czwartek, 17 marca 2016

Relikty ZSRR - nostalgiczny tort "Ptasie mleczko"

Ile się nasłuchałam o tym torcie, zanim w końcu go spróbowałam... Od dwóch lat moskiewski tort "Pticzie moloko" obrastał w mojej głowie legendą. Sprzedawany tylko w jednym miejscu w Moskwie, rozchwytywany, niepowtarzalny i przepyszny, z mleczną pianką jedyną w swoim rodzaju, wyszukany w swej prostocie, licznie podrabiany przez setki cukierników, którzy jednak pierwowzoru nie dościgli i prawdopodobnie nigdy im się to nie uda. Kiedyś w ogóle nie można było go kupić, jedynie ci, co mieli znajomości, mogli go zdobyć. Po państwowych zakładach pracy krążyły listy, na które ludzie się wpisywali, podając imię, nazwisko, wagę tortu i smak (były chyba 4 warianty), zbierano pieniądze i ktoś jechał do fabryki po te torty (punkt sprzedaży wtedy nie istniał). 

Dla takiej legendy można było szybciej się postarać i wybrać się po tort, ale zawsze było nam nie po drodze, a to dieta, a to nie było okazji (bo jeśli tort legenda, to bez okazji nie wypada!). W sumie ptasie mleczko nie zając, nie ucieknie. 

W końcu nadszedł ten dzień, Walentynki 2016. Wybraliśmy się dzień przed, w sobotę, do jedynego punktu w Moskwie, gdzie sprzedają oryginalny, legendarny tort "Ptasie mleczko".

Dojazd rzeczywiście niełatwy, po wyjściu z metra czekaliśmy jakieś pół godziny na autobus, po czym zdecydowaliśmy się skorzystać z nielegalnej taksówki (w biały dzień owszem, warto, ale w nocy bym się bała z niej korzystać), bo pogoda była okropna, a i perspektywy na przyjazd autobusu małe. Wysiedliśmy przed legendarnym sklepem, który z zewnątrz wygląda tak:


Czyli mały, niepozorny, w starym, radzieckim stylu sklepik, z którego co chwilę wychodzili klienci z charakterystycznymi kartonikami, w które pakują legendarny tort. Wnętrze okazało się równie tradycyjne, prostota, konkret i wygoda, czyli lodówki z tortami, sprzedawczynie i kasjerka (sprzedawczynie pakują torty, kasjerka ściąga należności). Swoją drogą, genialne rozwiązanie, każdy robi swoje, co usprawnia pracę (pomimo dużej liczby klientów kolejka szybko znika) i spełnia przesłanki sanepidowskie, bo sprzedawczynie nie dotykają tortów rękami, przez które przechodzą tysiące rubli dziennie. Już dokładnie nie pamiętam, ale wydaje mi się, że pracownice tego punktu noszą czapeczki i fartuszki z poprzedniej epoki, która w Rosji, w takich miejscach, jak to, jeszcze się nie skończyła...

Ukradkiem robione zdjęcia...




Jak widać, torciki skromne, proste, dekoracja tradycyjna, nie żadne masy marcepanowe, mastichy etc., tylko takie, jakie kiedyś robiły nasze mamy i babcie - z bitej śmietany, jakiś kwiatek z czekolady, owoce. Czas się tutaj zatrzymał, ale klientów nie brak. Spędziliśmy tam może 7 minut, w tym czasie przewinęło się około 20 klientów, wnętrze sklepu było wypełnione po brzegi. Ludzie, którzy tu przychodzą, chcą poczuć smak dzieciństwa, młodości, i właśnie to dostają. Wszyscy, nie tylko Rosjanie, wspominają z nostalgią swoje młode lata, z przyjemnością przypominają sobie smakołyki, których już nie ma, próbują odwzorować przepisy babć, mam, a ten sklepik właśnie to oferuje - niezmienną od dziesięcioleci recepturę, znajomy smak. Za niedrogą cenę w porównaniu z nowoczesnymi, o wiele gorszymi, przesłodzonymi, nijakimi tortami z supermarketów (o nowoczesnych tortach z rosyjskich cukierni będzie kiedy indziej, bo to też temat niekrótki). Sklep legenda na ulicy Hersońskiej w Moskwie istnieje naprawdę.

A oto nasza zdobycz! :-)



Rozumiem podejście Rosjan do "Pticziego moloka", szanuję tradycję, wspomnienia z młodości, to, jak niedostępnym był ten tort 20 lat temu, całą tę otoczkę z nim związaną. I co może powiedzieć Polka, której przez 2 lata przedstawiano ten łakoć jako najlepsze ptasie mleczko na świecie, raj dla podniebienia, ósmy cud świata? Dla przyjezdnych legendarne moskiewski tort będzie niestety tylko tortem, a nawet deserem, i to wcale nie najlepszym na świecie, a po prostu smacznym. A wszystko przez to, że nie dorastaliśmy w tej legendzie :-) Nie powiem, że się rozczarowałam, choćby dlatego, że jeszcze raz przekonałam się o sile legendy w Rosji i zdobyłam materiał na tego posta, a i sam tort pozostawił miłe wrażenia smakowe, ale moje oczekiwania, napędzane niezwykle zachęcającym opisem, były wyższe, chyba naprawdę liczyłam na coś nieziemskiego. Mimo wszystko polecam spróbować, chociażby po to, żeby odhaczyć sobie to osiągnięcie:

JADŁAM/EM LEGENDARNY TORT PTICZIE MOLOKO, KTÓRY SPRZEDAJĄ TYLKO W JEDNYM MAŁYM SKLEPIKU W MOSKWIE!

I uwaga, nie dajcie się nabrać na zabiegi podrabiaczy, niech Was nie zwodzi podobny kartonik jak ten na zdjęciu, sama widziałam takie torty w Auchanie, na rynku, mogą być wszędzie, ale miejcie świadomość, że to podróbki.

Wszystkie zdjęcia własne.
*****

Za powstanie tego artykułu szczególne podziękowania należą się mojemu Mężowi, dzięki któremu wiedziałam, że napiszę o moskiewskim ptasim mleczku, jeszcze zanim go spróbowałam (już wiecie, kto mi naopowiadał o tym torcie), i który bierze na siebie robienie zdjęć w sklepach po pewnym nieprzyjemnym incydencie ze sprzedawczynią, która złapała mnie na "fotkaniu". Dziękuję Ci, Mój Drogi Mężu! :-)

9 komentarzy:

  1. Tort "Ptasie mleko" czyli dotknięcie kulinarnej legendy ZSRR :)))
    Z ogromna przyjemnością przeczytałam ten post, bardzo Ci dziękuję!
    Uwielbiam czytać takie rzeczy!
    Mam prośbę, czy mogłabyś podać skład tego produktu. Chodzi mi o to, czy są w tym torcie prawdziwe składniki, jak masło itp, czy też są jakieś "E".
    A poza tym...
    Rozmarzyłam się...
    U nas, w starej Bydgoszczy, na Okolu, były w latach 1960. i 1970. takie starsze panie, które robiły GENIALNE torty, naprawdę genialne. Zamawiało się je z okazji I komuniii św, były z biszkoptów, skropionych prawdziwym rumem, robione na prawdziwym maśle i śmietanie. Kremy były białe (śmietankowe lub cytrynowe), kakaowe i kawowe.
    Nigdy potem nie jadłam takich tortów jak na Okolu... Ich producentki mówiły po polsku z niemiecka, czyli "die Torte", jak to w starej Bydgoszczy i popołudniami zapraszały się nawzajem na "kaffe und kuchen".

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja też zawsze zwracam uwagę na skład. W tym torcie jest bez zastrzeżeń, nie ma ani E, ani sztuczności. Na stronie zakładu piszą o tym, że używają tylko ekologicznych, rosyjskich surowców, nie stosują konserwantów. Musisz uwierzyć na słowo, bo kartonik wyrzucony :-) Szukałam w necie, ale utonęłam w zdjęciach etykiet z podróbek...

    OdpowiedzUsuń
  3. Uśmialiśmy się oboje z Kondim z tego tekstu.
    Oczywiście zostało postanowione, że chcemy kiedyś odhaczyć sobie to osiągnięcie na liście "to do in Moscow next time". :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A wtedy koniecznie napiszcie, jak wrażenia :))

      Usuń
    2. Myślę, ze będą podobne do Twoich :P

      Usuń
  4. Czy on jest jakkolwiek podobny w smaku do naszego polskiego "Ptasiego mleczka"? W sumie u nas też "Torcik Wedlowski" jest takim nieco podobnym wspomnieniem a powalający nie jest.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podobny... w sumie konstrukcja podobna - śmietankowa pianka, polewa czekoladowa (w tym rosyjskim jeszcze biszkopty). Ale szczerze, wedlowskie smakuje mi bardziej - i pianka, i czekolada ;)

      Usuń
  5. czesc, a bardziej dokladny adres mozna poprosic ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ул. Херсонская 20к4, Москва :-)

      Usuń