wtorek, 29 lipca 2014

Polskie produkty, które podbijają serca Rosjan


**** Lista zaktualizowana

Po prawie dwóch latach od publikacji pierwszej, krótkiej listy dodaję do niej nowe propozycje sprawdzonych polskich produktów, które śmiało można zawieźć do Rosji na spróbowanie. Część z nich na pewno zrobi furorę, bo ma ogromny potencjał za wschodnią granicą, i aż dziw, że nie są tutaj eksportowane (ach ta polityka...).

****

Jadąc w gości lub na gości czekając, zastanawiamy się, co kupić, co upiec, przygotować, żeby zadowolić rodzinę, znajomych, aby spotkanie było w pełni niezapomniane i miłe. A co wziąć ze sobą z Polski, jadąc w odwiedziny do Rosjan? Czym podbić ich serca i zareklamować nasz kraj jako ten, gdzie można dobrze zjeść, i to wcale nie za majątek, czyli kraj, gdzie jakość idzie w parze z ceną, czy jakoś tak, cytując reklamę pewnego sklepu? Jak "przedstawić się" samemu tak, aby od razu nas polubili? Jest na to sposób!

Oto lista produktów, które z pewnością przypadną do gustu Rosjanom (którzy uwielbiają dobre jedzenie) :-)



1. Ptasie Mleczko - puszysta, śmietankowa pianka pokryta czekoladą... produkowana w Krainie Przyjemności... Rosjanie uwielbiają nasze polskie, oryginalne Ptasie Mleczko, sprzedawane jest ono również w strefie bezcłowej na lotniskach jako jedna z wizytówek Polski (za dwu-, trzykrotnie wyższą cenę). To taki obowiązkowy prezent, który musimy ze sobą zabrać! (Chociaż biorąc pod uwagę aktualną pogodę, nie wiem, czy to dobry pomysł, może w torbie termoizolacyjnej?) Polskie Ptasie Mleczko przypomina Rosjanom popularny tort o tej samej nazwie, który sprzedawany jest w Moskwie tylko w jednym miejscu, za to bardzo pyszny i "luksusowy".

2. Czekolady i cukierki - rynek słodyczy jest w Rosji wypełniony po brzegi produktami rodzimymi, importowanymi i kolorowymi wschodnimi smakołykami, ale to wcale nie stoi na przeszkodzie przywiezieniu z Polski właśnie wyrobów czekoladowych jako reklamy naszego kraju. Szczególnie Rosjanom smakuje Wedel, można spotkać go na półkach w rosyjskich sklepach, ale i Wawel (kilka razy widziałam w sklepie Michałki czy inne czekoladowe cukierki tej firmy), Terravita. Moja rosyjska rodzina zawsze chwali przywożone przez nas z Polski cukierki czekoladowe.

3. Kabanosy i wędliny - Rosjanie to koneserzy mięs (nie wliczając wegetarian), a polskie kabanosy to przekąska, która na pewno im posmakuje. Podobnie jak te wszystkie nasze podsuszane kiełbasy: krakowska, żywiecka etc., pieczone szynki, schaby, pasztety...

4. Polskie sery - pod tym względem Polska też ma się czym pochwalić, a Rosjanie uwielbiają ser, więc polska deska serów będzie wspaniałym i ciekawym poczęstunkiem. Jeśli ktoś ma możliwość, to obowiązkowo przywieźcie ze sobą oscypek - będą zachwyceni.

5. Domowe wypieki - swojskie pieczywo na zakwasie - chleby i bułki mają trochę inny smak w Rosji, polskie pieczywo na pewno będzie cieszyło się nie mniejszym zainteresowaniem niż wędliny czy sery. 

6. Orzeszki ziemne w chrupiącej skorupce - może nie do końca "made in Poland", są pyszne jako słona przekąska, ale mało popularne w Rosji. 

7. Śliwka i wiśnia w czekoladzie z fabryki w Dobrym Mieście. Dlaczego akurat stamtąd? Ja lepszej śliwki w czekoladzie nie jadłam, to nadzienie otulające śliwkę w cukierku z Dobrego Miasta jest super, podobnie z wersją wiśniową - nie chodzi o wiśnię w spirytusie, ale właśnie z tą masą. Najlepiej zaopatrzyć się w nie na miejscu, wtedy mamy gwarancję świeżości, ale jeśli nie ma takiej możliwości, to śliwki z tej fabryki dostępne są w Biedronce (producent Jutrzenka Dobre Miasto). Wiśni natomiast w sklepach nie widziałam.

8. Advocat - mało popularny w Rosji, w sklepach alkoholowych występuje bardzo rzadko, w ciągu ostatnich lat pojawił się natomiast w Auchanie. Ja polecam Adwokat Starotoruński - taki zawsze ze sobą przywozimy do Rosji.

9. Polskie piwo - lokalne alkohole to w ogóle jeden z najciekawszych elementów podróży do innych krajów. Rosjanie, szczególnie ci z daleka, którzy wcześniej zbyt wiele z Polską nie mieli do czynienia, z przyjemnością spróbują polskiego piwa. Tu już co kto lubi, ale taka ciekawostka - czerwone piwo jest w Rosji ciężko dostępne (jedyne czerwone piwo w Moskwie piliśmy w pubie Żiguli na Arbacie), więc może spróbować w tę stronę. Polecam Książęce Czerwone :) Smak polskiego i rosyjskiego piwa bardzo się różni.

10. Żeby totalnie podbić serce i zaskarbić sobie sympatię wszystkich, najlepiej upiec coś samemu i zawieźć (ładnie zapakowane, to też punktuje) im albo poczęstować u siebie. Umiejętności (a nawet samo zainteresowanie, zapał) kulinarne są w Rosji bardzo cenione, Rosjanie lubią jeść, ale również rozmawiać o jedzeniu, dzielić się przepisami, zachwalać, porównywać. I tym sposobem najłatwiej do nich dotrzeć - przez żołądek  :-)

Warto częstować Rosjan lokalnymi produktami, własnymi wyrobami, jak wędliny czy chleb - gwarantuję, że naprawdę to docenią, taki poczęstunek sprawi im ogromną przyjemność, bo kojarzy się ze "starymi, dobrymi czasami", wiecie, o co chodzi - kiedyś zawijało się kawałek ciasta/mięsa/sera w papier, brało się flaszkę samogonu i szło/jechało się w gości. Rosjanie to bardzo nostalgiczny naród, z wielką cześcią odnoszący się do tradycji, do swojego dzieciństwa, nawet jeśli te czasy były biedne. Często wspominają, jak smakowało kiedyś to czy tamto, a jak teraz się zmieniło, straciło "to coś".

Lista jest krótka, ale pewna, a jeśli wpadnie na nią coś nowego, to z pewnością się tym podzielę!

Szkoda, że na pokładzie samolotów z Moskwy do Warszawy zamiast serwować takiego polskiego pierniczka, paluszka Ptasiego Mleczka czy kabanosa, Rosjanie dostają miniaturalnych rozmiarów Prince Polo. Polskie Linie Lotnicze nie wysiliły się w tym temacie, nie wiem, czy zabrakło pomysłu czy to z oszczędności, ale domyślam się, że to drugie. W każdym razie nie robi to najlepszej reklamy Polsce i Polakom :-)  A szkoda!

poniedziałek, 28 lipca 2014

A short introduction for my English-speaking readers

Welcome everybody to my Polish-Russian blog. I'm very happy that u paid attention and decided to visit my site. I hope u will enjoy and come back here more often, i'm gonna post something in english from time to time - something about Poland and about Russia, what can be interesting for you, if u want to find out more about those two cultures and people who create it.

I apologise for any grammar mistakes i make :-) I learned language by myself, if not count lessons in school, which are very, very impractical. I'm using English for everyday to communicate, and as far as people understand me i'm happy, but also trying to get better in the points that are still weak.

So, where the idea for blog came from? Mostly because i always wanted to write something, but never could find any subject that will seduce me and let my art soul realise itself :-) Inspiration came with my first visit to Russia, with everything what i experienced and saw there, with best holidays in my life. Actually all started earlier, from the moment i met someone who totally changed my life... But its not blog about love :-) At least not for now!

I will try to pick the most interesting and usefull subjects for you. For sure u will read about culture, people, national cuisine (also recipes) drinks... and everything what will come to my mind. I also pretty much care about some nice pictures from my trips, I hope this element will make your visits here even more pleasant. My posts will not be so long as Polish ones (i have tendency to digressions, so everything is possible), but maybe its better, because we rather prefer to read short posts :-)

Once again thanks for visit and check me from time to time, maybe u will find some inspiration in my Polish-Russian world! See you soon!

sobota, 26 lipca 2014

Formalności związane z wyjazdem do Rosji

O ile do krajów Unii Europejskiej możemy latać "na dowód", o tyle kwestia wyjazdu do Rosji jest bardziej skomplikowana.

Przede wszystkim trzeba mieć ważny paszport. Jeśli nie mamy, to trzeba wyrobić. Załatwia się to w Urzędzie Wojewódzkim właściwym miejscu zameldowania stałego lub czasowego. Potrzebne jest aktualne zdjęcie paszportowe, wypełniony wniosek i pokwitowanie wpłaty (w niektórych urzędach można zapłacić u osoby obsługującej przyjęcie wniosku - tak było w moim przypadku). Koszt to około 130 złotych, czeka się mniej więcej miesiąc.

Kiedy mamy już paszport, możemy załatwiać wizę. Można to zrobić osobiście w Konsulacie Rosji lub za pośrednictwem agencji turystycznej. Druga opcja jest droższa, ale zaoszczędzimy czas i nerwy, bo wszystko zrobią za nas, do wielu agencji nawet nie trzeba jechać osobiście po odbiór wizy, zarówno wysyłka jak i odbiór odbywają się za pośrednictwem kuriera. Aby udać się samolotem do Rosji, potrzebna jest tylko jedna wiza - turystyczna, biznesowa etc. Planując jednak podróż drogą lądową, trzeba do tego dorobić wizę tranzytową, ze względu na konieczność przejazdu przez terytorium Białorusi. Informacje te nie dotyczą Obwodu Kaliningradzkiego, co do którego wymagania trochę się różnią - tu proponuję uderzać do znawców tego kawałka Rosji :-)

Mamy już wizę do Rosji w swoich rękach, więc teraz można kupić bilety lotnicze. Oczywiście można to zrobić przed otrzymaniem wizy, trzeba tylko zapisać sobie numer paszportu, bo będzie on wymagany do zakupu biletu. Niestety są one bardzo drogie, z Polski do Moskwy można dostać się tylko LOT-em lub współpracującym z nim rosyjskim Aeroflotem (jeśli nie uwzględniać np. podróży z Warszawy do innego kraju i stamtąd przesiadka do Moskwy - opcja dla bardziej zaawansowanych, ale połączeń i linii jest więcej). Lecąc LOT-em/Aeroflotem, najmniej za bilet w dwie strony zapłacimy 1200 złotych, jeśli kupujemy z wyprzedzeniem (miesiąc, 3 tygodnie). Im bliżej terminu odlotu, tym drożej.

Kolejna papierkowa robota czeka nas na lotnisku w Rosji, po wyjściu z samolotu należy iść za tłumem i wypełnić kartę migracyjną (podwójnie, po lewej i po prawej, jedna zostaje dla nas, druga dla straży granicznej). Uwaga praktyczna: warto mieć przy sobie własny długopis! Paszport wraz z kartą migracyjną pokazujemy w okienku kontroli granicznej, po czym udajemy się po bagaż (jeśli mamy coś więcej niż podręczny) i jesteśmy wolni.

Ale nie do końca, bo w Rosji jest obowiązek meldunku. Nie musimy się martwić, jeśli będziemy mieszkać w hotelu, bo to do niego należy zapewnienie registracji przyjezdnemu. Natomiast jeśli będziemy mieszkać u znajomych, to trzeba w terminie 7 dni od daty przyjazdu udać się na pocztę i wypełnić zgłoszenie. Robi to osoba goszcząca, potrzebne jest ksero naszego paszportu i wizy oraz karty migracyjnej. Wniosek trzeba wypełniać bardzo dokładnie, w skupieniu, ponieważ na poczcie nie zaakceptują wniosku nieczytelnego, z przekreśleniem, przerobieniem literki - wszystko musi być idealnie i bez pomyłek. Jest to dosyć obszerny papierek, więc lepiej zapytać, niż zaczynać od nowa i do skutku. Po udanym wypełnieniu i zatwierdzeniu wniosku registracji dostajemy pokwitowanie i potwierdzenie, które można sobie schować i oddać dopiero przy kontroli granicznej przed odlotem z Rosji albo przynajmniej mieć je przy sobie na wszelki wypadek.

Dodam, że lecąc/jadąc do Rosji po raz pierwszy (w celach prywatnych, turystycznych), mamy możliwość wyrobienia jedynie wizy jednorazowej. Po jej wykorzystaniu możemy już przy następnym razie wyrabiać wielokrotną.

czwartek, 24 lipca 2014

Odwołanie roku polsko-ruskiego

Od wczoraj w mediach huczy informacja o odwołaniu Roku Polski w Rosji i Roku Rosji w Polsce, który zaplanowany był na 2015. Oto przykład jak polityka wpływa na kulturę, bo przecież miało być to wydarzenie głównie kulturalne, mające na celu wymianę kulturową między Rosją a Polską.

Pewnie dla większości Polaków nie jest to ani nic dziwnego, ani smutnego, jednak dla takich osób jak ja - sympatyzujących, związanych z Rosją w jakiś sposób - to przykre. Czekałam na to i liczyłam, że może bilety lotnicze z tej okazji będą tańsze albo że zniosą wizy, które też kosztują krocie... No niestety, obejdę się smakiem i dalej będę robić swoje, po normalnych cenach.

Czytam sobie komentarze na portalach informacyjnych, pod artykułami o odwołaniu eventu. Spodziewałam się zobaczyć co innego, a tymczasem wcale nie jest tak, jak myślałam. Przede wszystkim większość komentujących uważa decyzję naszego rządu za złą (!).

Informacje podają, że inicjatywa została odłożona na przyszłość, że kiedyśtam, jak sytuacja się uspokoi, to jeszcze odbędzie się rok polsko-rosyjski. Szczerze? Ja w to nie wierzę, jeśli został odwołany z powodu polityki, to raczej nikt już do tego pomysłu nie wróci, bo jakoś głupio tak.

środa, 23 lipca 2014

Na moskiewskim osiedlu


Chciałabym zacząć od stwierdzenia, że moskiewskie osiedla wiele nie różnią się od polskich, ale byłby to zbyt powierzchowny, a może nawet nieprawdziwy wstęp, bo mogę sądzić tylko na podstawie kilku polskich miast, w których mieszkałam, bywałam, a także tego kawałka Moskwy, który do tej pory zobaczyłam. Powiedzmy zatem, że będzie to porównanie wstępne, na podstawie tego, czego jestem pewna (staram się unikać mądrzenia się na tematy, o których nie wiem nic lub za mało), a jako "baza" i obraz polskiego miasta i jego osiedli posłuży mi Toruń - miejsce, które pod względem wyglądu osiedli i ich układu jak dla mnie zatrzymało się na latach 90.

Zatem jeśli ujęłabym to tak, że zwyczajne (takie gdzie mieszkają zwykli ludzie, nie bogacze) moskiewskie i "naokołomoskiewskie" osiedla podobne są do toruńskich, nie będzie to kłamstwem ani przesadą. Jest to zarówno moje odczucie z pobytu tam, jak i jedno ze wstępnych spostrzeżeń mojego rosyjskiego gościa, kiedy pierwszy raz zetknął się z polskim osiedlem.

Co łączy, co dzieli

- dużo zieleni wokół osiedli, dużo parków, gdzieniegdzie jakieś zbiorniki wodne, przepływająca rzeka Moskwa. W parkach dużo ludzi robiących różne rzeczy: spacery z psami (siedząc na ławce w takim parku przez godzinę, miałam okazję zobaczyć więcej ras psów niż przez całe moje dotychczasowe życie), jogging, gimnastyka (w niektórych parkach są specjalnie zamontowane sprzęty sportowe, taka aktywność ruchowa na widoku jest w Rosji bardzo popularna), słuchanie radia przenośnego (starsi panowie przechadzający się z takim radyjkiem w ręce, skrzeczącym i nastawionym na maksa głośnikiem), piknik na trawce czy impreza na ławeczce (picie alkoholu). Odniosłam wrażenie, że tam ludzie się tak nie krępują jak u nas, są bardziej wyluzowani i skupieni na sobie, a nie na tym, że ktoś się patrzy. Nic sobie nie robią także z groźby mandatu za picie czy palenie w miejscu publicznym, dotyczy to zarówno parku, jak i centrum miasta, gdzie z reguły jest pełno policji

- place zabaw - ilościowo podobnie jak u nas, a może nawet więcej. Nawet wyglądem są prawie identyczne

- główne budynki mieszkalne to bloki, zarówno wieżowce, jak i te niższe. Wieżowce są naprawdę ogromne, wyższe niż polskie, a do tego zazwyczaj w kiepskim stanie, nieodnowione, że jak się patrzy w górę, to trochę strach, że runie

- garaże - często bardzo oddalone od domu, przy blokowiskach nie ma na nie miejsca, przynajmniej nigdzie nie zauważyłam. Te daleko od domu wyglądają jak korytarz złożony z dwóch ścian metalowych boxów, ze ścieżką prowadzącą przez środek, ciągną się na jakieś 500 metrów, pilnują tego wszystkiego stróże, którzy widzą wszystko z budki zamocowanej dosyć wysoko - taki mały pokoik z telewizorem, łóżkiem itd., wygląda na bardzo przytulny, ale ciasny :-)

- dostępność podstawowych punktów usługowych - wszystko jest niedaleko, apteki, sklepy, restauracje i budki z jedzeniem, poczta, bank, trochę gorzej ze szkołami, przedszkolami, urzędami, tam już nie zawsze da się dostać na piechotę

- przystanki i autobusy miejskie - odległości pomiędzy przystankami nie są duże, nie czeka się długo na przyjazd autobusu, co na pewno ma związek z funkcjonowaniem obok normalnych miejskich autobusów również prywatnych przewoźników, z reguły też nie spóźniają się. Nie zauważyłam rozkładów autobusowych na przystankach!

- sygnalizacja świetlna, ścieżki rowerowe - na pasach czasem stoi się długo, zanim zapali się zielone światło. Jest jednak licznik, który odlicza sekundy do zapalenia się światła, więc widzimy, że sygnalizacja nie jest popsuta i nie przebiegamy na czerwonym. Nie zauważyłam ścieżek rowerowych na chodnikach, ale za to kiedy przepuszczamy rowerzystę, często słyszy się bardzo miłe dla ucha spasiba :-) W ogóle jakoś często słyszy się to słowo, wyświadczając drobne uprzejmości Rosjanom, jak przytrzymanie drzwi, ustąpienie miejsca czy udzielenie informacji. W Polsce nie zawsze

- wygląd klatek schodowych - no i tutaj przyznam, że polskie wyglądają lepiej, a przynajmniej do tego dążą. Być może rosyjskie spółdzielnie mieszkaniowe nie mają pieniędzy na remonty klatek i samych bloków, ale nie tylko o to chodzi, bo może być skromnie i starodawnie, ale czysto. Tak natomiast nie jest. I tutaj padną mocne słowa, przepraszam, jeśli kogoś za moment urażę, ale na moskiewskich, zwyczajnych klatkach schodowych śmierdzi

- ogólny wygląd osiedli, metalowe barierki pomalowane farbą olejną, chodniki, śmietniki i inne elementy - łudząco podobne do polskich, nie zauważyłam nic, co by mnie zszokowało

- ławeczkowi żule - kolejny wspólny naszym kulturom element, wysiadują nie tylko w parkach, ale przede wszystkim pod blokiem czy na placu zabaw, obu płci, niezmiernie weseli i skorzy do zaczepiania, głośni, komentujący, gestykulujący, obserwujący, z flaszką za pazuchą i kolorową reklamówką skrywającą skarby. Być może o nich powinno być w artykule dotyczącym bardziej społeczeństwa niż osiedli, ale jak dla mnie jest to istotny element obrazu osiedla, bez którego byłby on niekompletny

- gołębie - wszechobecne, w dużych grupach gromadzące się szczególnie przy śmietnikach, wiecznie głodne, wypatrujące kogoś z jedzeniem. Ze wstępnych obserwacji rosyjskich gołębi stwierdzam, że ich mentalność wiele nie różni się od tych polskich, dworcowych. Ale już czuję, że powinnam się przyjrzeć im bliżej...

Na zdjęciu dzielnica Moskwy Tekstilsziki (Текстильщики):

Zdjęcie: własne

wtorek, 22 lipca 2014

W wielkim mieście na co dzień

Jak mieszkają Rosjanie? Jakie są ceny mieszkań i ile wydaje się na życie? Na te oraz inne pytania odpowiedź znajdziecie poniżej :-)

Na weekend ucieka się do daczy, ale jakoś ten tydzień roboczy trzeba w wielkim mieście przeżyć. Plus nie każdy ma daczę. Mieszkania Rosjan mają różny standard, jak wszędzie, zależnie od wielu oczywistych czynników, przede wszystkim majętności i priorytetów, bo niektórzy, aby urządzić sobie ładnie mieszkanie, biorą kredyty. Daje się zauważyć jednak pewne elementy wspólne:

- sprzęty w domu, typu telewizor, odkurzacz, pralka, robot kuchenny - znanych dobrych marek, Rosjanie wiedzą, że nie zawsze tańszy produkt to oszczędność, jeśli po krótkim używaniu trzeba go wymienić na nowy

- zamiłowanie do bibelotów - mnóstwo figurek, pamiątek, książek, flakoników, czyli wszystkiego, co zbiera kurz. Podobnie jak u nas kiedyś, a co niektórzy mają do dziś

- zapasy na "czarną godzinę" - worki cukru, mąki, makaronów, suchego prowiantu, mrożonki - bardziej intensywnie występujące u ludzi starszych, tych przedwojennych, jednak wychowanie robi swoje i młodsze pokolenie przyzwyczajone do takiego robienia zapasów także je praktykuje, choć w mniejszym stopniu, ale w razie potrzeby można się z tego przez dłuższy czas wyżywić

- systemy alarmowe - w Moskwie często zdarzają się kradzieże, co jest taką ciemną stroną "daczowania", złodzieje obserwują swoje przyszłe ofiary i wiedzą, że ci czy tamci często wyjeżdżają, a wiadomo, że jak jadą w piątek po pracy, to przez 2 noce chata będzie pusta. Czego szukają najpierw? Gotówki, biżuterii, drobnych rzeczy, które łatwo wziąć i zmykać, raczej boją się kraść telewizory i inne sprzęty, choć na pewno i takich kradzieży jest co nie miara. Do założenia systemu alarmowego niektórych zmuszają przykre doświadczenia (mądry Rosjanin po szkodzie...), inni wolą "się zabezpieczyć" i dmuchać na zimne

- zabudowane balkony - może to mieć związek z często występującymi kradzieżami, tak jak w Polsce większość mieszkań ma otwarte balkony, tak do tej pory w Moskwie nie zauważyłam ani jednego (nie wierzę, że w ogóle ich nie ma, z pewnością będę kontynuować swoje obserwacje). Wiele tych zabudowanych balkonów od strony mieszkania ma również kraty zamykane na klucz, żeby wykluczyć ewentualne "odwiedziny" od strony podwórka. Wynalazek praktyczny, ale odbierający przyjemność posiedzenia sobie na świeżym powietrzu, poopalania się bez wychodzenia z domu czy np. szybkiego wysuszenia prania latem

Powyższe fakty "mieszkaniowe" dotyczą osób w przedziale mniej więcej 30+, którzy już czegoś się dorobili i mają własne mieszkania (lub po rodzinie). W Rosji zarabia się dobrze, ale też życie jest drogie, wynajem mieszkania na obrzeżach Moskwy kosztuje od mniej więcej 18 tys. rubli wzwyż (1800 zł), przy czym za te niższe stawki dostaniemy mieszkanie albo nieumeblowane, albo o ogólnie złym standardzie czy w nieciekawej dzielnicy. Więc normą jest na przykład 25-30 tys. rubli za kawalerkę o normalnym standardzie, obowiązkowo z chęcią wynajmu na dłużej. Ciekawa sprawa i bardzo typowa, jeśli popatrzeć na ogłoszenia wynajmu, 90% z nich oprócz wymagania: tylko na dłużej ma również dopisek (nierzadko CAPSLOCKIEM) "TYLKO DLA SŁOWIAN". Jakaż ze mnie szczęściara :-)

Za zakupy też płaci się niemało, niewielkie zakupy na 2 osoby (na jeden obiad, coś na deser, owoce, na śniadanie) kosztują około 700 rubli, czyli jakieś 70 zł. Gdyby tak kupować wszystko najtańsze i starać się jakoś na tym oszczędzić, to nie będzie ani zdrowo, ani smacznie, czyt. artykuł o jedzeniu (Blin, hołodziec i kartoszki) ;-)

A żeby był dach nad głową oraz smaczne i zdrowe jedzenie, trzeba na to zarobić. Do pracy Rosjanie jeżdżą zarówno środkami transportu publicznego, jak i własnymi samochodami. W każdym razie i w metrze, i na ulicy jest ogromny ruch, ogromne korki w godzinach rannych i popołudniowych. Metro moskiewskie należy do najbardziej zatłoczonych na świecie, posiada 12 linii i 192 stacje. Najdłuższe ruchome schody mają 126 metrów i kiedy pierwszy raz nimi jechałam, pojawił się u mnie wcześniej nieobecny lęk wysokości (gdzieś w połowie drogi, gdy nie byłam w stanie zobaczyć ich początku ani końca). W godzinach "do pracy" i "z pracy" w wagonach metra jest niewesoło... Chyba że ktoś lubi się przytulać :-)

Rosjanie późno wracają z pracy, po powrocie do domu jest już późny wieczór, a zimą wydaje się, że jest środek nocy. Przy takim stylu życia coraz lepiej zaczyna rozumieć się zjawisko "daczowania", bo kiedy na coś się czeka, to jakoś tak weselej, sensowniej. Poniedziałek... wtorek... środa... czwartek... dacza!

A jak nie, to zawsze w weekend można połazić po mieście czy pójść do teatru...
Na zdjęciu Bolszoj Teatr, największa scena operowo-baletowa w Rosji:

 Zdjęcie: własne

poniedziałek, 21 lipca 2014

Ucieczka z wielkiego miasta - parę słów o spędzaniu wolnego czasu

Dziś będzie coś bardziej z działu "styl życia Rosjan", a konkretnie o sposobach spędzania wolnego czasu. Ściślej - o umiłowaniu natury, o daczy i wypadach daleko za miasto.

Zacznę od tego, że w Rosji ogólnie jest więcej dni wolnych w ciągu roku niż u nas. Co miesiąc-dwa jakiś długi weekend, jakieś święto wolne od pracy. Rosjanie wiedzą, jak ten wolny czas spożytkować. Przede wszystkim odciąć się od gwaru wielkiego miasta (na przykładzie Moskwy), rzucić wszystko i pojechać do ukochanej daczy, czyli do domku na wsi. 

Posiadanie daczy jest oznaką pewnego luksusu, nie każdego na nią stać, ale każdy o niej marzy. Stanowi ona nie tylko miejsce spotkań całej, bliższej i dalszej, rodziny przy okazji świąt, urodzin, imienin, rocznic i dni wolnych, ale również hobby jej posiadaczy, taką perełkę, o którą należy się troszczyć, polepszać, rozbudowywać, odświeżać. Świadczy o tym chociażby ilość czasopism rosyjskich typu: "Moja piękna dacza", "Twoja dacza", "Nasza dacza", "Najlepsza dacza"... Czyli wszystko o daczy i sposobach jej pielęgnowania. Dacza to także temat rzeka rozmów, szczególnie kiedy poznaje się dwoje ludzi, którzy ją posiadają.

Dacze mają różne standardy, w zależności od majętności rodziny, pomysłowości, zaradności. Niektóre wyglądają jak pałace, przystosowane jak najbardziej do całorocznego zamieszkiwania, z łazienkami, jacuzzi, sauną, siłownią, basenem etc. Inne natomiast zbudowane z kilku cegieł (bardziej jak namioty), nieogrzewane, typowo na ciepłe lato, z wychodkiem - dla mniej zamożnych, bo każdy chce mieć daczę, nawet taką najprostszą. Jeszcze inne jak wiejskie domki, z ogrodem, w którym hoduje się kwiaty, warzywa, owoce, z oczkiem wodnym, altanką. Również dzielnice dacz mają różne opinie, jedne są prestiżowe, powodują zazdrość, o innych natomiast nikt nie słyszał. Z tego, co udało mi się ustalić, żadna z nich nie cieszy się złą sławą, bo sam fakt, że ma się daczę, jest już wielkim pozytywem.

Tak więc kiedy nadchodzi długi weekend, a nawet ten normalny - piąteczek, mieszkańcy wielkiego miasta pędzą do dacz, co przekłada się na ogromne korki i nieziemsko długi czas dojazdu do ukochanej daczy. Wyruszając w piątek po pracy, często zajeżdza się w środku nocy, co normalnie powinno zająć godzinę, półtorej. Ale nikt się tym nie zraża, bo w następny weekend znowu jadą :-)

Co się robi, będąc w daczy? Przede wszystkim odpoczywa się na łonie natury, wiele dzielnic dacz to miejsca blisko rzeki, gdzie można podziwiać naturę, pływać łódką, kąpać się, opalać, zrobić grilla. W skrócie: rodzinnie na łonie natury.

Inną formą oderwania się od codzienności w wielkim mieście i nabrania energii, oddechu, są popularne w Rosji wyjazdy pod namiot. Szczególnie małe, prywatne firmy oferują swoim pracownikom takie wyjazdy integracyjne za firmowe pieniądze, zaproszony jest każdy - od najniższego rangą do dyrektora. Podczas kilku dni przebywania z ludźmi z pracy na obozie można naprawdę dobrze się zintegrować, bo wspólnie spędza się czas na rozstawianiu namiotów, rozpalaniu ogniska, a później gotowaniu, jedzeniu, piciu, rozrywkach (w zależności od tego, co kto weźmie ze sobą). Taki wypad na kemping to czasami i tydzień trwa, bo jak się już jedzie, to lepiej na dłużej, tyle tego rozkładania, a potem składania... Na normalny weekend się nie opłaca, bo przecież nie chodzi o to, żeby jednego dnia się rozłożyć, pogrillować, popić, a następnego wszystko spakować i wracać. Rosyjskie sklepy mają duży wybór akcesoriów kempingowych, które ułatwiają i umilają pobyt, np. proste urządzenie do zmywania naczyń czy mycia rąk, taki kran z plastiku.

Śmiało można przyznać, że po takim odpoczynku znacznie chętniej wraca się do swoich obowiązków, niż spędzając weekend na oglądaniu telewizji, graniu w gry komputerowe czy czytaniu książki w domu. Plus fakt, że to tylko parę dni pracy i znowu piąteczek, i znowu do daczy... Szczęśliwi ci, którzy ją mają :-)

 Dzielnica dacz w obwodzie moskiewskim. Na zdjęciu rzeka Moskwa, przyroda i w oddali dacze...
























Zdjęcie: własne

niedziela, 20 lipca 2014

Co się pije w Rosji, czyli dalsza część relacji z pierwszej podróży

Wbrew pozorom w Rosji pije się nie tylko wódkę i herbatę :-)

Swój przegląd napojów zacznę od tych alkoholowych, a dla porządku od piw. Fajne, niedrogie, moskiewskie piwo (jedne z najtańszych) Żiguli, warto spróbować, jeśli nie przepada się za tymi gorzkimi piwami. W smaku delikatne, o wiele mniej gorzkie niż te nasze Żywce, Tyskie itd. Wielbicielom piw owocowych z pewnością posmakuje rosyjskie Karmi, które w Polsce odznacza się niską zawartością alkoholu i niewielkim wyborem smaków, natomiast w Rosji ma aż 7% alkoholu, a smak mango-pomarańcza  poprostu rządzi! Lżejsze piwo owocowe, które polecam, to Eve. Ja próbowałam tego o smaku marakui oraz grapefruitowego, oba pyszne, orzeźwiające, w sam raz na upalny dzień, takie prosto z lodówki, mniam. Za to nie polecam tamtejszego Redd'sa, który smakując mi w Polsce, tam mi nie podchodzi.

Nie przypadły mi do gustu również wina, które moi znajomi uwielbiają. Kwestię tę jednak zostawiam do ponownego rozpatrzenia, bo temat zbyt szeroki. Poza tym Rosjanie uwielbiają szampany, i to nie tylko w sylwestra czy na specjalne okazje, ale na przykład przy zwykłym rodzinnym spotkaniu czy wypadzie za miasto. Podczas mojego pobytu i wielu okazji do świętowania, którym towarzyszył alkohol, ani razu nie poczęstowano mnie wódką, ani też nikt jej nie spożywał. Jak jednak podkreśliło moje towarzystwo, jest to wyjątek, akurat trafili mi się tacy, którzy wódki nie lubią, ale dla mnie jest to tylko jeszcze jeden zburzony stereotyp Rosjanina :-)

Napojem balansującym na pograniczu alkoholowego i bezalkoholowego jest pity litrami w Rosji kwas chlebowy. Przyznam, że w Polsce nie miałam odwagi go spróbować, ale jak zobaczyłam, jak im to smakuje, to się z ciekawości skusiłam. I przyznam, że niezły jest. Zawartość alkoholu znikoma, jakieś 0,5-1%, w smaku jak razowy chleb, gazowany, świetnie gasi pragnienie. Oczywiście jest wiele różnych marek kwasu, tańszych i droższych, lepszych i gorszych, ale to trzeba samemu spróbować i wybrać ulubiony. Próbowałam ustalić z etykiety, czy jest zdrowy, ale wszystko, co udało mi się ustalić, to to, że na pewno nie jest kaloryczny, chemiczny, szkodzący na coś. Pewnie na ten temat znajdziecie w sieci sporo, ale na potrzeby tego artykułu informacji o kwasie chlebowym wystarczy :-) Rosjanie go uwielbiają i czuję, że ja niedługo też zacznę!

Napoje bezalkoholowe. Dobra kawa, herbata, to coś, co się ceni na co dzień. Zapewne nie tylko w Rosji, ale tam nie żałują wydawać pieniędzy na lepsze marki, nie oszczędzają na kawie i herbacie. Czymś, co łączy Polskę z Rosją, są nieśmiertelne babcine kompoty, które królują podczas obiadów (podobnie jak "marynowanki" w artykule o jedzeniu). W kwestii 100% soków trochę trzeba się naszukać, żeby znaleźć ten prawdziwy, niesłodzony - z wiadomych powodów. Większość lubi słodkie napoje, i to bardzo słodkie, takie się lepiej sprzedają. Najciekawszym napojem, którego do tej pory próbowałam, jest tarhun wyprodukowany z estragonu, o jaskrawozielonym kolorze. Słodki, gazowany, baaaardzo ciekawy w smaku, mocny. Jest to bardzo popularny napitek w Rosji, a przybył tam z Gruzji. Wygląda tak:


Zdjęcie: własne

Podsumowując, w Rosji można się nie tylko dobrze najeść, ale i napić. Wybór jest duży, a to jedynie wrażenia z mojej pierwszej wizyty :-)





sobota, 19 lipca 2014

Blin, hołodziec i kartoszki, czyli rosyjskie przysmaki

Drugą część mojej relacji z podróży do Rosji poświęcę jedzeniu. Moim pierwszym posiłkiem było tradycyjne rosyjskie pielmieni, czyli malutkie pierożki, podobne kształtem do uszek, z mięsnym farszem przygotowanym z mielonego mięsa wieprzowo-wołowego, polane pysznym domowej roboty sosem pomidorowym. No i robię się głodna... :-) Danie niesamowicie proste, a efekt smakowy niesamowity. Spotkałam się z tym daniem już wcześniej, robiłam je sama w Polsce z rosyjskiego przepisu, no ale przyznam, że co rosyjskie w Rosji, to nie to samo, co w Polsce. Pewnych smaków nie da się odwzorować, bo nawet polska mąka smakuje inaczej niż rosyjska, ciasto na pielmieni jest inne, nie mówiąc już o farszu. Plus sam fakt bycia tam :-) Kolejnym produktem, który od razu przypadł mi do gustu, był borodinsky chleb, ciemnobrązowy, słodkawy w smaku, pachnący kolendrą, wręcz uzależniający, który towarzyszył mi do końca mojego pobytu i którego nabrałam ze sobą do Polski, obdarowując nim rodzinę i znajomych.

W kolejnych dniach poznałam rosyjskie przekąski do piwa, do filmu. Szczególnie posmakowały mi suchariki, bardzo w Rosji popularne, a jest to nic innego jak malutkie sucharki chlebowe o różnych smakach, coś w rodzaju Bake Roll's, tylko że o rozmiarach małych grzanek. Zdziwiły mnie "topowe" smaki sucharików - hołodziec z hrienom (galareta z chrzanem) i szaszłyk - odwzorowujące jedne z najczęściej jadanych w Rosji potraw. Wybór marek sucharików w sklepach jest większy niż chipsów, Rosjanie zdecydowanie bardziej wolą właśnie tą przekąskę, która jest nie tylko smaczna, ale i zdrowsza niż cokolwiek innego. A z bardziej kalorycznych rzeczy polecam prażone migdały, ale lepiej nie zaglądać do tabeli kalorii... Były też suszone ryby, klasyczna przekąska do piwa, ale na nie się nie skusiłam i chyba tak już zostanie, jakoś mnie odstraszają... I zapachem, i wyglądem.

Były i bliny rosyjskie, czyli po naszemu naleśniki, aladia, odpowiednik placuszków, które Rosjanie chętnie wcinają ze słodką do granic możliwości zguścionką (słodzone mleko skondensowane w puszce). I wspaniałe mielone, które śnią mi się po nocach! Był też i szaszłyk pieczony na ogniu, a do tego obowiązkowo kartoszki i mnóstwo różnorodnych "marynowanek" - grzyby, ogórki, pomidory, papryki, dużo, dużo, wielkie słoje marynowanych warzyw, a wszystkie przygotowane o wiele bardziej na słodko niż na kwaśno, co potwierdziło tylko moje spostrzeżenia, że Rosjanie lubią wszystko na słodko...

Kiedy wchodzi się do sklepu, ma się wrażenie, że głównym produktem są słodycze, pod którymi uginają się półki, oferując wszystko, czego dusza zapragnie. Z tego słodkiego kramu szczególnie do gustu przypadły mi zefirki, takie pianki w czekoladzie, podobne do ptasiego mleczka, ale w smaku całkiem inne. No i coś, czego nie można nie spróbować - tulskij piernik! Jest przepyszny, choć w smaku nie przypomina piernika, jaki znamy w Polsce. Nie czuć w nim przypraw korzennych, lecz miód, szczególnie jego zapach jest oszałamiający, uzależniający. Na pierwszy rzut oka nie wyglądał mi na coś dobrego, spieczony z wierzchu, twardy, w środku marmolada jabłkowa. A skończyło się na torbie tych pierników wiezionej do Polski :-) W supermarketach dostępna jest jego wersja zwyczajna, "do jedzenia", jeśli chodzi o opakowanie, ale na prezent lepiej kupić ten, który sprzedają przy Kremlu - jest duży, ładnie zapakowany, o różnych finezyjnych kształtach. Taki produkt lokalny, wizytówka Rosji.

Niestety w temacie moskiewskich restauracji jestem jeszcze niedoświadczona, co z pewnością niedługo się zmieni, bo czuję, że byłoby o czym pisać. Polecam jednak podczas wizyty w Rosji odwiedzić niedrogi rosyjski fast-food kroszka kartoszka (malutki ziemniaczek), który serwuje ogromnego pieczonego ziemniaka z farszem do wyboru. Z pewnością nie jest to danie "na salony", ale sycące, niedrogie, no i rosyjskie! Coś jak polska zapiekanka z budki...

Jeśli chodzi o produkty typu kiełbasy, sery, pasztety, to w Rosji, podobnie jak w Polsce, są one różnej jakości. Lepiej kupować te, które już znamy, i co do których jesteśmy pewni, że nie zawiodą. A jeśli lubimy testować, to z nastawieniem, że czasem pójdzie do śmieci :-)

A tak wygląda pelmeni ;)



Zdjęcie: własne

Kolejną część poświęcę napojom, zarówno wyskokowym, jak i reszcie. Bo też jest o czym pisać :-)


piątek, 18 lipca 2014

Tuż po lądowaniu...



 Czy pierwszy raz pamięta się do końca życia? W tym przypadku tak :-) 

Część I


Zacznę od relacji z mojej pierwszej wizyty w Moskwie, gdyż było to spotkanie niezapomniane. Tak się złożyło, że mój pierwszy raz w Moskwie był zarówno pierwszą poważną wizytą w Rosji (nie liczę podróży wodolotem z Fromborka do Kaliningradu kiedyś w dzieciństwie, bo z tego co pamiętam, bynajmniej nie była to wycieczka krajoznawcza…), jak i pierwszą podróżą samolotem w ogóle, co składa się na prawdziwie nieziemskie wspomnienia. Kiedy pilot zakomunikował, że znajdujemy się na terytorium Rosji, z ciekawością patrzyłam na tą makietkę rosyjskiej ziemi z okna samolotu, porównując ją z polską. Trochę denerwowałam się, co jak już dolecę i wysiądę, bo nie znam języka, jak przejdę przez te wszystkie kontrole, którymi mnie straszono przed wyjazdem, zanim dotrę do osoby, która na mnie czeka. Jeszcze raz okazało się, że strach ma wielkie oczy. Miła (!) pani mundurowa w okienku poprosiła mnie o wypełnienie karty migracyjnej i ponowne zgłoszenie się do niej, przy tych kartach było trochę zamieszania, bo mnóstwo ludzi, niektórzy pierwszy raz, do tego brak długopisów (co z początku budzi frustrację, ale jak się nad tym zastanowić, to w Polsce byłoby dokładnie tak samo, nawet na poczcie ciężko o długopis, a co dopiero w takim ruchliwym miejscu), po chwili skończyły się też druczki. I na tym koniec kłopotów. Później rzut oka na paszport, wizę, kartę migracyjną, bez czepiania się, wypytywania, sprawdzania – co mnie wielce zdziwiło. Tak naprawdę nie było się czego bać, poziom trudności i stresu podobny jak przy wysyłaniu listu poleconego na poczcie.

Pierwsze chwile po wyjściu z bramki to oczywiście radość ze spotkania z bliską mi osobą zmieszana z „dochodzeniem do siebie” i zdziwieniem, że wszystko poszło tak łatwo. Następnie zaczęła się obserwacja wszystkiego i wszystkich: wygląd lotniska, ludzie, sklepy, napisy, środki transportu. Pierwszym, co mnie zdziwiło, byli taksówkarze zaczepiający idących z lotniska, oferujący swoje usługi, zarzekający się, że będzie taniej niż pociągiem. Istna walka o klienta! Ekspres z lotniska do Moskwy drogi (400 rubli od osoby, czyli ok. 40 zł), ale komfort podróży dobry, jeśli nie liczyć gasnących co chwila świateł, co mogło mieć związek z szalejącą burzą, którą, zdaje się, przywiozłam ze sobą.

Później było metro, również wcześniej mi nie znane. Ciężko porównać mi je z polskim, bo tak się składa, że zawsze mieszkałam w miastach bez metra. Jeśli chodzi o bilet, to podróżowałam na „abonamencie” osoby, która się mną na miejscu „opiekowała”. Abonament taki polega na zakupie karty, na której jest pewna ilość wejść do metra, każde odbijanie karty to minus jedno wejście. Koszt takiej karty to 1300 rubli (60 wejść, ok. 130 złotych). Moje wrażenia odnośnie tego środka komunikacji: stare, ale jare, dużo ludzi, ogromna ilość imigrantów (tam pierwszy raz spostrzegłam ich przewagę ilościową nad Rosjanami), męczący dla uszu (szum, do którego po paru razach można się przyzwyczaić), no i ten głos przypominający z głośnika, żeby ustąpić miejsca starszym, kobietom w ciąży, inwalidom, żeby nie zapomnieć zabrać swoich rzeczy. Takie to miłe, w polskich środkach transportu się z tym nie spotkałam, jeśli wynika to z braku mojej znajomości np. warszawskiego metra, to przepraszam :-)

Kolejny odcinek mojej podróży do celu przebiegał w przesympatycznym prywatnym busiku, zwanym marszrutką, który zdobył moje serce. Dlaczego? Bo wcześniej nie miałam z takim do czynienia, w Polsce podróżowałam jedynie miejskimi środkami komunikacji, ewentualnie prywatnymi liniami autobusowymi dalekobieżnymi. Takie prywatne małe busiki to jeden z pomysłów na biznes imigrantów (niestety nie wiem, jakiej narodowości) w Moskwie, którzy, co niektórzy, nawet nie mówią po rosyjsku, bo w sumie co tu dużo mówić. Stojący przy busie „naganiacz” (takie słowo przychodzi mi do głowy na określenie funkcji, jaką wykonuje ten pracownik) wykrzykuje przystanki znajdujące się na trasie busa, zachęca ludzi do wsiadania („ostatnie miejsca!”, „za minutę odjeżdżamy!”) – strasznie mi się to spodobało, ciężko mi to wyjaśnić, ale ma się wrażenie, jakby uczestniczyło się w czymś dynamicznym, jakiejś akcji, a do tego jeszcze to uczucie szczęśliwca, który załapał się na ostatnie wolne miejsca, bo już odjeżdżamy i to w dodatku za niewielką kwotę 3,50 rubla od osoby (porównywalnie do opłat w polskich środkach komunikacji miejskiej). Kolejna ciekawa rzecz to prośby o przystanek („zatrzyma się pan pod bankiem”, „proszę zrobić przystanek pod sklepem”), dlaczego ciekawa – spytałam mojego „przewodnika”, czy gdyby nie poprosić kierowcy o przystanek, to by się nie zatrzymał, na co odpowiedział on, że zatrzymałby się i tak, no ale już jakoś tak się utarło… Jakoś tak bardziej ludzko, przyjemniej, niż wsiąść do autobusu, skasować bilet i jechać w milczeniu aż do celu – chyba dlatego tak mnie to ujęło.

Uff… taki długi post, a to dopiero początek mojej relacji. Ze względu jednak na to, że raczej nie lubimy czytać takich długaśnych tekstów, pozwolę sobie podzielić go na kilka części. Następna z nich będzie dalszym ciągiem moich wrażeń z pierwszego spotkania z Rosją, nadal o sprawach przyziemnych: jedzeniu, wyposażeniu mieszkań, wyglądzie osiedli, budynków mieszkalnych, sklepach, telewizji…    

Tytułem wstępu



 

Witam wszystkich czytelników!

Blog ten powstał z myślą o przybliżeniu Polakom kultury rosyjskiej, w którym to pojęciu zawiera się wszystko, co związane z Rosją: obyczaje, styl życia, spędzanie wolnego czasu, kulinaria, wydarzenia kulturalne, ciekawostki, stosunki międzyludzkie, informacje praktyczne dla chętnych zwiedzenia tego kraju, wszystko, co warto zobaczyć, spróbować w Rosji... wymieniać można byłoby w nieskończoność. Ale nie tylko. Nie będzie to blog na temat samej Rosji i jej kultury, bo takich stron w Internecie jest wiele. Nie chcę powielać utartego szablonu pisania o kulturze rosyjskiej okraszonego zdjęciami z podróży, być może pierwszej i ostatniej w życiu. Będą to przede wszystkim moje własne obserwacje, spostrzeżenia, doświadczenia wynikłe z obcowania na co dzień z kulturą rosyjską, z Rosjanami.

Drugim biegunem bloga będzie przybliżanie Rosjanom kultury polskiej, zachęta do odwiedzin Polski, pokazywanie ciekawych miejsc, smacznych dań i produktów, których warto spróbować, wskazywanie podobieństw i różnic kulturowych.

W skrócie: dla nas o nich i dla nich o nas. Bez stereotypów, bo od zawsze jestem ich przeciwniczką. Będę pisać z perspektywy osoby, której bliskie są oba kraje, nie faworyzuję żadnego z nich, nie interesuje mnie sytuacja polityczna między nimi (mam na myśli, że nie będzie ona tematem moich artykułów i komentarzy, a ewentualne śmiecenie przez odwiedzających stronę nie z ciekawości, ale po to, by wywnętrzać negatywne poglądy na temat Rosji, Rosjan i samego bloga, będzie kasowane). Chcę stworzyć miejsce na wzór kawiarni czy spotkania przy obiedzie, gdzie można kulturalnie porozmawiać, poopowiadać, zainspirować, gdzie jesteśmy przede wszystkim ludźmi, ciekawymi siebie nawzajem i życzliwymi wobec siebie.

A teraz parę słów o mnie. Jest to mój pierwszy blog w życiu, który od dłuższego czasu chodził mi po głowie. A dokładnie od momentu, w którym moje życie wkroczyło na tory polsko-rosyjskie. Nie jestem zafascynowana rosyjską kulturą, po prostu wiem, że jest o czym pisać, mam wiele pomysłów, których z czasem przybywa – można powiedzieć, że Rosja zainspirowała mnie do tworzenia, które zawsze gdzieś w środku mnie wołało o ujście, ale nie miało w którym kierunku się zrealizować. Jestem kulturoznawcą i filologiem polskim z duszą artystki, pracuję jako korektorka, który to zawód po prostu kocham, zawsze lubiłam też tworzyć własne teksty. Stąd pomysł na założenie bloga polsko-rosyjskiego, który połączy moje pasje, ale będzie również przydatny dla innych, być może w podobnej sytuacji jak ja, Polek i Polaków, dla których Rosja przypadkowo lub nie stała się bliska. I w drugą stronę – dla Rosjan i Rosjanek, którzy z Polską mają wiele wspólnego lub chcą ją poznać lepiej.

Zapraszam wszystkich do lektury i komentowania moich materiałów, do dzielenia się własnymi doświadczeniami w kontaktach z Rosją i Rosjanami, historiami miłosnymi, podróżami, spostrzeżeniami. Kulturalnie i bez uprzedzeń, uogólnień, stereotypów. Bo dla takich osób przeznaczony jest mój blog: otwartych, ciekawych świata i kulturalnych. Jednocześnie przepraszam z góry za wszelkie niedociągnięcia techniczne, jak wspominałam, jest to mój pierwszy blog, powstały z natchnienia i pasji do pisania, a nie jako prezentacja umiejętności graficznych, choć nie wątpię, że z czasem i ta kwestia nabierze kolorów :-)