wtorek, 25 sierpnia 2015

Izmaiłowski Kreml - warto czy nie?

Jeszcze jedno miejsce do zaliczenia w Moskwie to Izmaiłowski Kreml i mieszczący się nieopodal Izmaiłowski Targ. Wsiadamy w metro i jedziemy do stacji Partizantskaya, po wyjściu z podziemia rozglądamy się i kierujemy w stronę kolorowych wieżyczek. O historii powstania nie będę się rozpisywać, generalnie miejsce stylizowane na stare, w takim stylu są i budowle, i jarmark, tej tematyki trzymają się też lokalne mini muzea: muzeum wódki, chleba, czekolady, zabawek etc. Fajne miejsce na wypad, targ bardzo różnorodny i doskonały na zakup pamiątki z Rosji, dostaniemy tam wszystko od matrioszki po szale z rosyjskim motywem, od monet i medali po samowary, jest mnóstwo staroci, gdzieniegdzie sprzedają też rzeczy używane: książki, płyty, obiekty kolekcjonerskie. Uprzedzona do fotografowania towarów na sprzedaż, zrezygnowałam ze zdjęć targu, musicie uwierzyć na słowo :) Przejdę do fotorelacji, a następnie odpowiem na pytanie: Dlaczego to miejsce trochę mnie rozczarowało?














Może niektórzy już zauważyli na zdjęciach, co mogło rzucić się w oczy Europejce. Otóż nasze obiekty turystyczne są wycackane nie tylko w centrum, ale i wokół, według "europejskich standardów". Wcześniej jakoś nigdy nie zwracałam na to uwagi, bo było to dla mnie normalne, no jak inaczej? I w Moskwie do tej pory też nie spotkałam się z bałaganem wokół jakiejś atrakcji. No i odwiedziliśmy Izmaiłowo... W głównym punkcie, w samym centrum Izmaiłowskiego Kremla i Targu, wszystko ładnie, pięknie, tylko zdjęcia robić. A weź człowieku zbocz nieco z głównej trasy i co uwidzisz? Deski, kawałki betonu, zarośnięte tereny z narzucanymi śmieciami, jakieś rozwalone namioty, puste stoiska z przegniłych desek... nawet mojemu Mężowi zrobiło się smutno, poczuliśmy się jak na wiejskich slumsach. Cała atrakcja sprawia wrażenie sztucznej, jak pałacyk postawiony pośrodku śmietniska. Próbowaliśmy sobie wyjaśnić, że pewnie trafiliśmy na remont, rekonstrukcję... Ale szczerze mówiąc, żadnych robotników nie widać, a odpady też wyglądają tak, jakby swoje już przeleżały. No szkoda, bo gdyby to wszystko uprzątnąć, ilość turystów na pewno by wzrosła, bo jak ktoś zabłądzi tak jak my (co tam jest bardzo łatwe), to raczej się przestraszy tym, co zobaczy, i to właśnie te widoki będą powracać we wspomnieniach o Izmaiłowskim Kremlu.

Do bałaganu wokół głównej atrakcji dołącza się również ogólna "anarchia" panująca w tym miejscu. Sprzedawcy w bardziej ustronnej części targu, tam, gdzie targowano rzeczami używanymi i wątpliwej jakości, w większości byli pijani, w powietrzu zapach moczu, po drewnianych podłogach walały się śmieci, to znowu jakaś zupełnie nieadekwatna, głośna muzyka disco i śpiewający pijak, każdy robi, co chce, a tu my przyszliśmy zwiedzać, podziwiać. Tak, dla tych celów lepiej nie zapuszczać się głębiej w targ, bo tam to tylko czeka nas mroczna strona średniowiecza :-)

Szkoda, miejsce ma potencjał, którego jak dotąd nie wykorzystano. Sezon wakacyjny w pełni, turystów nie brak, a atrakcja straszy. Aż się prosi o jakąś knajpkę w takim samym, staroruskim stylu, nie znaleźliśmy żadnej, oprócz kawiarni świecącej pustkami i jakiegoś lokalu, z którego dobiegały dziwne odgłosy, a na wejściu straszyła kartka: "Bez priglaszenia nie prechadzić!". Poszliśmy więc do gruzińskiej restauracji koło metro.

To wszystko tuż przy Izmaiłowskim Kremlu






Izmaiłowski Kreml i Targ to miejsce, które na pewno warto odhaczyć na swojej liście "Co zobaczyć w Moskwie", ale niekoniecznie takie, do którego chce się wracać. Ja wrócę, za kilka miesięcy, z prostej ciekawości, czy przyszliśmy nie w porę, czy tak jest tam zawsze. Można nastawić się ewentualnie na muzealne atrakcje, których tam nie brakuje, a wejściówki są niedrogie. W muzeum chleba np. 70 rubli od osoby. Ekspozycje są niewielkie, ale ciekawe.

Mam wielką nadzieję, że to nieciekawe otoczenie Izmaiłowskiego Kremlu kiedyś zniknie, bo miejsce na prawdę jest magiczne i ma wielki potencjał. 

Kto mieszka w Moskwie?

Moskwicz, moskwianin czy moskwiczanin? Na blogach, w artykułach i książkach spotkacie się z różnymi wersjami mieszkańca Moskwy. Pora raz na zawsze wyjaśnić ten językowy problem, a na pomoc przychodzi poradnia językowa PWN.


Kto mieszka w Moskwie?
4.11.2002
  Czy poprawna forma na określenie mieszkańców Moskwy to Moskwianie czy Moskwiczanie?

Po rosyjsku mieszkaniec Moskwy to moskwicz (z przyrostkiem -icz), po polsku poprawnie moskwianin (z przyrostkiem -anin, jak Warszawa - warszawianin). Spotyka się też formę moskwiczanin, która jest zbudowana niewłaściwie: zawiera dwa przyrostki, polski i rosyjski, pełniące tę samą funkcję. Bogdan Łazuka śpiewał jednak przed laty: „Jeszcze mam w pamięci moskwiczanki” - i nie on pierwszy używał formy teoretycznie niepoprawnej. Zwyczaj językowy każe aprobować obydwie formy, ze wskazaniem na pierwszą jako częstszą i utworzoną zgodnie z polskim modelem słowotwórczym.
Przy okazji warto przypomnieć, że nazwy mieszkańców miast pisze się małą literą.
Mirosław Bańko
Tak więc:
moskwicz - samochód (dopuszczalne jako mieszkaniec Moskwy, kiedy chcemy użyć go jako wyrazu rosyjskiego)
moskwianin - mieszkaniec Moskwy
moskwiczanin - forma niewłaściwa, ale obecna, więc dopuszczalna

Zatem wszystkie trzy formy mają rację bytu, do wyboru, do koloru! Ja sympatyzuję z pierwszą :)

Źródło: sjp.pwn.pl

piątek, 21 sierpnia 2015

Z podmoskowia do Moskwy... cz. I

Nadszedł czas na małe porównanie. Pod koniec lipca bez zbędnych ceregieli i problemów zapakowaliśmy się w jeden samochód i przeprowadziliśmy się z podmoskiewskich Lubierc do Moskwy. Czekałam na ten moment z niecierpliwością, choć zdążyłam już przywyknąć do życia w małym mieście, do naszej dzielnicy, gdzie pełno było kotów, które bezustannie dokarmiałam. Lubierce opuszczałam więc z nostalgią, ale bez łez.

Życie codzienne w podmoskowiu bardzo różni się od stolicznego, choć to tylko kilkanaście kilometrów odległości. Postanowiłam podzielić post na kilka części, jakoś ostatnio mam skłonności do pisania długich tekstów, a przecież sama wiem jak się czuję, kiedy widzę u kogoś takie posty-giganty. A zapowiada się, że w powyższym temacie jest wiele do napisania...




1. CISZA

W Lubiercach na jej brak w sumie nie narzekałam, choć czasem w ciągu dnia pod oknem ludzie się kłócili (przypadkowe kłótnie w Rosji są na porządku dziennym - na ulicy, w autobusie, w metrze, w sklepie), głośno coś opowiadali, wołali, krzyczeli, a nocą, wracając z okolicznych pubów, śpiewali. W soboty/niedziele rano to tu, to tam czasem ktoś wrzeszczał, borykając się ze skutkami nocnego melanżu. Generalnie hałas robili ludzie, ale przekonałam się, że można tak się do tego przyzwyczaić, że się tego nie słyszy. Mieszkaliśmy przy dość mało ruchliwej ulicy (choć wtedy wydawało mi się, że ruchliwej), więc spokojnie można było z uchylonym oknem słyszeć i własne myśli, i telewizor, i nawet spać. W naszej nowej, moskiewskiej dzielnicy - Люблино - ludzi w ogóle nie słychać, choć wokół pełno bloków i park-plac zabaw, w którym przesiadują i matki z dziećmi, i pijacy, a czasem pijące matki z dziećmi, i emerytki, młodzieży raczej brak. Słychać natomiast co innego, do czego nieco ciężej się przyzwyczaić, jeśli w ogóle. Trafiła nam się ruchliwa ulica, na szczęście nie pod samym oknem, a trochę z boku, jednak hałas przez praktycznie 24 godziny na dobę jest nieznośny. Szum samochodów jeszcze ok, ale ci zdenerwowani kierowcy trabią jak szaleni! Także jeśli ktoś lubi dźwięk klaksonów, u mnie można posłuchać w ciągu dnia całej gamy. Lekarstwem na głośnych kierowców są dobre, nowe okna, które wprawdzie nie na 100 %, ale chociaż na 80 tamują symfonię zniecierpliwionych.

2. CZYSTOŚĆ

Oj, o specyficznym bałaganie panującym wokół naszej nowej "kvartiry" pisałam już rok temu w jednym z pierwszych postów na temat wrażeń z Moskwy. Przez ten czas nic się nie zmieniło. Otóż idziesz sobie do domu, a tu nagle, tuż przed klatką schodową, leży rozwalony arbuz. Arbuzy w Rosji są większe niż w Polsce, mają około 10 kilo i są bardziej podłużne niż okrągłe. No więc leży sobie taki owocek, niczym ślad po masakrze, ktoś nie doniósł do domu i zbiegł z miejsca zbrodni. Nagminnie ludzie zostawiają na klatce schodowej wory ze śmieciami, butelki po alkoholu, ostatnio w dwóch miejscach leżały nawet psie odchody! Klatka jest na domofon, drzwi wyjściowe zawsze zamknięte, więc jasny wniosek - winowajcą jest któryś z mieszkańców, jakiś uroczy york czy inny mały piesek, który nie doczekał się podwórka. A właściciel zbiegł z miejsca zbrodni. Nie muszę dodawać, że zapach był na całą klatkę, dopóki nie przyszła pora na wizytę serwisu sprzątającego. Nieprzyjemny zapach na klatce to tutaj nie rzadkość. A skrzynki pocztowe wyglądają jak po przejściu gromu. Nie wiem, jak wyglądają sprawy wyżej, bo mieszkamy na I piętrze, ale na pewno nie lepiej - jeśli nie gorzej. Aż się boję iść sprawdzić.

Pod względem czystości i wizualno-zapachowego komfortu mieszkania w Lubiercach było lepiej, zapewne dzięki sąsiadom, którym nic nie mogło umknąć, do wszystkiego się czepiali, szczególnie lubili pokazywać nowym lokatorom, że tutaj panują ich prawa, własny kodeks, którego albo przestrzegasz, albo będą cię nachodzić i upominać. Denerwujące to było, ale czasem pożyteczne, kiedy ktoś w sobotę wieczorem zaczynał na klatce jakąś dziwną akcję - raz grupka pijanych lokatorów rzucała z okna deskami (?), które spadając na podwórze, robiły nieziemski huk. Sąsiedzi z dołu szybko zфreagowali i wszystko się uspokoiło. W naszym nowym domu sąsiedzi natomiast mają wszystko gdzieś. Nawet dwóm włamaniom i jednej nieudanej próbie nie zapobiegli. A co tu mówić o czystości i estetyce?

A tymczasem w tej samej dzielnicy co my mieszka nasza rodzina. W wieżowcu, na 11. piętrze. Z ciszą pewnie jest gorzej niż u nas, bo okna wychodzą na główną ulicę - Люблиская - ale co do czystości - mucha nie siada. Tylko by ktoś spróbował zostawić worek ze śmieciami na klatce! Nad porządkiem i przywracaniem w razie czego lokatorów do porządku czuwa konsjerżka, czyli pani w małej budce-pokoiku na dole przy drzwiach wejściowych. Każdy się u niej melduje, nikogo nie przeoczy, a podejrzanych bacznie obserwuje. Ponoć jedna z nich to straszna plotkara, która wie dosłownie wszystko o każdym z lokatorów. Aż trudno mi uwierzyć, czyżby ta czystość na klatkach schodowych, w windach i na korytarzach była zasługą jednej pani siedzącej sobie w budce? Czy na prawdę to trzyma lokatorów w ryzach, żeby nie śmiecić i nie sikać po klatkach? Wygląda na to, że tak, ale powodów może być więcej. Zaczynając od specjalnych środków kontrolnych (monitoring, kary), po sam dobór lokatorów - może w tym wieżowcu mieszkają tylko porządni? (nie chce mi się w to wierzyć, zawsze znajdzie się bałaganiarz, a status społeczny nie ma nic do tego) Przytaczam ten przykład po to, żebyście nie myśleli, że przeprowadzka do Moskwy to przeprowadzka do brudu, wiele zależy od tego, gdzie i w czyim otoczeniu zamieszkamy. Jak widać, nawet jedna dzielnica nie jest jednorodna pod tym względem, a co dopiero całe to wielkie miasto.

Panorama Люблино


Zdjęcia: Internet

Сiąg dalszy nastąpi...

wtorek, 18 sierpnia 2015

Zakupy internetowe w Rosji

W Polsce przez ostatnich kilka lat bardzo chętnie robiłam zakupy przez Internet. Zalet tego sposobu nabywania dóbr nie będę wymieniać, bo każdy ma swoje zdanie na ten temat, wiele osób się "przejechało" na oszustach różnego rodzaju, niektórym po prostu zakupy w sieci nie sprawiają przyjemności, wolą podotykać, powąchać, pooglądać pod każdym możliwym kątem i lubią to. A ja do zakupów nie mam cierpliwości, w sklepie trudno mi się skupić, na widok wielkiego wyboru towarów dostaję oczopląsu, a nachalne pragnienie sprzedawczyń, by koniecznie "w czymś pomóc", najczęściej skutkuje chęcią jak najszybszej ucieczki z królestwa miłej ekspedientki. Nie lubię też spędzać całych dni na poszukiwaniach jednej rzeczy.

Przeprowadzając się do Rosji, troszkę się martwiłam o kwestię zakupów, bo odpowiednik Allegro - Molotok.ru - nie jest tutaj popularną drogą nabywania towarów. Nie przekonuje mnie też Avito.ru, coś jak Gumtree (portal, na którym ludzie sprzedają swoje rzeczy, niekoniecznie używane, bo w Moskwie wiele osób zajmuje się "lewą" sprzedażą np. perfum, biżuterii, obuwia/odzieży czy gadżetów przywiezionych z Chin, Wietnamu etc.). Po przyjeździe jednak moje wątpliwości się rozwiały. Po co komu Avito czy Molotok, jeśli jest mnóstwo dobrze funkcjonujących sklepów internetowych?

Przygodę z zakupami elektronicznymi w Rosji zaczęłam od szkieł kontaktowych. Nie znalazłam niestety tych, które nosiłam w Polsce, ale pokusiłam się na lepszą markę, która w rosyjskim sklepie internetowym jest znacznie tańsza niż w Polsce - a to niespodzianka! Bo spotkać coś tańszego niż w Polsce to tutaj rzadkość. Potem zaczęliśmy zamawiać inne rzeczy w ten sam sposób i jak do tej pory żadna przykrość nas nie spotkała.

Żeby nie było tak kolorowo - zakupy przez internet w Rosji niosą za sobą ryzyko, którego można jednak uniknąć. Już wyjaśniam. W Rosji liczba wszelakich podróbek jest dużo większa niż np. w Polsce. Dlatego zachowujcie zdrowy rozsądek i nie zapominajcie o jednej ważnej zasadzie: nowy, markowy towar nigdy nie schodzi do porażającej ceny -70 i więcej %. Nie skuście się na Ray Bany za 3 tys. rubli, na koszulki Lacoste za tysiaka itp. Podróbki czają się tutaj na każdym kroku, nie tylko w Internecie, ale i na rynkach (perfumy Diora za tysiąc rubli, ok. 60 zł), a nawet w galeriach handlowych. W Internecie jednak łatwiej kogoś wrobić, za nic nie dojdziecie do tego, że patrzycie na podróbkę, bo strona zarzeka się o prawdziwości towaru, dodając "jak oryginalne", "jak z oryginalnego sklepu", zaraz zaraz, to "jak" wygląda więcej niż podejrzanie. Także nie rzucajcie się na hasła totalnej wyprzedaży jakichś oryginalnych rzeczy, bo w większości przypadków to zwykły przekręt. Jeśli na prawdę jakaś marka się wyprzedaje, to nie potrzebuje takiego rozgłosu.

W Rosji funkcjonuje też jako sklep internetowy np. Bonprix, towary totalnie identyczne jak te w polskiej wersji, tylko ceny wyższe... Bardzo popularna w Rosji francuska drogeria Lethual także ma sklep internetowy, w którym ceny są niższe niż w normalnych drogeriach tej marki. Szczerze mówiąc, raczej w większości przypadków za towary kupione w Internecie zapłacimy mniej niż przy tradycyjnych zakupach, chociażby dlatego, że mamy całą konkurencję przed sobą, nie musimy jeździć po całej Moskwie, żeby porównać ceny.

Jeśli chce się poszukać czegoś konkretnego, a nie znamy żadnego sklepu, gdzie to sprzedają, pomoże nam Yandex Market (opcja rosyjskiej wyszukiwarki Yandex), która po wpisaniu słowa kluczowego pokazuje nam różne sklepy internetowe, gdzie możemy dostać tę rzecz. Jest też sklep LaModa.ru, który przypomina Zalando.pl, oferuje odzież, obuwie, akcesoria różnych marek, można sortować po markach, dostawa bezpłatna od jakiejśtam kwoty, można mierzyć i oddawać to, co nie pasuje. Konkurencyjny sklep internetowy oparty na tych samych zasadach to WildBerries.ru, oferujący szerszą gamę produktów. I na pewno jest ich jeszcze więcej.

Co jeszcze można zamówić w rosyjskim Internecie (zwanym po fachowemu Runetem)? Wszystko! Na przykład tort ślubny :-) Popularnością cieszą się sprzęty o dużych gabarytach, niewygodne do transportu własnego. Rosjanie coraz częściej korzystają też z usług delikatesów internetowych, zamawiają nie tylko produkty paczkowane, ale też świeże - ryby, mięso, owoce. Co do produktów świeżych, to ja nie jestem przekonana... Mieszkańcy Moskwy decydują się na taki sposób zakupów przede wszystkim ze względu na oszczędność czasu, którego i tak mają niewiele. Przed pracą raczej się spieszą, a po pracy często jest już za późno... i nie chce się. A weekendy wiadomo - dacza. Gdzie czas na łażenie po sklepach?

Mimo wszystko wielcy inwestorzy i marketingowcy starają się zachęcić moskwiczy do wyjścia z domu i zakupów w realu. W takim centrum handlowym jak niżej pokazany Vegas, nieco na obrzeżach Moskwy, można śmiało spędzić cały dzień, jest co kupić, pojeść, gdzie odpocząć, a może nawet pospać, a kiedy znudzisz się zakupami, to możesz iść obejrzeć film. Jak widać, chętni są.



Zdjęcia: Internet

środa, 12 sierpnia 2015

Metallica na Stadionie Olimpijskim w Moskwie





27 sierpnia Metallica odwiedzi Moskwę. Będzie to ich piąty w historii koncert w stolicy Rosji. Wiadomo było, że przyjdą tłumy, więc event odbędzie się w CK Olimpijskim. Miejsca jeszcze są, jeśli wierzyć rozpisce na stronie z biletami, zostało jeszcze maksimum 100 miejsc. Wiele osób, które zakupiły bilety już dawno, z różnych powodów (niektórzy w ogóle nie planowali iść, a zainwestować kasę i zrobić biznes na bilecie tuż przed koncertem) odsprzedaje wejściówki - na VKontakte, na Facebooku i Twitterze oraz w innych tego typu miejscach.

My już gotowi... :)


Bilety kupiliśmy dużo dużo wcześniej, w okolicach stycznia, teraz ceny sięgają nawet 40 tysięcy rubli (ok. 3,5 tys. zł)! A na super sklep z rockowymi gadżetami trafiliśmy całkiem niedaleko nas - tuż przy metrze Tekstilszcziki. Pozwolę sobie rzucić linka, bo obsługa i asortyment bardzo nam się spodobały, chłopaki od niedawna funkcjonują w tej lokalizacji, przenieśli się i troszkę narzekali na zastój handlowy, wręczając nam garść ulotek "dla znajomych" :) Koszulki z dobrego, przyjemnego materiału, wyglądają solidnie. Niestety nie mają fasonów żeńskich, ale unisexowa eska też w pełni podejdzie.


Adres:  Люблинская ул., 14, Москва, 109390

Nie mogę się doczekać!

piątek, 7 sierpnia 2015

Nowo otwarte Oceanarium w Moskwie - jedno z największych w Europie

5 sierpnia, czyli raptem parę dni temu, w okolicach moskiewskiego WDNH otwarto kolejną płatną atrakcję - Oceanarium. Jedne informacje (źródła oczywiście rosyjskie, lokalne) mówią jasno, że jest to NAJWIĘKSZE oceanarium w Europie, inne, że JEDNO Z największych. Ja bym się skłaniała w stronę tego drugiego... :) Dlaczego? No bo tak tu już jest, że Rosjanie lubią chlubić się swoimi osiągnięciami, tu wszystko jest najznakomitsze, największe i najpiękniejsze w całej Europie (i na świecie). Choć kto wie, może to i prawda z tym Oceanarium?

Moskwarium to 52 tys. m2, na których żyje sobie 7 tys. gatunków wodnych stworzeń "z wszystkich zakątków świata", zanurzonych w 38 mln litrów wody. Robi wrażenie? No ba! Na nieoficjalnym otwarciu obiektu był sam prezydent.

Budynek ma 4 piętra. Na piętrze 0 mieści się akwarium i jak podaje strona (ważne info!) - można tu coś zjeść, są 2 restauracje. Na I piętrze kasy, bankomaty, szatnia, toaleta, tablica informacyjna, sklep z wodnymi zabawkami i kawiarnia "Szokoladnica" - bardzo popularna rosyjska kawiarnia specjalizująca się w czekoladzie i deserach. Ceny średnie. Na piętrze II jest strefa odpoczynku, czyli znowu jedzonko, "duże, widne okna" i mnóstwo przestrzeni. Na piętrach 3 i 4 odbywają się "wodne show", czyli specjalne przedstawienia, na które dodatkowo trzeba kupić bilecik: od 900 do 2100 rubli w zależności od miejsca na sali. Pierwsze show zaplanowano na 7.08, czyli dziś. A na 2016 rok Moskwarium obiecuje otwarcie CENTRUM PŁYWANIA Z DELFINAMI! Aż się boję, jakie będą ceny :-)

Zainteresowanie w dniu publicznego otwarcia, czyli 6 sierpnia, było tak wielkie, że załoga Moskwarium z trudem radziła sobie ze sprzedażą biletów, szczególnie przez Internet. Pojawiły się w sieci komentarze, że sprzedaż przez Internet została zablokowana. Moskwarium jednak tłumaczy się tym, że wszystkie obiekty postępują właśnie w ten sam sposób przy tak wielkim obłożeniu, bo inaczej ilość odwiedzających wymknęłaby się im spod kontroli. A więc - nic strasznego, normalka, ważne, że zainteresowanie jest.

Moskwarium to potężna inwestycja, jednak patrząc na ceny biletów, szybko im się to zwróci.

Cennik:
pon.-czw. dorośli 600 RUR do 16.00, 800 RUR wieczorami; dzieci odpowiednio 400/500 RUR
pt.-nd. dorośli 1000 RUR, dzieci 600 RUR
bilety familijne: 2+1 - 2500 RUR; 2+2 - 3200 RUR (tylko pt.-nd.)

Bilety można kupić TYLKO w oficjalnych kasach Moskwarium na WDNH i przez oficjalną stronę internetową: www.moskvarium.ru. Na początku podawano też inne warianty sprzedaży, partnerów etc., ale teraz wyraźnie pisze, że INNYCH WARIANTÓW NIE MA. Więc lepiej nie ryzyzkować :-)
Moskwarium można odwiedzać od 10-21.

Na wideo z 8 sierpnia, czyli pierwszego dnia pracy Moskwarium, widzimy przede wszystkim wielki, przestronny budynek, nowowczesny, ładnie zaprojektowany i dopracowany po najmniejsze detale, bardziej przypominający centrum handlowe niż miejsce, do którego ludzie przychodzą oglądać morskie stworzenia. Gdybym to wideo widziała przypadkiem gdzieś w sieci, to nie pomyślałabym, że to o nowo otwartym Oceanarium, na filmie nie pokazują delfinów, tylko bankomaty, restauracje i ruchome schody! Jedynie elementy dekoracyjne sugerują tematykę wodną.

Uśmiałam się pozytywnie, czytając relację z wizyty prezydenta Rosji w Moskwarium. Foki tańczyły, ryby podpływały i zaglądały Putinowi w oczy... Takie zabawne opisy, z lekkim koloryzowaniem, są bardzo, ale to bardzo charakterystyczne dla Rosji, tworzą pewnego rodzaju legendę, potem taką anegdotą można popisać się gdzieś w towarzystwie, nie raz i nie dwa, zawsze efekt gwarantowany.

Ta ryba nie tylko zagląda w oczy przywódcy, ale nawet się uśmiecha do niego!


Zdjęcie: www.moskvarium.ru

Pisząc tego posta, nabrałam jeszcze większej ochoty na wizytę w tym największym na świecie ;) oceanarium. Czekamy więc okazji, pójdę i sprawdzę, czy to na prawdę takie cudo, jak mówią. Moim zdaniem nie warto się spieszyć z wizytą w Moskwarium, ludzie piszą, że część ekspozycji jest z niewiadomych powodów zamknięta. Dajcie więc czas na rozruch, z miesiąc, dwa. Żeby w spokoju obejrzeć sobie wszystko od deski do deski, polecam też wybrać się tam w ciągu tygodnia, pn.-czw., bo i bilety tańsze, i ludzi dużo, dużo mniej, co znacznie podwyższa komfort rozrywki.

Mapa, czyli jak dojść
Mapa z www.moskvarium.ru