poniedziałek, 29 lutego 2016

Польша, конец декабря 2015 года (фотки)

А вот как мы гуляли в Польше перед Рождеством... :-) Температура на плюсе, можнo купаться ;), сильный ветер.

Гданьск/Пененжно 22-24 декабря

Пляж Гданьск-Елитково









Перекус в Манекине... у них такие вкусные блины!!
Салат и крем-суп из белых грибов в хлебе - вкуснятина!


Гданьск, Старый Город










Пененжно, Рождество :-)



czwartek, 25 lutego 2016

Czego trzeba dopilnować, żeby nie stracić RVP

Nadszedł dzień, w którym wreszcie idziemy po odbiór wyczekiwanego od miesięcy RVP. Zanim dostaniecie swoją nagrodę, możliwe, że postoicie jeszcze trochę w kolejce po odbiór, na pewno dadzą Wam kilka formularzy do wypełnienia, zażądają kilku kopii dokumentów, które już mają (radzę iść po odbiór z pełnym kompletem odbitek tego, co wcześniej składaliście) i zdejmą Wam odciski palców. W końcu jednak nadchodzi ten upragniony moment. Jak wygląda 3-letnia przepustka do życia w Rosji? O tak:


Czyli pieczątka zajmująca stronę w paszporcie. Dane personalne, data ważności etc. Czy można już wybiec z biura FMS i cieszyć się tym, że przebrnęliśmy przez urzędowe potyczki i mamy spokój na 3 lata? Nic bardziej mylnego moi Drodzy!

Pieczątka wbita w paszport nie jest ostatnim etapem procesu tymczasowego osiedlania się w Rosji. Tak, to o nią się wszystko rozchodzi, ale trzeba dbać o to, żeby jej... nie stracić. Zaczyna się od tego, że od dnia zabrania z FMS swojego RVP macie nieprzekraczalny termin 7 dni kalendarzowych na wykonanie tzw. propiski - czyli zameldowania na terenie okręgu, w którym składaliście dokumenty na pobyt tymczasowy. Ściślej, decydując się na złożenie papierów na RVP, bierzcie pod uwagę to, że DO OTRZYMANIA POBYTU TYMCZASOWEGO W ROSJI POTRZEBNE JEST ZAMELDOWANIE. Przykład - ktoś dostaje RVP na terenie Moskwy, zatem w ciągu 7 dni musi znaleźć kogoś, kto zamelduje go w Moskwie na 3 lata. Warto o tym pamiętać, bo zacząć szukanie dopiero po otrzymaniu pieczątki to trochę mission impossible, choć wiadomo, że w Rosji nic nie jest impossible... Tak więc macie 7 dni na zrobienie propiski.

Propiskę wykonuje się w okręgowych urzędach miasta (placówki odpowiadające za poszczególne rejony) w obecności właściciela mieszkania i osoby, która ma być zameldowana. Nie sprawia to większych trudności, idzie dość sprawnie, nie ma kolejek. Polecam korzystanie w tej kwestii z tzw. MFC (МФЦ), które niedawno pojawiły się w Moskwie i wszyscy je chwalą za nowoczesne metody załatwiania spraw, a ja potwierdzam ich przydatność (dużo okienek obsługujących petentów, druk numerków, przyjemne i czyste wnętrze, wygodne siedzenia, miła obsługa). Po załatwieniu spraw przy okienku możemy udać się z tymi papierami do FMS (tak, znowu tam! zapytajcie, czy dane MFC ma również FMS w swoim budynku, u mnie było i obeszło się bez kolejek), gdzie zabiorą nam na kilka dni paszport, po czym przychodzimy po niego i mamy spokój. Do czasu oczywiście. Z FMS-em zobaczymy się niestety wcześniej niż przed upływem tych 3 lat w paszporcie...

W FMS musimy pojawić się za około 12-14 miesięcy, bo jest obowiązek przedstawiania im raz w roku tzw. sprawki o dochodach. Ma to być potwierdzeniem faktu przebywania przez ten czas na terytorium Rosji i tego, że masz się z czego utrzymać. W pewnych przypadkach można przedstawić zaświadczenie o dochodach z pracy żony/męża, jeśli samemu się nie pracuje na terenie RF. Minimalne zarobki miesięczne muszą oscylować w granicach 20 tys. rubli miesięcznie na osobę. Nieprzedstawienie rocznej sprawki o dochodach może być podstawą do odebrania prawa tymczasowego przebywania na terenie Rosji, czyli utraty RVP. Miejcie to na uwadze. Szerzej o sprawce napiszę po przejściu tego procesu.


sobota, 20 lutego 2016

23 lutego - Dzień Obrońcy Ojczyzny

I zaczął się kolejny rosyjski długi weekend... Wprawdzie oficjalnie dzisiejsza sobota jest dniem roboczym, ceną za wolny poniedziałek po weekendzie, i większość ludzi dopiero wraca z pracy, jednak w praktyce wygląda to inaczej - połowa pracuje, a druga połowa już świętuje (a właściwie to od wczorajszego wieczoru).

A wszystko to dzięki wtorkowemu Dniu Obrońcy Ojczyzny (День защитника Отечества), święta odnoszącego się do II wojny światowej i daty utworzenia Armii Czerwonej. Czy tego dnia składa się życzenia nielicznym już radzieckim weteranom wojennym? Co będzie za kilkanaście lat, kiedy ostatni obrońcy odejdą na tamten świat, czy święto zlikwidują? Nie, bo pod podniosłą nazwą Dzień Obrońcy Ojczyzny kryje się po prostu Dzień Mężczyzn! Czyli święto i byłych żołnierzy, i Wańki spod sklepu, i bezrobotnego Aloszy, co wysiaduje w parku na ławce, sącząc piwko, i Aleksandra Pietrowicza, właściciela firmy, i całej reszty Dimów, Olegów, Andriejów i Stiepanów. Bo każdy z nich jest dla kogoś bohaterem...

Święto tak silnie się tutaj zakorzeniło, że od kilku tygodni zalewają nas reklamy nie gorsze niż te na Walentynki i propozycje podarków dla "naszych prawdziwych mężczyzn". Na przykład reklama parówek - "karm swojego mężczyznę tylko naszymi parówkami, bo o prawdziwych mężczyzn trzeba dbać", po 23 lutego zmieniają ją na wersję dla kobiet - "8 marca poraduj swoją kobietę wspaniałym śniadaniem" (na ekranie parówki na talerzu i wniebowzięta twarz żony), reklamy kontekstowe w internecie podsuwają stosowne strony z prezentami, w sklepach i supermarketach są specjalne półki z prezentami dla facetów, stojaki z wielkim wyborem kartek okolicznościowych, gazetki z promocjami też poruszają temat tego święta. Co kupić mężczyźnie na 23 lutego? Wszystko, co lubią faceci... Najpopularniejsze propozycje to alkohole, czekoladki, kawa, herbata, różne gadżety okolicznościowe - koszulki, kubki, magnesy.

Poniżej parę ciekawych kartek na Dzień Obrońcy Ojczyzny, tak dla lepszego zrozumienia ducha tego prazdnika ;)

 




Zdjęcia: Internet

No to co, wszystkim "Obrońcom Ojczyzny" wszystkiego najlepszego! ;-)



niedziela, 7 lutego 2016

Wschodnie słodycze: Paсhlava

W Moskwie bardzo ciężko przejść obojętnie obok stoisk z wyrobami cukierniczymi. Szczególnie zachwycają swoim wyglądem wschodnie słodkości, świecące zza witryn kolorem, oryginalnym kształtem i bogactwem składników. Dzisiaj pod lupą jeden ze wschodnich słodkich przysmaków - pachlava (ros. пахлава). Kraj pochodzenia: według niektórych źródeł Turcja, według innych Persja. W dzisiejszych czasach pachlavę produkują inne wschodnie kraje, jak: Azerbejdżan, Gruzja, Armenia, Bułgaria, spotyka się ją również w Azjii i krajach arabskich.

Połyskująca od miodu soczyście słodka pachlava

Długo się jej opierałam, przechodzę obok niej średnio raz w tygodniu i nigdy się nie skusiłam, powód: trzymanie linii, bo już z samego wyglądu pachlava wygląda na bombę kaloryczną. Wygląda, ale tak na prawdę w 100 g mieści się około 400 kalorii (średnia na podstawie różnych źródeł), z czego większość pochodzi z orzechów i miodu, bo tego jest w niej najwięcej. Pachlava to soczyste od miodu (i pewnie masła) ciastko w formie rombu, prostokątu, kwadratu, z delikatnego ciasta francuskiego (które w Rosji nazywają "słojonym", przez to rozchodzenie się na warstwy), z nadzieniem makowo-orzechowo-miodowym, z przewagą orzechów. 

Ciastko łatwo się rozwala, jest lepkie, a przy nieodpowiednim zapakowaniu może się zrobić z niego papka przed dotarciem do domu :) U nas na rynku niestety pakują ją w zwykły foliowy woreczek, zamiast w pudełko, więc część ciasta odkleiła się od produktu i na stałe przyległa do folii. W sklepie prezentują się natomiast bardzo estetycznie, każdy rodzaj na innej blaszce, pokrojone na równiutkie porcje.
Do pachlavy obowiązkowo czarna niesłodzona herbata

Pachlava jest bardzo słodka, jeśli ktoś ma małą tolerancję na słodycz, to może go... zemdlić. Wrażenie takie, jakby jeść łyżką miód. Po kilku kęsach człowiek się przyzwyczaja, szczególnie jeśli zapija czarną niesłodzoną herbatą, która w tym wypadku bardzo pasuje. Myślę że dwa małe kawałeczki wystarczą tym, którzy bardzo lubią słodkie, ewentualnie jeden duży, który u nas jest nieco mniej słodki od porcji mini. Kalorie kaloriami, ale lepiej zjeść kawałek pachlavy niż batonik, ten wschodni słodycz ma w sobie wiele pożytecznych składników. I szybciej zaspokaja apetyt na coś słodkiego.

czwartek, 4 lutego 2016

Oda do pączusia. Z ziemi polskiej do ruskiej!

Wczesne godziny ranne, deszczowa pogoda, niebo zasnute chmurami. Kolejka zniecierpliwionych, drepczących w miejscu ludzi przed zamkniętą jeszcze ciastkarnią, a jej koniec rozpływa się gdzieś we mgle. W powietrzu unosi się charakterystyczny zapach, tak dobrze znany Polakom. "A eta szto takoje?" - pyta mnie młody mężczyzna, z którym przechodzimy nieopodal. Wypadek? Tłum gapiów? Nie, ewidentnie wyglądają jakby na coś czekali. Młodzi, starzy, grubi, chudzi, eleganccy, zaniedbani - stoją i czekają. "Tłusty czwartek - odpowiadam. - Ci ludzie stoją w kolejce za pączkami". :)

Taki widok dwa lata temu zobaczył mój Mąż pierwszego ranka w Polsce. Szliśmy od Okopowej, przez Starówkę, na Dworzec Główny w Gdańsku. Wspomniana ciastkarnia mieści się zaraz obok wyjścia z tunelu, między Okopową a Starówką, sama nie raz w niej kupowałam, będąc studentką.

Stanie w kolejce za najlepszymi pączkami w mieście sobie odpuściliśmy, spieszyło nam się na autobus, ale równie pyszne pączki można dostać w tunelu przy Głównym. Wtedy właśnie "młody Rosjanin" po raz pierwszy spróbował polskiego pączka.

Dwa lata minęło jak z bicza strzelił, teraz oboje jesteśmy tam, gdzie TAKICH pączków nie ma, albo jeszcze ich nie znalazłam. Rosyjskie "poncziki" są bez nadzienia, różnią się też formą, smakiem, tym, że albo mają dziurkę jak amerykańskie donuty, albo są małymi kulkami posypanymi cukrem pudrem - smażonymi na przykład w miejscach rozrywki na świeżym powietrzu (w ZOO, na lodowisku kremlowskim), ale i na ulicach. Zapach obezwładniający, ale to już nie to, co polski pączuś: okrąglutki, z charakterystyczną jasną obrączką wokół, z marmoladą różaną, lukrem, skórką pomarańczy czy advocatem, budyniem, twarogiem i co tam jeszcze można wymyślić.

Fanką ruskich ponczików nie jestem, no, z braku laku zjem, bo lubię słodkie, ale PĄCZEK jest tylko jeden!
I tu dochodzę do meritum, z tęsknoty za pączkiem prawdziwym, a nieosiągalnym, dziś, po raz pierwszy w życiu, biorę się za smażenie własnych... Co mi wyjdzie, zobaczymy, na razie jest ok, pięknie rosną, prawie gotowe do rzucenia w tłuszcz.


Warto takie przyjemne tradycje przenosić w świat :) I gdy miliony Polaków stoją dziś w kolejce za pączkami, drugie tyle na emigracji smaży swoje w domach. Jak mi wyjdą dobre, to będę pękała z dumy (i nie tylko z dumy...).

 **********************************************************************

Godzina 13:25 czasu moskiewskiego

Hurra! Moje pączki wyszły super, choć do tych z Gdańska jeszcze im sporo ;)) Jestem w pełni usatysfakcjonowana tym pierwszym razem!

A tak to szło...




Zdjęcia: własne oczywiście!

A korzystałam z przepisu "Pączki I" na mojewypieki.com.

Do rosyjskiej Maślenicy (Maślenica tutaj) zostało mniej niż miesiąc, a dzisiaj pozdrawiam wszystkich miłośników pączków: Z tłustym czwartkiem! :)

W jednej z moskiewskich dzielnic tymczasem unosi się zapach polskich pączków, a ja, pisząc te słowa, wcinam takiego!