piątek, 23 stycznia 2015

Solianka, czyli rosyjska zupa z resztek

Jedną z tych rzeczy, które mi się w rosyjskiej mentalności podobają, a zarazem współgrają z moją własną (uważam, że większość Polaków tak ma, więc można powiedzieć, że to cecha łącząca nas i Rosjan), jest poszanowanie produktu, czyli prostymi słowy: szkoda, żeby coś się zmarnowało. Dzisiaj post nietypowy, bo choć miłośniczką zup nie jestem, to będzie właśnie o zupie. Gdyby ktoś powiedział mi, że posmakuje mi zupa z resztek, to bym nie uwierzyła, bo ani zupa, ani resztki nie brzmią dla mnie zachęcająco. A jednak. Przedstawiam soliankę, rosyjski sposób na wykorzystanie tego, co mamy w lodówce, co zostało na przykład ze świąt. Polacy zrobiliby bigos, Rosjanie robią zupę. I to jaką!

Bazą solianki jest wywar: mięsny, rybny lub grzybowy. Idea jest taka, że zupa ma być słona, kwaśna i pikantna jednocześnie, dlatego dodaje się do niej oliwki, kapary, kiszone ogórki/korniszony, cebulę, dużo przypraw, mięso, kiełbaski. Soliankę powinno się jeść ze śmietaną, żeby była jeszcze kwaśniejsza, a co niektórzy kładą sobie jeszcze plasterek cytryny. Smak jest obłędny, szczególnie na drugi, trzeci dzień, kiedy wszystkie składniki się przegryzą. Jak dla mnie, z niczym nie można solianki porównać ani pomylić, smak jest tak charakterystyczny, że pamięta się go na całe życie. I tak zupełnie niespodziewanie mam swoją ulubioną rosyjską zupę. Jest prosta, tania, pyszna i sycąca, bardzo rozgrzewa, więc zimą jest idealna. No i ma mnóstwo witamin ze względu na ilość zdrowych składników. Po takiej zupie można (a nawet trzeba) odpuścić sobie drugie danie.

Soliankę gotuje się prosto, trzeba tylko uważać, żeby nie przesadzić z solą, bo składniki same w sobie są słone, a zupa na drugi dzień jest bardziej słona niż zaraz po ugotowaniu. I nie należy też rozgotowywać składników, mają one mieć konsystencję "al dente", więc praktycznie wszystko dodaje się pod koniec.

Nabieram ochoty, żeby na serio zagłębić się w temat rosyjskich zup, kto wie, może zostanę ich fanką?


Zdjęcie: notefood.ru

15 komentarzy:

  1. Solianki nie kosztowałam nigdy. Ale brzmi apetycznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że któregoś pochmurego dnia skusisz się na taki eksperyment kulinarny... ;)

      Usuń
  2. Soliankę polecam bardzo, moi teściowie specjalizują się w jej gotowaniu - tej mięsnej. Podstawą są co najmniej trzy rodzaje mięsa i suszona kiełbaska, podają z kwaśną śmietaną, kaparami i oliwkami. Ta zupa wywoływała u mnie sporą ciekawość, ale po spróbowaniu muszę przyznać, że jest genialna..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A można spytać, jakiej narodowości teściowie ;)? Ciekawi mnie, czy może ta zupa już gdzieś w Polsce zagościła w rodzinnej tradycji...

      Usuń
  3. Słona , kwaśna i pikantka:D to brzmi super. Uwielbiam kwaśne zupy...a i lekko przesolić lubie:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta zupa jest naprawdę super, mówi to ktoś, kto zup nie lubi ;) Zastanawiam się tylko, jak i czy robią ją w restauracjach, bo sama jadłam domową.

      Usuń
    2. Nie mam pojęcia ale w maju będę w Moskwie wiec z ochotą przetestuje tą zupkę w kraju pochodzenia:))))
      Może wcześniej zrobie w domu.
      Ja kochm zupy, najbardziej barszcz i wszelkie kapuśniaki oraz ogórkowe:D

      Usuń
  4. Na Podlasiu jest to dość popularna zupa i rzeczywiście bardzo smaczna!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O proszę, a ja musiałam jechać aż do Rosji, żeby się z nią "zapoznać" :-) Choć założę się, że smak mają zupełnie inny.

      Usuń
  5. W sumie to solianka gości u mnie co tydzień tylko w wersji polskiej:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Doskonały sposób na cotygodniowe "czyszczenie lodówki" ;)

      Usuń
  6. Solankę smakowałem w latach siedemdziesiątych, w ówczesnej NRD, gdzie była serwowana w niemal każdej knajpce. Nie pamiętam już jej składu, ale ta niemiecka była całkiem smaczna.
    Wartą grzechu obżarstwa jest też zdecydowanie rybna: ucha :-)
    Pieszko

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W Niemczech w latach 70... a to ciekawe :-) Do uchy powoli się przymierzam, jak narazie nie było okazji (nikt mi nie ugotował) ;)

      Usuń
  7. Jadłem kilka razy soliankę w Rosji (restauracja, bar mleczny, stołówka), ale nigdy nie była słona. Lekko pikantna, dosyć kwaśna, ale nigdy nie była słona. Ale muszę przyznać, że jest rewelacyjna:-)

    OdpowiedzUsuń
  8. Jadłam coś podobnego w Korei na bazie wywaru z ryb. Smakowało i rozgrzewało.

    OdpowiedzUsuń