukać? Przecież lepiej jest na zachodzie. I jak to w ogóle możliwe, że w Polsce nie ma pracy. Wyszukiwanie podobieństw albo korzeni czy znajomych, którzy mieli w jakiś sposób do czynienia z tymi krajami było dla mnie miłe i całkiem urocze.
    Tak przy okazji - kot jest boski. Super, że tak łatwo się zaadaptował do nowych warunków, no i odważny z niego zwierz :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że kiedyś się tu przeprowadzicie. Fajnie byłoby mieć jeszcze jedną polską kumpelę w Moskwie :))

      Usuń
  12. Trafiłam na Pani blog w sumie przypadkiem jakiś czas temu. Bardzo ciekawie Pani opowiada o kraju, do którego zapałałam miłością, chociaż nigdy tam nie byłam. Dlatego miło mi jest zobaczyć historię osoby, która to opowiada o tym kraju, przywołując własne doświadczenia :) Tym bardziej mnie to cieszy, że są to własnie pozytywy. Może dzięki temu blogowi zmieni się sposób pojmowania Rosji przez Polaków :) Powodzenia w dalszym pisaniu bloga :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Wspaniały tekst. Zaciekawił mnie od pierwszego do ostatniego zdania :) "Kot Polak" - super :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kot Polak moskiewski imigrant pozdrawia :))

      Usuń
  14. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja życzę miłej nauki w Moskwie, a kto wie, może zostaniesz tu na dłużej? :-) Pozdrawiam!

      Usuń
  15. A ja mieszkam we Francji i przypadkiem poznałam Rosjan. Najlepsi przyjaciele.Serdeczni, otwarci, nigdy z nimi sie nie nudzę
    Wróciłam do nauki języka rosyjskiego, słucham muzyki rosyjskiej i tęsknię za Rosją. Muszę tam pojechać. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No widzi Pani, coś nas jednak do siebie ciągnie, mimo sytuacji w polityce, i to jest piękne! :) Życzę, żeby podróż nastąpiła jak najszybciej :)

      Usuń
  16. Wspaniałe kocisko Polak!
    Moim marzeniem jest podróż do Karelii, zobaczyć monastyr Valaam, i podróż Koleją Transsyberyjską, do Moskwy też bym chętnie pojechała :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kotek dziękuje za komplement :)
      I oby te marzenia się spełniły, warto podróżować, a koleją transsyberyjską tym bardziej :)

      Usuń
  17. W Polsce ciężko znalezć pracę? Bzdura! Mam znajomego, który mieszka w Moskwie i w tej Rosji ciężko też znalezć pracę (jedynie w dużych miastach jest łatwiej). Ja sobie bez problemu u nas zmieniłem zakład. Może w Polsce wschodniej ciężko coś znalezć, ale wrzucaj całego kraju do jednego wora, bo są miejsca gdzie pracę można i szybko dostać. Nie opowiadaj bzdur rosyjskim znajomym. Znajomy mieszkający w Moskwie, ma narzeczoną Rosjankę i chcą obaj przeprowadzić się do Poznania.

    OdpowiedzUsuń
  18. Wpadłem tutaj na chwilkę, właściwie przypadkiem, ale muszę przyznać, że wpis baaardzo mnie zainteresował i zyskała Pani kolejnego czytelnika! :)
    Pozdrawiam!
    Darek

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest mi niezmiernie miło :)) pozdrawiam ;)

      Usuń
  19. Zwykle nie lubię czytać bardzo długich tekstów, ale Pani blog świetnie się czyta i jest bardzo ciekawy. :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Tak sie ciesze, ze tu "wstapilam"! Pieknie pisze Pani o Rosji i Rosjanach. To raczej rzadkosc.
    A ja lubie Rosjan od zawsze, bo oni uratowali zycie moim rodzicom w czasie II wojny. Bardzo lubilam i lubie jezyk rosyjski - jest taki melodyjny. Czytalam w mlodosci powiesci i poezje w oryginale; wielkie przezycie. A w czasie studiow (lata 60-te), kiedy wiekszosc nienawidzila Rosjan ze wzgledow politycznych, przykro mi bylo, bo tam przeciez znajdowalam taka bogata historie, kulture, muzyke, literature. No i wbrew wszystkim organizowalismy w domach spotkania przy samowarze: jedni spiewali, inni czytali fragmenty prozy, jeszcze inni recytowali teksty najwybitniejszych i mniej znanych poetow.Sybirskaja wodeczka tez byla... Bylismy w wiekszosci studentami polonistyki. Kochalismy Okudzawe i Wysockiego... A pozniej, gdy innych gnalo na Zachod Europy, ja marzylam tylko o tym, zeby pojechac do owczesnego ZSRR, zeby poznac ludzi, zeby z nimi porozmawiac, zeby zobaczyc, jacy sa ci ludzie, przed ktorymi straszono w ulicznych(i nie tylko) rozmowach. No i bylam, kilka razy: w Moskwie, na Syberii, w Minsku, w Kijowie i jeszcze w wielu jeszcze innych miejscach. No i nie taki diabel straszny jak go maluja :-) Poznalam wspanialych ludzi z roznych srodowisk, ale wszyscy byli niezwykle serdeczni. I cieszylam sie bardzo, ze potwierdzily sie slowa i opinie rodzicow.
    Od prawie tzydziestu lat nie mieszkam w Polsce, lecz w Niemczech. Ale ciagle sledze zycie Rosjan i zycze im wszystkiego najlepszego. I ciagle denerwuja mnie te nieznosne uogolnienia zarowno w prasie polskiej jak i niemieckiej, sprowadzajace sie do kreowania Rosjan jako wrogow, jako barbarzyncow.
    Jestem juz stara, ale mysle, ze dzieki takim ludziom jak Pani, uda sie przelamac stereotypy.
    Bardzo serdecznie pozdrawiam Pania i Pani najblizszych i wszstkich "przyjaciol Moskali"(to za A. Mickiwiczem). To wspanialy, dumny narod. Niech im sie wiedzie!!!
    Mira

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam te same odczucia. Te same. Rosja i Rosjanie sa jak magnez. I ten ich piekny serdeczny jezykich literatua i muzyka sa jedyne w swoim rodzaju. Mozna stracic glowe. Najbardziej kochalam Rosjanina , a wyszlam za maz za Niemca, ale Niemca z slowianska dusza. Tez wiele lat mieszkam juz w Niemczech, ale Rosje kocham do szalenstwa.

      Usuń
  21. Udało mi się być na tamtych terenach jeszcze w czasach istnienia ZSRR. Skromnie tam było, żeby nie powiedzieć biednie, ale jakoś tak sympatycznie. Dwie rzeczy które najbardziej zapamiętałem to kwas z cysterny po trzy kopiejki i szklanka. Szklanka wyjątkowa, bo w samoobsługowym automacie z napojem. Wrzucało się trzy kopiejkówkę, podstawiało szklankę, nalewał się napój. Wypijało się go, szklankę płukało w osobnym okienku automatu i odstawiało na miejsce. Dla mnie, przybysza z cywilizowanej Polski, było nie do pojęcia, że w automacie w centrum miasta, może stać nieprzypięta szklanka i nikt jej nie zabierze, za to każdy umyje.

    OdpowiedzUsuń