sobota, 28 maja 2016

Praca w Moskwie - fakty i mity

W życiu każdego emigranta wcześniej czy później następuje taki moment, że zaczyna się myśleć o podjęciu pracy. Większość oczywiście decyduje się na zmianę kraju właśnie z tego powodu, ale na innych, np. emigrantów miłosnych, też przychodzi kolej. Naturalna kolej rzeczy po ogarnięciu otoczenia, przystosowaniu się do niego, nabyciu podstaw niezbędnych do sprawnego komunikowania się i choć częściowego zrozumienia praw, jakimi rządzi się nowy kraj, nowa kultura.

Byłam świadoma tego, że kiedyś i ja znajdę się w tej sytuacji - kandydatki do pracy w Moskwie. Przyznam, że trochę przerażała mnie ta perspektywa, a to między innymi dlatego, że miałam w głowie pewien obraz "pracy w Rosji", kształtowany przez to, co słyszałam na jej temat od innych ludzi (z których część w ogóle nie ma nic wspólnego z Rosją, a interesujące fakty wyssała sobie z palca na podstawie ogólnie kształtowanego w świadomości zachodniej wizerunku Rosji), czytałam w sieci czy widziałam w TV. Część pogłosek okazała się prawdą, ale uwaga - dotyczy to pozytywnych teorii. Pora rozprawić się z prawdą i nieprawdą na temat pracy w Rosji, a ściślej - w Moskwie, bo wiadomo, że Moskwa to nie Syberia ani Kaliningrad, a każdy obwód, miasto rządzą się w Federacji swoimi prawami w tej kwestii. I tutaj liczę na komentarze Czytelników - bardzo chciałabym poznać (i nie tylko ja) opinie tych, którzy coś wiedzą na ten temat - jak wygląda sytuacja z pracą w innych zakątkach Rosji, czy jest rozstrzał w stylu: jest dużo pracy/bezrobocie, nic nie można znaleźć; dużo płacą/nędzne pieniądze; super atmosfera/wyzysk i poniżanie, że aż się nie chce robić.

MOSKWA - TO JAK Z TĄ PRACĄ?

Żeby dostać pracę w Moskwie, trzeba dać łapówkę

Jeden z najczęściej poruszanych wątków. Rosyjska korupcja urasta w teoriach na temat tego kraju do kolosalnych rozmiarów, a tymczasem pewnie niewielu się orientuje, że Rosja nie jest nawet w dwudziestce najbardziej skorumpowanych krajów. Nie będę mówiła, że korupcja w Rosji to mit, ale wszechobecna - to już tak. I dotyczy głównie spraw urzędowych, na zasadzie - masz pieniądze, to możesz załatwić sprawę szybciej. ZA POSADĘ W MOSKWIE NIE TRZEBA DAWAĆ W ŁAPĘ! Kiedyś może i tak, zresztą gdzie tego nie było? Czasy się zmieniają, metody też, a rosyjskie procedury przyjmowania do pracy (czyt. rozmowy kwalifikacyjne) w zasadzie niczym się nie różnią od europejskich. W zasadzie, bo różnice są, ale o tym dalej.



W Rosji większość pracuje nielegalnie, nikt tego nie sprawdza, więc po co wyrabiać dokumenty?


Może i kiedyś tak było, ale teraz - strzeżcie się. Żeby podjąć pracę w Rosji, trzeba mieć albo pozwolenie na pracę (tutaj nazywane patentem), albo RVP/WNŻ (do których już patentu nie trzeba dorabiać). Nie wiem, jak z wizami pracowniczymi, jest taki typ wiz, które pracodawca wyrabia pracownikowi, ja się z nimi nie zetknęłam, ale komentarze mile widziane: sądzę, że trzeba do nich dorobić patent.

Nie warto ryzykować. Kiedyś może nikt tego nie sprawdzał, ale obecnie wszyscy powtarzają, że BEZ POZWOLENIA NA PRACĘ NIE MOŻNA W ROSJI PRACOWAĆ. Prawdopodobnie nawet pracodawca nie zainteresuje się osobą, która nie ma odpowiednich papierów, podam swój przykład - zanim dostałam RVP, chciałam sobie już czegoś poszukać z wyprzedzeniem, oferty były, ale w momencie kiedy dochodziło do rozmowy o tym, że ja jeszcze czekam i pozwolenie na pracę będzie, ale za miesiąc/dwa, kontakt się urywał, a ponowne próby jego nawiązania nie powiodły się :-)

Bez znajomości nie znajdzie się w Moskwie pracy


Stare, dobre "znajomości", inaczej "wtyki". Na pewno nie zaszkodzą, ale bez nich też znajdzie się praca. I niekoniecznie trzeba przemierzać stolicę na pieszo, wypytywać - w Rosji szukanie pracy i pracowników przez Internet przynosi lepsze rezultaty niż w Polsce. Polecam portal HH.RU - najlepszy portal dla pracodawców/kandydatów do pracy, z jakim do tej pory się spotkałam. Moskiewscy pracodawcy powszechnie z niego korzystają, filtrując gąszcz ofert poprzez dobieranie parametrów - które kandydaci sami sobie ustawiają. Przykład: znasz hiszpański i rosyjski, długo pracowałeś jako tłumacz i chciałbyś kontynuować tę drogę - wypełniasz na stronie dane jak do klasycznego CV, a firma, która akurat szuka tłumacza z hiszpańskim, dostaje m.in. Twoje cv. Dostajesz powiadomienie mailowe za każdym razem, kiedy jakaś firma przegląda Twoje cv, więc (o ile nie skontaktowali się z Tobą) możesz zorientować się, w jakich branżach szukać, czy też ulepszyć swoje cv, jeśli pracodawcy często je oglądają, ale nie zapraszają na rozmowę.

Wiele razy słyszałam dobre opinie o tym portalu i potwierdzam je - na hh.ru warto się zarejestrować.

Zarobki w Moskwie są wysokie, ale wszystko idzie na życie, które jest tu bardzo drogie (szczególnie przez sankcje!)


Mocno przesadzona teoria. Zarobki w Moskwie są bardzo zróżnicowane. Dla ogólnego oglądu (dane aktualne):

pracownik marketu zarabia od 25 tys. wzwyż
maszynista metra - od 50 tys. do 100 tys. wzwyż (!!!)
pracownik restauracji typu fast food - 30 tys.+
pracownik biurowy - od 40 tys. wzwyż
specjalista - od 50 tys. wzwyż

Rozbieżności są ogromne, ale możliwości jest wiele. Ile może zarabiać obcokrajowiec znający języki? Dużo. Jeśli w dodatku jest specjalistą - jeszcze więcej. Czy przepuści całą wypłatę na życie? Tylko jeśli na śniadanie zajada czarną ikrę, na obiad homara, a wieczorem bawi się w moskiewskich klubach (drinki są t bardzo drogie). Bez żartów - życie w stolicy Rosji nie jest tanie, ale i nie pochłania całej wypłaty! Fakt, że wynajem mieszkania jest drogi - 20 tys. rubli za kawalerkę w podmoskowiu. Ale jeśli jesteś szczęściarzem i nie musisz płacić za mieszkanie - to za moskiewską wypłatę możesz żyć całkiem przyzwoicie: dobrze się odziać, mieć na jedzenie i jeszcze na wakacje zostanie.

Jeśli jest tak kolorowo, to dlaczego Europejczycy nie emigrują do Rosji na zarobek?
Powodów może być kilka, wymienię te, które moim zdaniem mają największy wpływ na to, że do Rosji nie emigruje się "za chlebem":

1. Za dużo problemu z wyrabianiem papierów - nie da się po prostu wsiąść do pociągu, przyjechać, poszukać na miejscu pracy, zarobić, wrócić do Polski. Wizy, pozwolenia na pracę, drogie mieszkania, urzędy...
2. Bo większość myśli, że w tej Rosji to nic dobrego nie ma, tylko mafia, podróbki perfum i Putin.
3. Skoro nikt nie jedzie do pracy do Rosji, to znaczy, że tam nie ma pracy, po prostu się nie jeździ - taki efekt: "nie jadę, bo nikt nie jeździ".
4. Strach przed mityczną korupcją, nieludzkim traktowaniem.
5. Wpływ mediów: Rosja to wróg, agresor - nie jadę, bo skoro nikt nie lubi Rosji, to znaczy, że Rosja też nikogo nie lubi - jak się zorientują, że jestem z Zachodu, to wsadzą mnie do więzienia, bo to kraj represji etc. etc. - nie chce mi się tego komentować, powiem tylko: bzdura, bzdura, i jeszcze raz bzdura.

Podsumowując - strach przed tym krajem, niewiedza, ale i ostatecznie (dla tych, którzy jednak chcieliby pracować w Rosji) sprawy formalne, niezbędne do zalegalizowania pobytu i podjęcia pracy, składają się na to, że Rosja nie jest atrakcyjnym krajem zarobkowym dla Europejczyka. Co nie znaczy, że emigrantów zarobkowych tutaj nie ma - wręcz przeciwnie - do Moskwy ciągną ludzie ze Wschodu, ludzie z mniejszych miast, ale i wielu Europejczyków, którzy albo zostali tu oddelegowani, albo zatrzymali się w Moskwie na stałe po studiach, i z wielu, wielu innych powodów - wśród których nie wymienię argumentu: "mój kraj nie jest w stanie zapewnić mi godnej pracy, więc pakuję się, i wyruszam za chlebem - do Rosji!".

Pracując w Moskwie, spędzę pół dnia na dojazdach do/z pracy

Jedna z teorii, których najbardziej się lękałam. A okazało się, że dojazd do pracy zajmuje mi 40 minut - mniej niż w Gdańsku czy Poznaniu. Metro - złoty środek lokomocji. Choć czasem zapchane i duszne, nie ma sobie równych. A jeśli ktoś zdecyduje się na dojazdy samochodem - tu się pojawia problem. To prawda, że Moskwa jest zakorkowana, i to bardzo, więc nie widzę sensu, po co się pchać w te korki, skoro metrem jest szybciej? Dla wygody? A jaka to wygoda - spędzać te cenne godziny przed/po pracy w samochodzie?


Rosjanie pewnie źle traktują pracowników, a obcokrajowców to już w ogóle...

Ludzie są różni, to nie zależy od kraju. Powyższe można by powiedzieć też o Polakach, Amerykanach, Francuzach... Moje doświadczenia są bardzo pozytywne, już nie raz wspominałam, że Rosjanie traktują obcokrajowców LEPIEJ niż swoich, albo na tych samych zasadach, na pewno jednak wykazują większe zainteresowanie i są bardzo mili - z czego to się bierze? Myślę, że po części też z tego, że oni wiedzą, co się o nich mówi w świecie, więc starają się troszkę udowodnić, że "nie gryzą" - ale to tylko moje zdanie, może po prostu zawsze tacy byli i są.

Natomiast to, czego tu nie odnotowałam, to znane wszystkim "wyżeraczom" rozmów kwalifikacyjnych w Polsce rozpatrywanie pracownika jako towaru, który ma się sprzedać, wyścig szczurów, pełno kandydatów na twoje miejsce i ogólnie marne szanse, że gdzieś cię dostrzegą, że dasz radę wygrać walkę o stołek z pozostałą dziesiątką takich samych jak ty. Albo te słynne: "skontaktujemy się" po rozmowie. Tym samym przechodzę do ostatniego punktu, czyli


W Moskwie to pracownik dyktuje warunki i przebiera w ofertach

Po części jest to prawda. Przez 2-3 miesiące pobytu w Rosji dostałam więcej ofert pracy, niż przez 3 lata w Polsce. Tutaj JEST praca, można wybrać sobie takie stanowisko, które najlepiej ci odpowiada, jednak taka sytuacja niesie za sobą pewne ryzyko: znam kilka osób, które przez tę różnorodność ofert i dostępność miejsc pracy tkwią w miejscu, bo nie potrafią się zdecydować, jako kto i za ile pracować. Dotyczy to osób, które jeszcze nie odpowiedziały sobie na klasyczne pytanie: Kim chcę zostać, kiedy będę duży/a?

Z powyższym nie należy jednak przesadzać - jeśli nas przyjęli tam, gdzie chcieliśmy, to trzeba pokazać, że nie pomylili się z wyborem, za dobre traktowanie należy się szacunek, a za godną wypłatę - godna praca.

Ktoś, kto zna języki, bez problemu znajdzie w Moskwie dobrze płatną pracę


To jedna z tych teorii, które dawały mi nadzieję, wiele razy słyszałam, że osoba znająca przynajmniej angielski bez problemu sobie poradzi ze znalezieniem pracy, bo u Rosjan z angielskim jest gorzej - w szkołach nie ma takiego nacisku na naukę języków obcych jak np. w Polsce. Okazało się to prawdą, na portalach z ofertami pracy roi się od propozycji, które w wymaganiach podają znajomość języków - w każdej takiej ofercie wskazane są też przyzwoite zarobki.


*********

I tak powstał chyba najdłuższy post w historii Bloga polsko-ruskiego. Tym, którzy dotrwali do końca, gratuluję, ci, którzy się w połowie wycofali - mam nadzieję, że doczytają kiedy indziej. Nie są to wszystkie mity i fakty na temat pracy w Rosji, ale wystarczająca ilość informacji, żeby stwierdzić, że w Rosji można żyć na całkiem przyzwoitym poziomie, a jeśli los kogoś tutaj rzuci (tak jak mnie), to nie trzeba panikować, a dziękować - pracę znajdzie tutaj każdy, kto chce pracować. To, że ludzie z Europy nie ciągną tutaj tłumnie na zarobek, nie znaczy, że z pracą w Moskwie jest coś nie tak.

I jeszcze jedno - Europejczycy, którzy decydują się na pracę w Moskwie, raczej nie jadą do pracy fizycznej. Nie chcę generalizować - po prostu ja nie znam ani jednej takiej osoby. Pracownicy fizyczni to głównie imigranci z byłych republik, ze wschodu, z mniejszych miast i wiosek. Polaków w Moskwie jest sporo, wielu ma tutaj swoje firmy, inni realizują się zawodowo, a wszystkie opinie rodaków na temat pracy tutaj są pozytywne - to chyba o czymś świadczy, prawda?

sobota, 7 maja 2016

Majskie nr 2, czyli czym tętni Moskwa

Rok temu majskie prazdniki rozciągnęły nam się na 11 dni... Prawie dwa tygodnie hulanki i swawoli, szaszłyków, spacerów wzdłuż rzeki Moskwy, słońca i pilnowania, żeby kot Polak nie za bardzo rozlubował się w rosyjskiej, dacznej swobodzie. A nad głowami samoloty... Przypominające o zbliżającym się święcie, najważniejszym narodowym święcie Rosji - Dniu Zwycięstwa.

Tegoroczne majskie to już nie 11 dni błogiego lenistwa, a dwa długie weekendy rozdzielone trzema dniami roboczymi. Szybki szaszłyk na daczy (no bo jak bez szaszłyka?!) przegryzany paschalnymi kuliczami, powrót do Moskwy rozgrzanej słońcem (w tym tygodniu pogoda nas rozpieszcza, 20-26 stopni na plusie), króciutki 3-dniowy maraton w pracy i oto mamy majskie nr 2 z wolnym poniedziałkiem włącznie, co automatycznie skróci kolejny tydzień pracy. Czy życie nie byłoby piękniejsze, gdyby taka konfiguracja dni wolnych i roboczych pojawiała się częściej? :)

lenta-opt.ru
Cała Moskwa szykuje się do świętowania 9 maja. Na ulicach miasta od dwóch tygodni rozdawane są wstążki św. Jerzego - symbol tego święta. Plakaty, naklejki, banery, billboardy, graffiti, flagi - nie ma takiego zaułku w Moskwie, w którym nie widać by było zwiastunów zbliżającego się święta. W poniedziałek o 10 (MSK) rozpocznie się tradycyjna coroczna Defilada Zwycięstwa.

Świętowanie z taką pompą wiąże się niestety z problemami komunikacyjnymi. Już od dzisiaj (z powodu próby generalnej) pozamykano przejścia podziemne w centrum, zreorganizowano ruch pieszy i drogowy, zintensyfikowano kontrole, postawiono w terenie więcej policji. Moskwa szykuje się z równym przepychem jak co roku do Dnia Zwycięstwa, mimo że gości z zagranicy będzie niewielu... Z powodów, których wyjaśniać tutaj nie ma potrzeby.

Dla Rosjan jest to bardzo ważny dzień - rocznica, która niezmiennie napawa ich dumą. Chyba tylko przed Nowym Rokiem słyszy się od wszystkich tyle "z nastupajuszczim", co przed Dniem Zwycięstwa. Z przejeżdżających samochodów zamiast dudniących hitów często słychać w ten weekend inną muzykę - pasującą do tego święta :)) O ilości pijanych i wstawionych (ze szczęścia oczywiście) wspominać nie będę, bo to i początek gorącego lata, i majskie, i święto - są w pełni usprawiedliwieni!      

culture-chel.ru

No to... z nadchodzącym Dniem Zwycięstwa wszystkim!

Transmisję parady będzie można obejrzeć w Internecie.

niedziela, 24 kwietnia 2016

Made in Russia


Długo przymierzałam się do napisania tego posta, bo temat jest dość trudny i wymagał trochę czasu na zebranie spostrzeżeń, opinii, przemyśleń. Kwestia, która od dawna mnie interesuje, to: jak Rosjanie odnoszą się do rodzimych produktów, czyli towarów "made in Russia".


My, Polacy, kojarzymy rosyjskie towary głównie z tanimi podróbkami z ruskich ryneczków: ciuszkami z cekinami, mocnymi perfumami, krzykliwymi kolorami lakierów do paznokci i resztą produkcji mającej na celu za niewielki pieniążek upiększyć damy z małych miasteczek. No i oczywiście "ruskie towary" to przede wszystkim dobra przemytnicze: paliwo, papierosy, wódka, ewentualnie jakieś chałwy czy cukierasy.

Życie w Rosji, wbrew pozorom, nie oznacza przyjęcia na siebie całego asortymentu rosyjskich dóbr, którymi Rosjanie handlowali i handlują nadal w Polsce. Ruskie ryneczki są i w Moskwie oczywiście, ale mają raczej specyficzną klientelę, a za 10, 20 lat pewnie zupełnie zanikną, wyparte przez nowocześniejsze systemy handlowe - tak jak to się stało u nas. Słowem, pokolenie 20-, 30-, 40-latków już nie kupuje na rynku, no może ewentualnie produkty spożywcze, warzywa, owoce, ale ciuchy czy kosmetyki - broń Boże! Uchodzi to za tak zwaną siarę... A tak w ogóle to ciuchy na tych ryneczkach są za drogie jak na ciuchy z rynku, więc już zupełnie nie ma sensu ich kupować.

Już na początku obcowania z Rosją, Rosjanami odczuwa się wrażenie, że produkty zagraniczne cieszą się tutaj większą popularnością. Można nawet posunąć się dalej i stwierdzić, że Rosjanie są zakochani i uzależnieni od  towarów importowanych, nie mogą bez nich żyć. No chyba że byliby zmuszeni (czytaj: gdyby wprowadzono embargo na wszystko z zagranicy), wtedy pewnie zdołaliby się przystosować i korzystać wyłącznie z rodzimej produkcji, ale jeśli tylko jest taka możliwość - Rosjanin chętniej sięgnie po produkt zagraniczny.

Żeby nie brzmiało ogólnikowo, najlepiej sięgnąć po przykłady, których jest mnóstwo. Pierwszym i najbardziej oczywistym są meble z IKEI, które sławią się w Rosji: przystępną ceną, dobrą jakością, łatwością montażu, ładnym designem. I to właśnie tam ciągną tłumy, a nie do rosyjskich sklepów meblarskich, których też jest dużo, i które próbują przyciągnąć do siebie klientów za pomocą różnych typów reklam - w TV czy na zewnątrz. Rosjanie lubią IKEĘ za jeszcze jedno - za to że można w niej niedrogo i dobrze pojeść...

Także wszelkie materiały dla remontu mają podobnie. Wielokrotnie spotkałam się z opinią, że Rosjanie nie dowierzają rodzimej produkcji, logo niemieckiej czy szwedzkiej firmy stanowi natomiast gwarancję jakości, można brać na ślepo. Okna, drzwi, panele - wszystko zagraniczne, bo jak nie, to się rozsypie. Od razu na myśl przychodzą mi też środki czystości i widniejące na nich etykiety: "niemiecka jakość" (немецкое качество), które oczywiście zwiększają sprzedaż.

A jeśli elektronika, to też byle nie rosyjska! Lepsza niemiecka, włoska, jakakolwiek... no oprócz chińskiej oczywiście.

Kosmetyki. Tutaj rzecz wygląda następująco: oczywiście zagraniczne marki są bardziej pożądane, np. jedna z największych sieci drogerii L'Ethual oferuje rozmaite kosmetyki włoskie, francuskie za ogromne pieniądze, a rosyjskiej Natury Siberica nie mają w sprzedaży... A szkoda, bo właśnie tę markę Rosjanki lubią i kupują. Dodam, że Natura Siberica to naprawdę udana marka kosmetyków naturalnych, tutaj Rosja nie ma się czego wstydzić. Tak jak i drugiej marki z tej kategorii - tzw. Babuszki Agafii.

Żiguli - dobre rosyjskie piwo
Rosyjskie alkohole... Oprócz wódki, nie cieszą się wśród Rosjan dużym powodzeniem. Znacznie chętniej wybierają oni włoskie czy francuskie wina i szampany, piwa niemieckie, duńskie... Jaki by to nie był alkohol, większość przestudiuje dokładnie etykietę, oby tylko nie kupić tego "made in Russia" (może z wyjątkiem cydru - rosyjski cydr jest bardzo dobry!). Wyjątek stanowią oczywiście osoby, którym jest zupełnie obojętne, gdzie made, ważne, żeby starczyło kasy, i hyc do parku na ławeczkę. I mimo osławionego, np. w Polsce, rosyjskiego koniaku eleganccy i modni Rosjanie wybiorą koniak... francuski.

Pyszna rosyjska pastila
Jeśli chodzi o produkcję spożywczą, jest podobnie. Rosjanie mają dobre słodycze, ale i tak chętnie, i chyba częściej, sięgają po importowane. Bombonierka czy czekolada "z Francji", Belgii, Niemiec cieszy bardziej niż rosyjski Korkunov... Na rosyjski nabiał nie słyszałam skarg, ale za to słyszę mnóstwo pochwalnych słów pod adresem białoruskiego mleka, twarogu, śmietany, litewskich serów.



A dla ciekawostki - zanim pojawiła się w Rosji IKEA, popularne były tu meble i akcesoria z Polski. W mieszkaniu mojej teściowej są polski stół i żyrandol... W Rosji mówi się jeszcze o polskich ubraniach (sama widziałam kilka sklepów z szyldem polska odzież) i polskich kosmetykach, to te najbardziej znane kategorie, ale w sklepach jest tak naprawdę o wiele więcej produktów z Polski.

Tak zwany powiew Zachodu w sensie dosłownym jest bardzo wyczuwalny w Moskwie, ale nie powiem, że na każdym kroku. Tak, jest sporo McDonald'sów, KFC, Burger Kingów, Subwayów, ale i drugie tyle Kroszek Kartoszek, Teremoków, Szokoladnic, Czeburecznych, Chimkalnych etc. I te, i tamte są zawsze pełne ludzi. Lokalne restauracje i fast foody na szczęście przewyższają ilościowo te zachodnie, i mam wielką nadzieję, że akurat to nigdy się nie zmieni, no bo co za fenomen w tych nudnych McDonald'sach?

Skąd wynika ta niechęć Rosjan do towarów "made in Russia"? Prawdopodobnie ze złych doświadczeń z nimi. Wolą dopłacić, zamiast tracić pieniądze, co zresztą jest zrozumiałe. Szczególnie jeśli chodzi o większe inwestycje, takie jak remont mieszkania czy kupno droższych urządzeń. Jeśli porównać pod tym względem Rosję i Polskę, to różnią się ogromnie. Biorąc za przykład choćby tę branżę remontową - polskie okna, santechnika, panele, listwy etc. - ludzie w Polsce chętnie ją kupują, mówi się, że ich jakość jest wysoka (polskie panele podłogowe spotkałam też w przypadkowym mieszkaniu pod Moskwą...), a "made in Poland" na etykiecie budzi raczej pozytywne emocje, nawet dumę...

Wszystkie zdjęcia własne.

wtorek, 12 kwietnia 2016

Najlepsze rosyjskie czekolady - zestawienie

Od rana Internet huczy o przypadającym dziś Międzynarodowym Dniu Czekolady, który w rosyjskich źródłach datowany jest na 11 lipca... Przeglądając sieć w poszukiwaniu prawdy, trafiłam na parę innych dat tego święta, np. 4 września. Sprawa chyba się nie wyjaśni, zresztą jaka różnica - to, o czym będę dzisiaj pisać, przyda się przez okrągły rok, szczególnie tym, którzy w Rosji bywają i lubią przed odjazdem zaopatrzyć się w słodkie, lokalne prezenty. Zatem - po jakie czekolady warto sięgnąć, a od jakich lepiej trzymać się z daleka?

CZEKOLADY MLECZNE

1. Алёнка

allwantsimg.com
Pierwsza w moim rankingu: za efektowność i smak. Po prostu dobra, tania, mleczna czekolada w ładnym, rosyjskim opakowaniu. Idealna na prezent z Rosji. W sklepach oprócz klasycznych mlecznych do wyboru są też czekolady z dodatkami, np. Алёнка z kolorowymi drażetkami (dla dzieci), z orzechem laskowym, rodzynkami, migdałem, czy napowietrzana.







2. Россия щедрая душа

proektsocuslug.ru
Na drugim miejscu jedynie za mniej efektowne opakowanie. W smaku być może lepsza od Алёнки, ma też więcej wariacji smakowych: kawa z mlekiem, migdał z wafelkami, orzech laskowy z rodzynkami, orzech laskowy z kawałkami ciastek, orzech arachidowy z rodzynkami i nowość - nadziewana z karmelem i orzechami. Są też dwie wariacje napowietrzane: zwykła mleczna i mieszana z białą.












СZEKOLADY CIEMNE

1. Бабаевский

uniconf.ru
Pewniak, dostępny w każdym sklepie. Miłośników czekolady gorzkiej i deserowej (a nawet tych, którzy wolą mleczną) ten produkt nigdy nie zawiedzie, zdecydowanie najlepsza rosyjska ciemna czekolada. Wariacje: oryginalna (z dodatkiem cynamonu), gorzka, z migdałami i kawałkami pomarańczy, z rodzynkami i orzechami, z samymi orzechami, firmowa 75 % (z koniakiem, startym migdałem i ekstraktem herbacianym). Jedyna pozycja Babajewskiej, jakiej nie polecam, to czekolada "Люкс".







2. Россия щедрая душа

ruchoco.ru
I tutaj ta marka znajduje się w topie, choć do Babajewskiej jej daleko. Do wyboru jest pięć pozycji: z migdałem, ciemna, gorzka 70%, "Путешествие" - ciemna zwykła i z orzechem laskowym.









3. Победа вкуса


utkonos.ru
Cóż można o niej powiedzieć... Nienajgorsza, jeśli ktoś lubi ciemne. Ja nie przepadam, Pabieda wkusa to dla mnie zwykła gorzka czekolada, bez rewelacji, może sobie leżeć w domu i nie kusi :-)










4. Вдохновение
uniconf.ru
Za klasyczną wersją ciemnej czekolady tej marki zdecydowanie nie przepadam i nie polecam (za to mają pyszne czekoladki-cukierki). Są też z dodatkiem orzechów, a ostatnio pojawiło się sporo jej wariacji nadziewanych (m.in. brownie, orzechowy mus, śmietankowy likier).















СZEKOLADY NADZIEWANE

1. Россия щедрая душа - любимые десерты


Jeśli marzy Wam się nadziewana rosyjska czekolada (z nietypowym nadzieniem), to dobrym wyborem będzie właśnie ta pozycja. Ładnie się prezentuje i jest pyszna. Dwa warianty smakowe: tort orzechowy i kijowski. Więcej wariacji mają czekoladki o tej samej nazwie, tam między innymi tort mrówkowiec i cytrynowy.













A tak w ogóle, to rosyjskich czekolad nadziewanych prawie nie ma. Ten segment zapełniają wyroby zagraniczne, różne Milki i tym podobne (nadziewany Wedel też się trafia).

CZEKOLADY BIAŁE

Zdecydowanie najmniej popularny typ "czekolady" w Rosji. Ile razy, kiedy potrzebowałam białej czekolady np. do sernika, miałam problem, żeby ją dostać - czy to w osiedlowych marketach, czy w większych/słynących z dostępności ciężko dostępnych produktów sklepach. W Dixy np. oferują albo napowietrzaną, albo z dodatkiem migdałów, podobnie w innych sklepach. Tymczasem na stronie tak tu wychwalanej "Szczodrej duszy" jest akurat taka, która w zupełności by mi odpowiadała, ale w marketach nigdy jej nie widziałam... Patrzcie zdjęcie obok.

A ta, na którą zawsze jestem skazana z braku dostępności innych pozycji (Воздушный), nawet nie jest w pełni rosyjska, podobnie jak napowietrzana Alpen Gold, która występuje na równi z nią. Nie polecam natomiast najtańszych białych czekolad z Auchana (które nawet nie nazywają się biała czekolada, a biała płytka), na które pokusiłam się na samym początku mojego pobytu tutaj - bardzo źle się topią, nie wspominając już o smaku.

To tylko część rosyjskich czekolad, te najpopularniejsze, umiarkowane cenowo i dostępne praktycznie w każdym sklepie. Martwi mnie to, że zabrakło w moim zestawieniu czekolad produkowanych przez fabrykę Русский шоколад, nie wiem, jak to się stało, że nigdy nic od nich nie próbowałam, ale przy następnych zakupach przyjrzę się bliżej asortymentowi. Z drugiej strony jeśli produkowaliby pyszne czekolady, to już dawno bym o tym wiedziała, bo mam w domu czekoladoholika... Warto byłoby też spróbować czekolad Коркунов, które pojawiły się stosunkowo niedawno, a firma znana jest głównie ze swoich bombonierek i czekoladek.

Drugie tyle, jeśli nie więcej, co rodzime wyroby, zajmują na półkach w rosyjskich sklepach czekolady zagraniczne. Najpopularniejsze, ulubione marki Rosjan to Lindt, Ritter Sport, Dove, Alpen Gold, Milka, Fazer, znajdzie się też miejsce dla czekolad białoruskich (fabryka Коммунарка - próbowałam, dobre), francuskich (wyszukane czekolady "WOW" w sieci Krasnoe i Beloe, np. z solą i karmelem - hit) czy polskich - Wedel, Terravita. Akurat polskie czekolady spotyka się tu powszechnie, w różnych sklepach, chociażby w Dixy, Fix Price czy Apetit. Rzadsze okazy czekolad świata można zamówić w sklepach internetowych z produktami, np. Utkonos.

wtorek, 5 kwietnia 2016

Piwko w knajpce Żiguli na Arbacie

W Moskwie ewidentnie czuć wiosnę. Wieczory jaśniejsze i dłuższe, lada dzień natura zacznie budzić się do życia (za oknem pierwsze bazie!). Na mieście ludzie na ławeczkach palą papierosy, sączą wiosenne piwka, niektórzy, jak to w Rosji pomiędzy zimą a latem, porozbierani, bez kurtek, z gołymi kostkami... Pomijając temat moskiewskiej mody, szeroko komentowany przez tych, którzy to wielkie miasto choć raz w życiu odwiedzili, na dworze robi się przyjemnie!

A jak się robi przyjemnie, to chciałoby się gdzieś wyjść w wolnym czasie. I tu właśnie polecę Wam jedno fajne miejsce, karczmę, pub, czy też knajpkę Żiguli na Arbacie.

Piwo Żiguli (nie mylić z Żigulowskim, to inna marka - gorsza!) to jedno z lepszych rosyjskich piw, o ile ktoś lubi miękki, niegorzki smak chmielnego napitku. W sklepach sprzedawane jest tylko Żiguli jasne, w butelkach/puszkach, i do niedawna myślałam, że innych jego wariacji nie ma. Okazuje się, że w firmowym lokalu Żiguli opcji jest do wyboru, do koloru (niefiltrowane, ciemne, przeznaczone tylko na eksport, czerwone). Oprócz piwa bar zaopatrzony jest w mnóstwo zakąsek do niego, w tym słynne, śmierdzące woble, kalmary, sucharki, grzanki i coś na większą posiadówę też się znajdzie. Ceny piw ~200 rubli za półlitrowy kufel. Jak za towar niedostępny w sklepach - opłaca się.

Wnętrze... To miejsce o wnętrze się nie troszczy, tu chodzi o co innego. O to na przykład, że lata lecą, restauracje i bary remontują się, żeby doścignąć nowoczesności, a knajpka Żiguli się nie zmienia. Podrapane stoły z wyrytymi inicjałami, miłosnymi wyznaniami... interier powali tylko tych, którzy lubią cofnąć się w czasie, do młodości, wypić piwko w takich swojskich, prostych warunkach. Żadnych tam 2-, 4-osobowych stolików ze świecznikiem pośrodku, a zamiast tego długie stoły i ławki, sprzyjające integracji. Bierzesz swoje piwo i szukasz wolnego miejsca na ławce. A ludzi mnóstwo, jedni wychodzą, drudzy wchodzą, i tak przez cały wieczór.

Jak zobaczycie taki widok, to wchodźcie bez zastanowienia!



Nawet na obiad można przyjść i niedrogo pojeść...


Polecam czerwone Żiguli, wszyscy dookoła zamawiali to samo, wiedzą, co dobre! Na zakąskę baranki, czyli obwarzanki (z solą)


Sprzedawczyni uprzedzała, że czerwone jest najmocniejsze. Prawda, bierze!


Galeria znamienitości...


Zobaczcie, kto tu był, miód i... piwo pił!


 Bo Żiguli na Arbacie to nie jakaśtam sobie knajpka, to miejsce, które trzeba odwiedzić ;)


Zdjęcia: własne

wtorek, 29 marca 2016

Polska Wielkanoc w Moskwie - da się?



Jak w temacie - czy przeprowadzka do Rosji musi oznaczać rezygnację z polskich, katolickich, świąt? Wcale nie musi, chcieć to móc. I właśnie tej sentencji uczepiłam się w tym roku.

W poprzednią niedzielę świętowałam swoją drugą Wielkanoc na emigracji. Rok temu wypadała ona tuż po mojej przeprowadzce, trwał jeszcze proces przystosowywania się do otoczenia, więc świętowanie było, ale skromne, można powiedzieć nieśmiałe. W ciągu tego roku wiele się zmieniło, przede wszystkim nabrałam pewności siebie na nowej ziemi, co odpowiednio przełożyło się na obchody Wielkanocy. Postanowiłam przybliżyć polską tradycję rosyjskiej rodzinie, tak jak oni od początku wtajemniczają mnie w swoje zwyczaje. A więc do rzeczy - jak zorganizować maksymalnie polską Wielkanoc w Rosji? Spójrzmy na tradycyjne elementy, które o tej polskości świadczą.

ŻUREK/BIAŁY BARSZCZ

W Rosji nie kupi się tych zup w formie proszku ani zakwasu w butelce, w przeciwieństwie do np. Anglii czy Ameryki, gdzie w polskich sklepach przed Wielkanocą można dostać praktycznie wszystko na tę okazję. Zacznijmy od tego, że w Moskwie z różnych przyczyn nie ma sklepów z polskimi produktami. Towary z Polski można znaleźć na półkach różnych supermarketów, ale żurek do takich nie należy, bo nie miałby popytu (Rosjanie osiągnęli mistrzostwo w przygotowywaniu swoich pożywnych zup, kto by chciał spróbować jakiejś bladej "polskiej" zupy w proszku?). Stajemy więc przed perspektywą zrobienia tradycyjnej wielkanocnej zupy samemu od podstaw, czyli tydzień przed świętami wyparzamy słoik i robimy zakwas. Pierwszy raz może być nieudany i bolesny, bo nie wiemy, jak naprawdę ma wyglądać/pachnieć/smakować baza do żuru, a i pleśń może się pojawić, co świadczy o klęsce, ale następne razy będą już z górki. Na moje trzy próby w tym roku jedna porcja zakwasu była udana, co wystarczyło do przygotowania świątecznego pierwszego dania na siedem osób. Z góry uprzedzam - naturalny żurek i wyglądem, i smakiem, i zapachem różni się od tego z torebki.

BIAŁA KIEŁBASA

Ten produkt w Rosji występuje pod nazwą "kupaty" i można go dostać zarówno w supermarkecie, jak i firmowych sklepach mięsnych. Polecam tę drugą opcję, bo dostaniemy lepszy i świeższy produkt za niekoniecznie wyższą cenę, my białą kiełbasę kupujemy w sklepie "Bliżnyje gorki", paczka 400 g kosztuje 140 rubli. Smaczna.

KOSZYCZEK WIELKANOCNY

Z tym to się natrudziliśmy, ale udało się. Pleciony, zgrabny, średniego rozmiaru koszyczek. Albo nie wiedziałam gdzie go szukać, albo rzeczywiście z nimi w Moskwie ciężko. Szukaliśmy na rynku, w Auchanie, w supermarketach, znaleźliśmy go w końcu w kwiaciarni tuż przy domu, w innych kwiaciarniach koszyczki były, ale nie na sprzedaż bez kwiatów. Za to za rok problemu z tym nie będzie, kupisz raz, masz spokój na dłużej.

ZAJĄCZKI, BARANKI, JAJECZKA CUKROWE/CZEKOLADOWE

Tego w naszym wielkanocnym koszyczku zabrakło, słodycze pewnie pojawią się w rosyjskich sklepach w połowie kwietnia, przed prawosławną Paschą.

KIEŁBASKA DO KOSZYCZKA

Z tym to najmniejszy problem, kiełbas w rosyjskich sklepach jest pod dostatkiem, ale jeśli chcielibyście coś mniej tłustego, bardziej swojskiego, to polecam kiełbaskę "Ukraińską" z wyżej wymienionego sklepu firmowego.

MALOWANE JAJKA

Na prawosławną Paschę też maluje się jajka, ale przed polską Wielkanocą w tym roku jeszcze nie było farbek do jajek w sklepach. Sprzedawczynie mówiły, że będą, ale jeszcze za wcześnie. Zmuszona byłam więc znowu sięgnąć do korzeni i pomalować jajka metodą naturalną, co robiłam pierwszy raz w życiu i średnio mi wyszło. Na początek wpadłam na pomysł barwienia ich burakiem, ale zamiast różowe, wyszły mi szare, więc użyłam niezawodnych cebulowych łupin, które jakoś odratowały moje "pisanki". Za rok chyba pójdę na łatwiznę i użyję farbek w proszku, które planuję zakupić przed Paschą w tym roku.
BABA WIELKANOCNA

Wystarczy mieć formę do babki, przywieźć z Polski albo kupić tutaj, znaleźć fajny przepis, kupić składniki, upiec, na końcu pięknie ozdobić i kolejny tradycyjny element gotowy.

MAZURKI, SERNIKI

Tak samo jak z babką. Mazurek może rosyjskich gości nieco zadziwić swoją prostotą i smakiem, a sernik prawdopodobnie potraktują jako "twarożną zapiekankę", bo tak tutaj odbierają ten wypiek. Czizkejkiem nazywają sernik ciężki, zrobiony z sera typu filadelfia, słodko-słony, na kruchym spodzie. W każdym razie i jednym, i drugim będą zachwyceni - Rosjanie uwielbiają słodkie wypieki. 
 

BAZIE, BUKSZPAN, ROŚLINY OZDOBNE

Czyli roślinne elementy dekoracyjne na stół czy do przyozdobienia koszyczka. Niestety bazie jeszcze się nie pojawiły, bukszpanu też nigdzie nie mogliśmy dostać, stąd zmuszeni byliśmy wymyślić coś innego do dekoracji koszyka ze święconką. Świeży rozmaryn okazał się jeszcze lepszy niż cokolwiek innego, bo dodał koszyczkowi z jedzeniem i elegancji, i swojskości, a jednocześnie otulił go wspaniałym, apetycznym aromatem. Gałązki rozmarynu łatwo przeplatać przez koszyczek, polecam wszystkim. A dostaliśmy go na rynku, dokładniej na stoisku z zielenią.

ŚWIĘCONKA

Mamy już skompletowany koszyczek wielkanocny, ale żeby stał się święconką, trzeba go przecież natchnąć świętością. :-) I tu także nie ma problemu. Święcenie pokarmów w Wielką Sobotę odbywa się w kilku kościołach katolickich w Moskwie, my byliśmy w katedrze przy ul. Mała Gruzińskaja (święcenie w godz. 10-19 co pół godziny).

POLSKA SAŁATKA JARZYNOWA

Czyli "oliwie" bez mięsa, z kukurydzą zamiast groszku. Moi goście próbowali jej po raz pierwszy, o dziwo bardzo podeszła im do gustu pomimo braku mięsa, przy okazji wyszło na jaw, że nasz dzieduszka woli kukurydzę od groszku i może nawet takie "oliwie" bardziej mu smakuje. A ja myślę, że polska sałatka jarzynowa stanowi dobrą odskocznię od "oliwie", która gości na stole przy każdej okazji (a dziadek je ją od jakichś 60 lat). W końcu ile można...?

SPRAWY KOŚCIELNE

We wspomnianej katedrze na Małej Gruzińskiej odbywają się zarówno nabożeństwa związane z Triduum Paschalnym, jak i msze niedzielne, w tym dwie w języku polskim (stan na dziś: 8:30/13.00). 


Jak widać, atrybuty polskich świąt wielkanocnych można skompletować i w Rosji. Przy odrobinie szczerych chęci i dużej dozie wytrwałości... Pozostaje tylko zebrać rodzinę i można świętować! W niedzielę, bo w poniedziałek do pracy. Właśnie tego elementu nie da się w pełni zrekonstruować, ale zawsze można tradycyjnie spryskać się nawzajem wodą przed albo po pracy ;-) I dojadać świąteczne resztki z poprzedniego dnia...


czwartek, 17 marca 2016

Relikty ZSRR - nostalgiczny tort "Ptasie mleczko"

Ile się nasłuchałam o tym torcie, zanim w końcu go spróbowałam... Od dwóch lat moskiewski tort "Pticzie moloko" obrastał w mojej głowie legendą. Sprzedawany tylko w jednym miejscu w Moskwie, rozchwytywany, niepowtarzalny i przepyszny, z mleczną pianką jedyną w swoim rodzaju, wyszukany w swej prostocie, licznie podrabiany przez setki cukierników, którzy jednak pierwowzoru nie dościgli i prawdopodobnie nigdy im się to nie uda. Kiedyś w ogóle nie można było go kupić, jedynie ci, co mieli znajomości, mogli go zdobyć. Po państwowych zakładach pracy krążyły listy, na które ludzie się wpisywali, podając imię, nazwisko, wagę tortu i smak (były chyba 4 warianty), zbierano pieniądze i ktoś jechał do fabryki po te torty (punkt sprzedaży wtedy nie istniał). 

Dla takiej legendy można było szybciej się postarać i wybrać się po tort, ale zawsze było nam nie po drodze, a to dieta, a to nie było okazji (bo jeśli tort legenda, to bez okazji nie wypada!). W sumie ptasie mleczko nie zając, nie ucieknie. 

W końcu nadszedł ten dzień, Walentynki 2016. Wybraliśmy się dzień przed, w sobotę, do jedynego punktu w Moskwie, gdzie sprzedają oryginalny, legendarny tort "Ptasie mleczko".

Dojazd rzeczywiście niełatwy, po wyjściu z metra czekaliśmy jakieś pół godziny na autobus, po czym zdecydowaliśmy się skorzystać z nielegalnej taksówki (w biały dzień owszem, warto, ale w nocy bym się bała z niej korzystać), bo pogoda była okropna, a i perspektywy na przyjazd autobusu małe. Wysiedliśmy przed legendarnym sklepem, który z zewnątrz wygląda tak:


Czyli mały, niepozorny, w starym, radzieckim stylu sklepik, z którego co chwilę wychodzili klienci z charakterystycznymi kartonikami, w które pakują legendarny tort. Wnętrze okazało się równie tradycyjne, prostota, konkret i wygoda, czyli lodówki z tortami, sprzedawczynie i kasjerka (sprzedawczynie pakują torty, kasjerka ściąga należności). Swoją drogą, genialne rozwiązanie, każdy robi swoje, co usprawnia pracę (pomimo dużej liczby klientów kolejka szybko znika) i spełnia przesłanki sanepidowskie, bo sprzedawczynie nie dotykają tortów rękami, przez które przechodzą tysiące rubli dziennie. Już dokładnie nie pamiętam, ale wydaje mi się, że pracownice tego punktu noszą czapeczki i fartuszki z poprzedniej epoki, która w Rosji, w takich miejscach, jak to, jeszcze się nie skończyła...

Ukradkiem robione zdjęcia...




Jak widać, torciki skromne, proste, dekoracja tradycyjna, nie żadne masy marcepanowe, mastichy etc., tylko takie, jakie kiedyś robiły nasze mamy i babcie - z bitej śmietany, jakiś kwiatek z czekolady, owoce. Czas się tutaj zatrzymał, ale klientów nie brak. Spędziliśmy tam może 7 minut, w tym czasie przewinęło się około 20 klientów, wnętrze sklepu było wypełnione po brzegi. Ludzie, którzy tu przychodzą, chcą poczuć smak dzieciństwa, młodości, i właśnie to dostają. Wszyscy, nie tylko Rosjanie, wspominają z nostalgią swoje młode lata, z przyjemnością przypominają sobie smakołyki, których już nie ma, próbują odwzorować przepisy babć, mam, a ten sklepik właśnie to oferuje - niezmienną od dziesięcioleci recepturę, znajomy smak. Za niedrogą cenę w porównaniu z nowoczesnymi, o wiele gorszymi, przesłodzonymi, nijakimi tortami z supermarketów (o nowoczesnych tortach z rosyjskich cukierni będzie kiedy indziej, bo to też temat niekrótki). Sklep legenda na ulicy Hersońskiej w Moskwie istnieje naprawdę.

A oto nasza zdobycz! :-)



Rozumiem podejście Rosjan do "Pticziego moloka", szanuję tradycję, wspomnienia z młodości, to, jak niedostępnym był ten tort 20 lat temu, całą tę otoczkę z nim związaną. I co może powiedzieć Polka, której przez 2 lata przedstawiano ten łakoć jako najlepsze ptasie mleczko na świecie, raj dla podniebienia, ósmy cud świata? Dla przyjezdnych legendarne moskiewski tort będzie niestety tylko tortem, a nawet deserem, i to wcale nie najlepszym na świecie, a po prostu smacznym. A wszystko przez to, że nie dorastaliśmy w tej legendzie :-) Nie powiem, że się rozczarowałam, choćby dlatego, że jeszcze raz przekonałam się o sile legendy w Rosji i zdobyłam materiał na tego posta, a i sam tort pozostawił miłe wrażenia smakowe, ale moje oczekiwania, napędzane niezwykle zachęcającym opisem, były wyższe, chyba naprawdę liczyłam na coś nieziemskiego. Mimo wszystko polecam spróbować, chociażby po to, żeby odhaczyć sobie to osiągnięcie:

JADŁAM/EM LEGENDARNY TORT PTICZIE MOLOKO, KTÓRY SPRZEDAJĄ TYLKO W JEDNYM MAŁYM SKLEPIKU W MOSKWIE!

I uwaga, nie dajcie się nabrać na zabiegi podrabiaczy, niech Was nie zwodzi podobny kartonik jak ten na zdjęciu, sama widziałam takie torty w Auchanie, na rynku, mogą być wszędzie, ale miejcie świadomość, że to podróbki.

Wszystkie zdjęcia własne.
*****

Za powstanie tego artykułu szczególne podziękowania należą się mojemu Mężowi, dzięki któremu wiedziałam, że napiszę o moskiewskim ptasim mleczku, jeszcze zanim go spróbowałam (już wiecie, kto mi naopowiadał o tym torcie), i który bierze na siebie robienie zdjęć w sklepach po pewnym nieprzyjemnym incydencie ze sprzedawczynią, która złapała mnie na "fotkaniu". Dziękuję Ci, Mój Drogi Mężu! :-)

Z Moskwy do Polski przez Kaliningrad

Różne były moje i nasze wspólne drogi z Moskwy do Polski. Pierwsze szlaki przecieraliśmy przez Gdańsk, czyli Moskwa-Warszawa-Gdańsk (samolot...