środa, 23 lipca 2014

Na moskiewskim osiedlu


Chciałabym zacząć od stwierdzenia, że moskiewskie osiedla wiele nie różnią się od polskich, ale byłby to zbyt powierzchowny, a może nawet nieprawdziwy wstęp, bo mogę sądzić tylko na podstawie kilku polskich miast, w których mieszkałam, bywałam, a także tego kawałka Moskwy, który do tej pory zobaczyłam. Powiedzmy zatem, że będzie to porównanie wstępne, na podstawie tego, czego jestem pewna (staram się unikać mądrzenia się na tematy, o których nie wiem nic lub za mało), a jako "baza" i obraz polskiego miasta i jego osiedli posłuży mi Toruń - miejsce, które pod względem wyglądu osiedli i ich układu jak dla mnie zatrzymało się na latach 90.

Zatem jeśli ujęłabym to tak, że zwyczajne (takie gdzie mieszkają zwykli ludzie, nie bogacze) moskiewskie i "naokołomoskiewskie" osiedla podobne są do toruńskich, nie będzie to kłamstwem ani przesadą. Jest to zarówno moje odczucie z pobytu tam, jak i jedno ze wstępnych spostrzeżeń mojego rosyjskiego gościa, kiedy pierwszy raz zetknął się z polskim osiedlem.

Co łączy, co dzieli

- dużo zieleni wokół osiedli, dużo parków, gdzieniegdzie jakieś zbiorniki wodne, przepływająca rzeka Moskwa. W parkach dużo ludzi robiących różne rzeczy: spacery z psami (siedząc na ławce w takim parku przez godzinę, miałam okazję zobaczyć więcej ras psów niż przez całe moje dotychczasowe życie), jogging, gimnastyka (w niektórych parkach są specjalnie zamontowane sprzęty sportowe, taka aktywność ruchowa na widoku jest w Rosji bardzo popularna), słuchanie radia przenośnego (starsi panowie przechadzający się z takim radyjkiem w ręce, skrzeczącym i nastawionym na maksa głośnikiem), piknik na trawce czy impreza na ławeczce (picie alkoholu). Odniosłam wrażenie, że tam ludzie się tak nie krępują jak u nas, są bardziej wyluzowani i skupieni na sobie, a nie na tym, że ktoś się patrzy. Nic sobie nie robią także z groźby mandatu za picie czy palenie w miejscu publicznym, dotyczy to zarówno parku, jak i centrum miasta, gdzie z reguły jest pełno policji

- place zabaw - ilościowo podobnie jak u nas, a może nawet więcej. Nawet wyglądem są prawie identyczne

- główne budynki mieszkalne to bloki, zarówno wieżowce, jak i te niższe. Wieżowce są naprawdę ogromne, wyższe niż polskie, a do tego zazwyczaj w kiepskim stanie, nieodnowione, że jak się patrzy w górę, to trochę strach, że runie

- garaże - często bardzo oddalone od domu, przy blokowiskach nie ma na nie miejsca, przynajmniej nigdzie nie zauważyłam. Te daleko od domu wyglądają jak korytarz złożony z dwóch ścian metalowych boxów, ze ścieżką prowadzącą przez środek, ciągną się na jakieś 500 metrów, pilnują tego wszystkiego stróże, którzy widzą wszystko z budki zamocowanej dosyć wysoko - taki mały pokoik z telewizorem, łóżkiem itd., wygląda na bardzo przytulny, ale ciasny :-)

- dostępność podstawowych punktów usługowych - wszystko jest niedaleko, apteki, sklepy, restauracje i budki z jedzeniem, poczta, bank, trochę gorzej ze szkołami, przedszkolami, urzędami, tam już nie zawsze da się dostać na piechotę

- przystanki i autobusy miejskie - odległości pomiędzy przystankami nie są duże, nie czeka się długo na przyjazd autobusu, co na pewno ma związek z funkcjonowaniem obok normalnych miejskich autobusów również prywatnych przewoźników, z reguły też nie spóźniają się. Nie zauważyłam rozkładów autobusowych na przystankach!

- sygnalizacja świetlna, ścieżki rowerowe - na pasach czasem stoi się długo, zanim zapali się zielone światło. Jest jednak licznik, który odlicza sekundy do zapalenia się światła, więc widzimy, że sygnalizacja nie jest popsuta i nie przebiegamy na czerwonym. Nie zauważyłam ścieżek rowerowych na chodnikach, ale za to kiedy przepuszczamy rowerzystę, często słyszy się bardzo miłe dla ucha spasiba :-) W ogóle jakoś często słyszy się to słowo, wyświadczając drobne uprzejmości Rosjanom, jak przytrzymanie drzwi, ustąpienie miejsca czy udzielenie informacji. W Polsce nie zawsze

- wygląd klatek schodowych - no i tutaj przyznam, że polskie wyglądają lepiej, a przynajmniej do tego dążą. Być może rosyjskie spółdzielnie mieszkaniowe nie mają pieniędzy na remonty klatek i samych bloków, ale nie tylko o to chodzi, bo może być skromnie i starodawnie, ale czysto. Tak natomiast nie jest. I tutaj padną mocne słowa, przepraszam, jeśli kogoś za moment urażę, ale na moskiewskich, zwyczajnych klatkach schodowych śmierdzi

- ogólny wygląd osiedli, metalowe barierki pomalowane farbą olejną, chodniki, śmietniki i inne elementy - łudząco podobne do polskich, nie zauważyłam nic, co by mnie zszokowało

- ławeczkowi żule - kolejny wspólny naszym kulturom element, wysiadują nie tylko w parkach, ale przede wszystkim pod blokiem czy na placu zabaw, obu płci, niezmiernie weseli i skorzy do zaczepiania, głośni, komentujący, gestykulujący, obserwujący, z flaszką za pazuchą i kolorową reklamówką skrywającą skarby. Być może o nich powinno być w artykule dotyczącym bardziej społeczeństwa niż osiedli, ale jak dla mnie jest to istotny element obrazu osiedla, bez którego byłby on niekompletny

- gołębie - wszechobecne, w dużych grupach gromadzące się szczególnie przy śmietnikach, wiecznie głodne, wypatrujące kogoś z jedzeniem. Ze wstępnych obserwacji rosyjskich gołębi stwierdzam, że ich mentalność wiele nie różni się od tych polskich, dworcowych. Ale już czuję, że powinnam się przyjrzeć im bliżej...

Na zdjęciu dzielnica Moskwy Tekstilsziki (Текстильщики):

Zdjęcie: własne

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz