wtorek, 29 marca 2016

Polska Wielkanoc w Moskwie - da się?



Jak w temacie - czy przeprowadzka do Rosji musi oznaczać rezygnację z polskich, katolickich, świąt? Wcale nie musi, chcieć to móc. I właśnie tej sentencji uczepiłam się w tym roku.

W poprzednią niedzielę świętowałam swoją drugą Wielkanoc na emigracji. Rok temu wypadała ona tuż po mojej przeprowadzce, trwał jeszcze proces przystosowywania się do otoczenia, więc świętowanie było, ale skromne, można powiedzieć nieśmiałe. W ciągu tego roku wiele się zmieniło, przede wszystkim nabrałam pewności siebie na nowej ziemi, co odpowiednio przełożyło się na obchody Wielkanocy. Postanowiłam przybliżyć polską tradycję rosyjskiej rodzinie, tak jak oni od początku wtajemniczają mnie w swoje zwyczaje. A więc do rzeczy - jak zorganizować maksymalnie polską Wielkanoc w Rosji? Spójrzmy na tradycyjne elementy, które o tej polskości świadczą.

ŻUREK/BIAŁY BARSZCZ

W Rosji nie kupi się tych zup w formie proszku ani zakwasu w butelce, w przeciwieństwie do np. Anglii czy Ameryki, gdzie w polskich sklepach przed Wielkanocą można dostać praktycznie wszystko na tę okazję. Zacznijmy od tego, że w Moskwie z różnych przyczyn nie ma sklepów z polskimi produktami. Towary z Polski można znaleźć na półkach różnych supermarketów, ale żurek do takich nie należy, bo nie miałby popytu (Rosjanie osiągnęli mistrzostwo w przygotowywaniu swoich pożywnych zup, kto by chciał spróbować jakiejś bladej "polskiej" zupy w proszku?). Stajemy więc przed perspektywą zrobienia tradycyjnej wielkanocnej zupy samemu od podstaw, czyli tydzień przed świętami wyparzamy słoik i robimy zakwas. Pierwszy raz może być nieudany i bolesny, bo nie wiemy, jak naprawdę ma wyglądać/pachnieć/smakować baza do żuru, a i pleśń może się pojawić, co świadczy o klęsce, ale następne razy będą już z górki. Na moje trzy próby w tym roku jedna porcja zakwasu była udana, co wystarczyło do przygotowania świątecznego pierwszego dania na siedem osób. Z góry uprzedzam - naturalny żurek i wyglądem, i smakiem, i zapachem różni się od tego z torebki.

BIAŁA KIEŁBASA

Ten produkt w Rosji występuje pod nazwą "kupaty" i można go dostać zarówno w supermarkecie, jak i firmowych sklepach mięsnych. Polecam tę drugą opcję, bo dostaniemy lepszy i świeższy produkt za niekoniecznie wyższą cenę, my białą kiełbasę kupujemy w sklepie "Bliżnyje gorki", paczka 400 g kosztuje 140 rubli. Smaczna.

KOSZYCZEK WIELKANOCNY

Z tym to się natrudziliśmy, ale udało się. Pleciony, zgrabny, średniego rozmiaru koszyczek. Albo nie wiedziałam gdzie go szukać, albo rzeczywiście z nimi w Moskwie ciężko. Szukaliśmy na rynku, w Auchanie, w supermarketach, znaleźliśmy go w końcu w kwiaciarni tuż przy domu, w innych kwiaciarniach koszyczki były, ale nie na sprzedaż bez kwiatów. Za to za rok problemu z tym nie będzie, kupisz raz, masz spokój na dłużej.

ZAJĄCZKI, BARANKI, JAJECZKA CUKROWE/CZEKOLADOWE

Tego w naszym wielkanocnym koszyczku zabrakło, słodycze pewnie pojawią się w rosyjskich sklepach w połowie kwietnia, przed prawosławną Paschą.

KIEŁBASKA DO KOSZYCZKA

Z tym to najmniejszy problem, kiełbas w rosyjskich sklepach jest pod dostatkiem, ale jeśli chcielibyście coś mniej tłustego, bardziej swojskiego, to polecam kiełbaskę "Ukraińską" z wyżej wymienionego sklepu firmowego.

MALOWANE JAJKA

Na prawosławną Paschę też maluje się jajka, ale przed polską Wielkanocą w tym roku jeszcze nie było farbek do jajek w sklepach. Sprzedawczynie mówiły, że będą, ale jeszcze za wcześnie. Zmuszona byłam więc znowu sięgnąć do korzeni i pomalować jajka metodą naturalną, co robiłam pierwszy raz w życiu i średnio mi wyszło. Na początek wpadłam na pomysł barwienia ich burakiem, ale zamiast różowe, wyszły mi szare, więc użyłam niezawodnych cebulowych łupin, które jakoś odratowały moje "pisanki". Za rok chyba pójdę na łatwiznę i użyję farbek w proszku, które planuję zakupić przed Paschą w tym roku.
BABA WIELKANOCNA

Wystarczy mieć formę do babki, przywieźć z Polski albo kupić tutaj, znaleźć fajny przepis, kupić składniki, upiec, na końcu pięknie ozdobić i kolejny tradycyjny element gotowy.

MAZURKI, SERNIKI

Tak samo jak z babką. Mazurek może rosyjskich gości nieco zadziwić swoją prostotą i smakiem, a sernik prawdopodobnie potraktują jako "twarożną zapiekankę", bo tak tutaj odbierają ten wypiek. Czizkejkiem nazywają sernik ciężki, zrobiony z sera typu filadelfia, słodko-słony, na kruchym spodzie. W każdym razie i jednym, i drugim będą zachwyceni - Rosjanie uwielbiają słodkie wypieki. 
 

BAZIE, BUKSZPAN, ROŚLINY OZDOBNE

Czyli roślinne elementy dekoracyjne na stół czy do przyozdobienia koszyczka. Niestety bazie jeszcze się nie pojawiły, bukszpanu też nigdzie nie mogliśmy dostać, stąd zmuszeni byliśmy wymyślić coś innego do dekoracji koszyka ze święconką. Świeży rozmaryn okazał się jeszcze lepszy niż cokolwiek innego, bo dodał koszyczkowi z jedzeniem i elegancji, i swojskości, a jednocześnie otulił go wspaniałym, apetycznym aromatem. Gałązki rozmarynu łatwo przeplatać przez koszyczek, polecam wszystkim. A dostaliśmy go na rynku, dokładniej na stoisku z zielenią.

ŚWIĘCONKA

Mamy już skompletowany koszyczek wielkanocny, ale żeby stał się święconką, trzeba go przecież natchnąć świętością. :-) I tu także nie ma problemu. Święcenie pokarmów w Wielką Sobotę odbywa się w kilku kościołach katolickich w Moskwie, my byliśmy w katedrze przy ul. Mała Gruzińskaja (święcenie w godz. 10-19 co pół godziny).

POLSKA SAŁATKA JARZYNOWA

Czyli "oliwie" bez mięsa, z kukurydzą zamiast groszku. Moi goście próbowali jej po raz pierwszy, o dziwo bardzo podeszła im do gustu pomimo braku mięsa, przy okazji wyszło na jaw, że nasz dzieduszka woli kukurydzę od groszku i może nawet takie "oliwie" bardziej mu smakuje. A ja myślę, że polska sałatka jarzynowa stanowi dobrą odskocznię od "oliwie", która gości na stole przy każdej okazji (a dziadek je ją od jakichś 60 lat). W końcu ile można...?

SPRAWY KOŚCIELNE

We wspomnianej katedrze na Małej Gruzińskiej odbywają się zarówno nabożeństwa związane z Triduum Paschalnym, jak i msze niedzielne, w tym dwie w języku polskim (stan na dziś: 8:30/13.00). 


Jak widać, atrybuty polskich świąt wielkanocnych można skompletować i w Rosji. Przy odrobinie szczerych chęci i dużej dozie wytrwałości... Pozostaje tylko zebrać rodzinę i można świętować! W niedzielę, bo w poniedziałek do pracy. Właśnie tego elementu nie da się w pełni zrekonstruować, ale zawsze można tradycyjnie spryskać się nawzajem wodą przed albo po pracy ;-) I dojadać świąteczne resztki z poprzedniego dnia...


czwartek, 17 marca 2016

Relikty ZSRR - nostalgiczny tort "Ptasie mleczko"

Ile się nasłuchałam o tym torcie, zanim w końcu go spróbowałam... Od dwóch lat moskiewski tort "Pticzie moloko" obrastał w mojej głowie legendą. Sprzedawany tylko w jednym miejscu w Moskwie, rozchwytywany, niepowtarzalny i przepyszny, z mleczną pianką jedyną w swoim rodzaju, wyszukany w swej prostocie, licznie podrabiany przez setki cukierników, którzy jednak pierwowzoru nie dościgli i prawdopodobnie nigdy im się to nie uda. Kiedyś w ogóle nie można było go kupić, jedynie ci, co mieli znajomości, mogli go zdobyć. Po państwowych zakładach pracy krążyły listy, na które ludzie się wpisywali, podając imię, nazwisko, wagę tortu i smak (były chyba 4 warianty), zbierano pieniądze i ktoś jechał do fabryki po te torty (punkt sprzedaży wtedy nie istniał). 

Dla takiej legendy można było szybciej się postarać i wybrać się po tort, ale zawsze było nam nie po drodze, a to dieta, a to nie było okazji (bo jeśli tort legenda, to bez okazji nie wypada!). W sumie ptasie mleczko nie zając, nie ucieknie. 

W końcu nadszedł ten dzień, Walentynki 2016. Wybraliśmy się dzień przed, w sobotę, do jedynego punktu w Moskwie, gdzie sprzedają oryginalny, legendarny tort "Ptasie mleczko".

Dojazd rzeczywiście niełatwy, po wyjściu z metra czekaliśmy jakieś pół godziny na autobus, po czym zdecydowaliśmy się skorzystać z nielegalnej taksówki (w biały dzień owszem, warto, ale w nocy bym się bała z niej korzystać), bo pogoda była okropna, a i perspektywy na przyjazd autobusu małe. Wysiedliśmy przed legendarnym sklepem, który z zewnątrz wygląda tak:


Czyli mały, niepozorny, w starym, radzieckim stylu sklepik, z którego co chwilę wychodzili klienci z charakterystycznymi kartonikami, w które pakują legendarny tort. Wnętrze okazało się równie tradycyjne, prostota, konkret i wygoda, czyli lodówki z tortami, sprzedawczynie i kasjerka (sprzedawczynie pakują torty, kasjerka ściąga należności). Swoją drogą, genialne rozwiązanie, każdy robi swoje, co usprawnia pracę (pomimo dużej liczby klientów kolejka szybko znika) i spełnia przesłanki sanepidowskie, bo sprzedawczynie nie dotykają tortów rękami, przez które przechodzą tysiące rubli dziennie. Już dokładnie nie pamiętam, ale wydaje mi się, że pracownice tego punktu noszą czapeczki i fartuszki z poprzedniej epoki, która w Rosji, w takich miejscach, jak to, jeszcze się nie skończyła...

Ukradkiem robione zdjęcia...




Jak widać, torciki skromne, proste, dekoracja tradycyjna, nie żadne masy marcepanowe, mastichy etc., tylko takie, jakie kiedyś robiły nasze mamy i babcie - z bitej śmietany, jakiś kwiatek z czekolady, owoce. Czas się tutaj zatrzymał, ale klientów nie brak. Spędziliśmy tam może 7 minut, w tym czasie przewinęło się około 20 klientów, wnętrze sklepu było wypełnione po brzegi. Ludzie, którzy tu przychodzą, chcą poczuć smak dzieciństwa, młodości, i właśnie to dostają. Wszyscy, nie tylko Rosjanie, wspominają z nostalgią swoje młode lata, z przyjemnością przypominają sobie smakołyki, których już nie ma, próbują odwzorować przepisy babć, mam, a ten sklepik właśnie to oferuje - niezmienną od dziesięcioleci recepturę, znajomy smak. Za niedrogą cenę w porównaniu z nowoczesnymi, o wiele gorszymi, przesłodzonymi, nijakimi tortami z supermarketów (o nowoczesnych tortach z rosyjskich cukierni będzie kiedy indziej, bo to też temat niekrótki). Sklep legenda na ulicy Hersońskiej w Moskwie istnieje naprawdę.

A oto nasza zdobycz! :-)



Rozumiem podejście Rosjan do "Pticziego moloka", szanuję tradycję, wspomnienia z młodości, to, jak niedostępnym był ten tort 20 lat temu, całą tę otoczkę z nim związaną. I co może powiedzieć Polka, której przez 2 lata przedstawiano ten łakoć jako najlepsze ptasie mleczko na świecie, raj dla podniebienia, ósmy cud świata? Dla przyjezdnych legendarne moskiewski tort będzie niestety tylko tortem, a nawet deserem, i to wcale nie najlepszym na świecie, a po prostu smacznym. A wszystko przez to, że nie dorastaliśmy w tej legendzie :-) Nie powiem, że się rozczarowałam, choćby dlatego, że jeszcze raz przekonałam się o sile legendy w Rosji i zdobyłam materiał na tego posta, a i sam tort pozostawił miłe wrażenia smakowe, ale moje oczekiwania, napędzane niezwykle zachęcającym opisem, były wyższe, chyba naprawdę liczyłam na coś nieziemskiego. Mimo wszystko polecam spróbować, chociażby po to, żeby odhaczyć sobie to osiągnięcie:

JADŁAM/EM LEGENDARNY TORT PTICZIE MOLOKO, KTÓRY SPRZEDAJĄ TYLKO W JEDNYM MAŁYM SKLEPIKU W MOSKWIE!

I uwaga, nie dajcie się nabrać na zabiegi podrabiaczy, niech Was nie zwodzi podobny kartonik jak ten na zdjęciu, sama widziałam takie torty w Auchanie, na rynku, mogą być wszędzie, ale miejcie świadomość, że to podróbki.

Wszystkie zdjęcia własne.
*****

Za powstanie tego artykułu szczególne podziękowania należą się mojemu Mężowi, dzięki któremu wiedziałam, że napiszę o moskiewskim ptasim mleczku, jeszcze zanim go spróbowałam (już wiecie, kto mi naopowiadał o tym torcie), i który bierze na siebie robienie zdjęć w sklepach po pewnym nieprzyjemnym incydencie ze sprzedawczynią, która złapała mnie na "fotkaniu". Dziękuję Ci, Mój Drogi Mężu! :-)

poniedziałek, 14 marca 2016

Wyniki testu platformy do nauki języka rosyjskiego Multikurs.pl

Każdego, kto decyduje się na wyjazd za granicę w celu tymczasowego/stałego osiedlenia się, czeka nauka języka, którego w danym kraju się używa. Człowiek staje przed wyborem: kurs w szkole językowej, prywatne korepetycje, kurs online, samokształcenie czy liczenie na to, że "samo się nauczy", przebywając w danym kraju i obcując z językiem w telewizji, radiu, prasie, internecie, w kontaktach towarzyskich czy rodzinnych. Ja przebrnęłam myślami przez wszystkie wyżej wymienione formy nauki rosyjskiego, na samym początku ochoczo szukałam szkół językowych, ale zraziłam się cenami, potem szukałam prywatnie, ale rozmyśliłam się, bo przecież native speakera mam w domu, korepetycje przez Skype'a w ogóle mnie nie interesowały. Rozpoczynałam kilka kursów online, ale wcześniej czy później pojawiała się ta granica, gdzie bez abonamentu dalej nie przejdziesz, a sam kurs nie był aż tak ciekawy, żebym chciała za niego zapłacić. W końcu, po kilku miesiącach wewnętrznego dylematu, po rozmowach z rodziną, doszłam do wniosku, że przez i bez kursów moja nauka języka poszła do przodu, czyli "samo się nauczyło" z otoczenia, więc już nie ma sensu czegoś szukać. Chłonęłam więc wiedzę samodzielnie, aż do momentu, kiedy pojawiła się propozycja od pewnej platformy do nauczania języków online.
 
Od jakiegoś czasu testuję kurs online języka rosyjskiego na platformie Multikurs.pl. A właściwie to dwa kursy w jednym, bo pakiet składa się z następujących kursów:
  • Rosyjski MultiSłówka
  • Rosyjski Intensywny kurs dla początkujących
Pierwszy z nich - słówka - to 6273 słowa na różnym poziomie, od podstawowego po zaawansowany, posegregowane paczkami według dziedzin: np. jedzenie, godzina, miesiące, biznes etc. Słówek można uczyć się na kilka sposobów, z czego najlepszym jest dyktando. Najpierw oglądamy sobie słówka z wybranej paczki, a potem dostajemy wyraz po polsku. Naszym zadaniem jest napisanie go po rosyjsku (dla tych, którzy nie mają rosyjskiej klawiatury, funkcjonuje klawiatura na ekranie, wybieramy poszczególne bukwy cyrilicą poprzez kliknięcie). Świetny sposób na zapamiętanie i wyczucie, gdzie powinno się wstawiać np. kłopotliwy miękki znak. Ten element kursu jest bardzo przydatny do uzupełnienia zasobu słówek i nauczenia się poprawnego zapisywania, co jest niezmiernie ważne - każdy chce pisać poprawnie, a wielu odbiorców (np. pracodawcy) postrzega taką poprawność za oznakę inteligencji, "porządności". Do słówek dołączone są obrazki, żeby lepiej zapamiętać. :) I nie tylko pisownia, ale też wymowa, bo każde słowo opatrzone jest nagraniem audio (lektor bardzo dobrze wymawia/akcentuje). Mamy tu też system powtórek, kiedy logujemy się do kursu, możemy zrobić sobie powtórkę tych słówek, których się uczyliśmy, kolejność losowa, już nie według dziedzin - doskonałe utrwalenie przetworzonego materiału. Żeby było ciekawiej, są też ćwiczenia dodatkowe: rozpoznawanie ze słuchu i wybór tekstu.


Drugi z wymienionych kursów to już normalne lekcje rosyjskiego z ciekawymi ćwiczeniami, dzięki którym przerabiany materiał bardzo łatwo się przyswaja. Lekcji jest 15, po 6 i 12 przechodzimy test sprawdzający opanowany materiał, po ostatniej mamy sprawdzian z całości. Efektem końcowym jest certyfikat, który na pewno może się przydać (stwierdza stopień opanowania języka), ale nie należy oczywiście liczyć na jakąś jego wielką moc sprawczą - ktoś (pracodawca) może takiego rodzaju dokumentu nie zaakceptować. Bądź co bądź lepsze to niż nic, jeśli w pracy wymagają znajomości rosyjskiego (lub wskazują go to jako zaletę), to lepszy kandydat z jakimkolwiek certyfikatem niż z żadnym. A wskazany w CV/certyfikacie poziom języka można łatwo sprawdzić :-)

Obie części kursu są tak skonstruowane, żeby motywować do nauki. Do tego przyjemny interfejs, lektorzy, punkty, konkursy z nagrodami dla najlepszych. Niedawno ruszyła też aplikacja na smartfony i tablety, więc można uczyć się języka w drodze.

Kogo zadowoli kurs rosyjskiego na platformie Multikurs.pl?

- Tych, którzy chcą nauczyć się języka od podstaw za nieduże pieniądze, spędzając na nauce tyle czasu, ile mogą
- Tych, którzy chcą wzbogacić słownictwo w określonej dziedzinie (np. biznes)
- Tych, którzy uczą się języka "z otoczenia", a którym niektóre podstawy, słówka umknęły
- Tych, którzy chcą nauczyć się poprawnie pisać i akcentować


Jak dla mnie kurs bardzo do rzeczy, wzbogacił moje słownictwo i, co mnie najbardziej zdziwiło, pomógł mi ostatecznie pozbyć się bariery językowej. Rodzina praktycznie od razu zaczęła zauważać, że mówię więcej i pewniej.

sobota, 12 marca 2016

Maślenica 2016 - bliny "meksykańskie" i fitness

Jutro ostatni dzień Maślenicy. Zdążyłam wysmażyć parę blinów, poczęstować się nimi u teściowej, a posta wysmażyć prawie nie zdążyłam. Tyle się dzieje w marcu! Rok temu "narodowe święto blinów" przypadało jakoś w lutym, więc śledziłam je jeszcze z daleka, teraz początek "tłustego tygodnia" prawie pokrył się z Dniem Kobiet. Maślenica to ruchome święto, tak jak i Wielkanoc, która w tym roku przypada w obrządku prawosławnym... 1 maja! Ale o tym potem.

Maślenica to jedna z tych tradycji, które Rosjanie ochoczo podtrzymują. Podobnie jak Polacy, wierzący czy nie, Tłusty Czwartek. Od poniedziałku do niedzieli powinno się jeść bliny, każdemu dniu towarzyszy niemalże liturgiczny opis, raz zaprasza się gości, raz idzie się do teściowej, do synowej itd., szerzej o teorii tego święta pisałam rok temu - MAŚLENICA. Nasza rodzina podtrzymuje blinową tradycję, ale nie śliśle, czyli 1) nie jemy ich przez cały tydzień, 2) nie stosujemy się do wytycznych na poszczególne dni. Po prostu podczas Maślenicy choć raz smażymy i jemy bliny, jakie kto lubi.
Przed i w czasie tego tygodnia zewsząd zalewają nas przepisy na bliny (plus reklamy wszędzie, gdzie się da, jak to na każde huczniejsze święto w Rosji). Drożdżowe, na kefirze, na maślance, gryczane, żytnie, klasyczne, z większą i mniejszą liczbą jajek, słodkie, słone. Naczytałam się wczoraj różnych przepisów (chyba ze dwadzieścia!), po czym poszłam do kuchni i zrobiłam je całkiem po swojemu. W poniedziałek jedliśmy bliny Babuszki, na kefirze, z nadzieniem "co kto lubi", więc wczoraj zdecydowałam się na bogatsze, a'la meksykańskie, pikantne, z farszem: wołowina, cebula, czosnek, kukurydza, pieczarki, czerwona fasola, pomidory, chilli, zapiekane z plasterkiem sera na wierzchu. I uwaga, ten naleśnik jest też bardzo dobry na zimno, niektórzy twierdzą, że nawet lepszy.

 

A podtrzymując temat rosyjskiej kuchni fit, podaję bardzo prosty przepis na fitness bliny :-) Sama nie próbowałam, ale się przymierzam.

FITNESS BLINY

Składniki:

Płatki owsiane - 1 szklanka
Mleko - pół litra
Woda - pół litra
Jajko - 1 szt.
Sól/cukier - do smaku

Do mleka wlać przegotowaną, chłodną wodę, wymieszać, wsypać płatki owsiane i ugotować rzadką owsiankę. Ostudzić, po czym zblendować ją, dodać resztę składników i wypiekać bliny na rozgrzanej patelni (bez tłuszczu). 

Zdjęcie: własne

czwartek, 10 marca 2016

Dzień Kobiet w Rosji cz. 2

Jesteście ciekawi, jak Rosjanie świętują Dzień Kobiet? Opowiem Wam, jak wczoraj wyglądała Moskwa...

Widok bajkowy, pomimo mrocznej pogody, braku słońca, brudnych roztopów na chodnikach, ogromnych kałuż miasto 8 marca było inne niż zwykle. Gdzie nie spojrzysz, tam kawalerowie, panie i dzieci z kwiatami, tortami, prezentami. Każdy dokądś śpieszy, ale inaczej niż zwykle, w końcu to dzień wolny od pracy, więc na twarzach widać uśmiechy, zadumę, oczekiwanie - idą w odwiedziny, na spotkanie, przed nimi piękny dzień. Bukiety róż, tulipanów, kosze kwiatów, żółte mimozy, kolorowe pakunki, mnóstwo ludzi na ulicy, kobiety wystrojone, mężczyźni też jacyś tacy bardziej odświętni, nieznajomi w metrze składają sobie życzenia "z ósmym marca, z prazdnikiem". Tego dnia Moskwa ma w sobie szczególny czar i piękno, nie jako miasto, ale jako ludzie, którzy w niej żyją, pracują, kochają. 8 marca powinno się pamiętać o każdym, żadna kobieta nie może być pominięta, teściowa, babcia, synowa, koleżanka, ciocia - życzenia i podarki należą się im wszystkim bez wyjątku, a obdarowują nie tylko mężczyźni, ale i kobiety siebie nawzajem.

Restauracje, parki, kina, teatry, sale wystawowe tego dnia są pełne. Gdzieniegdzie darmowe wejściówki dla pań, a nawet skromne prezenty. Każdy świętuje jak chce - jedni w domu, inni na mieście. W Rosji nie ma drugiego takiego święta. To dzień chwały kobiecości.

Obchody Dnia Kobiet w Rosji wiążą się bez wątpienia z tradycyjnie pojmowaną w tym kraju żeńskością, rolą kobiety w życiu mężczyzny, rodziny, kraju, kobietą żoną, matką, początkiem wszystkiego. Przeciwnicy święta kobiet mówią, że to komunistyczna spuścizna, przereklamowany twór, a ja uważam, że warto mieć ten jeden wyjątkowy dzień w roku, który przypomina mężczyznom, jak wiele nam zawdzięczają i jak dobrze jest mieć kogoś, komu 8 marca za to podziękują.

I to nie 14 lutego, a właśnie 8 marca wszyscy, którzy mają żony czy partnerki, są szczęściarzami. Można obdarować kwiatami i prezentami żeńską część swojej rodziny, ale sedno to właśnie ta kobieta, która jest najbliżej.

Rok temu obchodziłam swój pierwszy Dzień Kobiet w Rosji, tuż po przeprowadzce, w łóżku, z pierwszym ciężkim przeziębieniem. Ubiegłoroczny post z okazji 8 marca opierał się na obserwacjach mediów, rodziny, no i Męża. W tym roku mogłam wyjść i zobaczyć, jak to wszystko wygląda w szerszym obiektywie. Ba, poszliśmy nawet na wystawę van Gogha, ale po dotarciu na miejsce zdecydowaliśmy się na spacer, bo takiej kolejki jak tam to ja w życiu nie widziałam (wejście dla pań darmowe, ostatni dzień wystawy - można było się domyślić).

Niech mówią, że komunistyczne święto, niech linczują i nie obchodzą, co jak co, ale w Rosji Dniu Kobiet nic nie grozi. Rosjanie kochają 8 marca i... potrzebują go. A kobietom, rzecz jasna, to tylko na rękę ;-) Bo która nie lubi kwiatów, prezentów i komplementów?

A teraz odrobinę statystyk.

W tym roku w Moskwie zadecydowano o niepodwyższaniu cen kwiatów 8 marca.

Mieszkańcy Moskwy mieli do dyspozycji ponad 600 oficjalnych punktów sprzedaży kwiatów. Plus drugie tyle nielegalnych...

Oficjalne statystyki podają, że na Dzień Kobiet w Moskwie sprzedano ponad 50 mln kwiatów. Jeśli dodać sprzedaż nielegalną, wyniki będą bliskie 100 mln.

Głównymi krajami importu były:
- Holandia (45%)
- Ekwador (36%)
- Kolumbia (13%)

Rosyjskie kwiaty pochodziły głównie z hodowli w: Krasnodarze, Podmoskowiu, Kałudze, Petersburgu.
Dane za: mosday.ru

Kartka: Internet
Zdjęcie: własne

niedziela, 6 marca 2016

Rosyjskie syrniki w wersji light

Jedne święta, drugie, trzecie, czwarte, Maślenica na progu, zaraz maj i następne prazdniki. Życie w Rosji to w sumie nieustanne świętowanie! Wspominałam już, że dbanie o linię w tym kraju jest wyjątkowo trudne, zewsząd atakują szaszłyki, wschodnie smakołyki, bliny, pierogi, torty. Można stracić głowę.

Wiosny jeszcze nie widać, oprócz zieloniutkich ździebełek kociej trawki hodowanej na parapecie, ale milionom kobiet na świecie, i w Rosji rzecz jasna też, po głowie już chodzi wiosenne dochodzenie do formy. Jeśli rozłożyć to na parę miesięcy, a nie na ostatnią chwilę, to spokojnie się wyrobimy - bez głodzenia, morderczych ćwiczeń i krótkotrwałych efektów. Lepiej zmienić nawyki żywieniowe i poszukać zdrowszych odpowiedników ulubionych potraw. Ok, o tym możecie poczytać na blogach lifestylowych, a ja od tej pory będę ściśle trzymała się tematu, czyli

JAK ZROBIĆ ROSYJSKIE SYRNIKI W WERSJI LIGHT.




Każdy, kto bywa w Rosji lub z jakichś powodów jest jej miłośnikiem, uwielbia tradycyjne syrniki, jedno z najpopularniejszych rosyjskich śniadań (rzadziej deserów). Już na początku uprzedzam, że syrniki wykonane według poniższego przepisu smakują i wyglądają zupełnie inaczej niż te z patelni, ale coś za coś, no i nie powiedziałabym, że są gorsze - nam na przykład bardziej smakowały niż klasyczne, bo nie zawierają mąki (prawie sam twaróg). Z wyglądu przypominają... ciastka, bo ciasto podczas pieczenia trochę się rozchodzi na boki.

Składniki:
Twaróg 250 g (do 5% tłuszczu)
Jajko
Pół szklanki kaszy mannej
Cukier do smaku - proponuję nierafinowany brązowy, żeby było bardziej fit :-)
Kilka kropel oliwy do posmarowania rąk, żeby łatwiej formowały się kulki

Twaróg rozgnieść, wymieszać z jajkiem do uzyskania jednorodnej masy, po troszku dodawać kaszę manną i wyrabiać łyżką do osiągnięcia konstystencji pozwalającej na swobodne formowanie kulek (jeśli widać, że masa jest już zwarta, można pozostałej kaszy nie dodawać). Dodać cukier, wymieszać i naoliwioną ręką formować syrniki, klasyczny kształt to spłaszczona kulka. Układać na blasze i włożyć do piekarnika rozgrzanego do temperatury 180 stopni na około 30 minut (kontrolować!). Syrniki są gotowe, kiedy się zarumienią z wierzchu. Dobre i na gorąco, i na zimno, z polewą i bez. :-)

Przepis zaczerpnęłam od Anity Coj prowadzącej program "Swadziebnyj razmier".

Nie wiem jak Wy, ale ja przestawiam się na syrniki fit - nie lubię smażyć! A dla tych, którzy zostają przy tradycyjnych, rosyjskie syrniczki z przepisu naszej Babuszki. Prijatnego apetita!

Wszystkie zdjęcia własne.