poniedziałek, 19 stycznia 2015

Głodujący Rosjanie, czyli wciąż w poszukiwaniu śladów embarga...

Kolejna, tym razem długa, wizyta w Moskwie i kolejny post o skutkach embarga, a raczej ich braku.

Sklepy przed Nowym Rokiem, a także zaraz po świętach, zarówno te małe, jak i duże, pękały w szwach, półki uginały się pod ciężarem tortów, słodyczy, serów, ryb, warzyw, owoców... Nie brakowało kompletnie niczego. Ceny, jeśli się podniosły, to wcale nie do jakiś koszmarnych rozmiarów, przede wszystkim nikt nie narzeka, że nie stać ich na zakupy, że z czegoś muszą zrezygnować. Mówię nikt, ale oczywiście mam na myśli moje własne otoczenie, które zakwalifikowałabym do kategorii przeciętna moskiewska rodzina.

Rosyjskie święta muszą być z pompą, nieważne, czy jest kryzys, czy nie. Rosjanie może nie należą do najbardziej oszczędnych, ale zapasy na czarną godzinę mają, i nie chodzi tu o mąkę czy cukier, ale o zdolność do tego, by wyprawić na przykład porządne święta bez brania kredytu. Ja na wszelki wypadek zabrałam jednak ze sobą torbę polskich kiełbas, śledzi i cukierków, które na szczęście dały się upchnąć na stole i dodały międzynarodowego charakteru tym świętom :-)



Do niedawna jednym z moich ulubionych zajęć w rosyjskich sklepach było robienie zdjęć, ale w końcu się doigrałam. Pani w osiedlowym sklepie mięsno-nabiałowym narobiła takiego rabanu, że ochota na fotografowanie przepychu rosyjskich witryn sklepowych w czasach kryzysu poprostu mnie bezpowrotnie opuściła, a ja poczułam się jak przestępca. Zastanawialiśmy się po wyjściu ze sklepu, co z tymi serami było nie tak, że właścicielka tak się wkurzyła... A takie były piękne ;( Jedno jest pewne, do tego sklepu więcej nie pójdziemy, bo w końcu to było tylko zdjęcie, a afera jak przy kradzieży...

Przed tym fatalnym incydentem zdążyłam jednak uchwycić jeszcze co nieco :-D
Uzupełnienie do postu o tym, że Rosjanie kochają jeść ryby i mają w sklepach ogromny wybór produktów rybnych. Zdjęcie ze średniej wielkości supermarketu.

Zdjęcie: własne

I odkrycie z dziedziny nabiał, serek waniliowy w czekoladzie mlecznej. Jest też w ciemnej, czekoladowy, ze zguścionką, owocowy, ale to innych firm. Ten jest najlepszy. Pychaaaa!!!

Zdjęcie: internet

8 komentarzy:

  1. Ja Rosję kojarzę z ziemniaków :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kartoszka w Rosji była, jest i będzie :) Polecam rosyjskiego fast-fooda Kroszka-Kartoszka ;)

      Usuń
  2. Jakoś biedy w Rosji nie widać :)))
    Rybki wyglądają apetycznie, a ten serek to chętnie bym spróbowała.
    Z tymi sankcjami to jest pewnie tak, jak w Polsce w latach 80. Pamiętam: stan wojenny, wszystko na kartki, w sklepach tylko ocet, a w czasie świąt u Polaków - stoły się uginają. Choć cukier i mąka były na kartki, a jajka czasem w proszku (brrr, to było ohydne!).
    PS. u nas też ze zdjęciami w sklepach jest kiepsko, nie pozwalają.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie rosyjskie rybki to najlepiej wychodzą na zdjęciach :))) Próbuję się przemóc, próbować, ale polubić nie mogę. Próbowałam w święta wędzonego na gorąco jesiotra, jednej z najdroższych i najlepszych ryb w Rosji, nawet mi smakował. Co ciekawe, ryba była zamówiona ze sklepu internetowego, ponoć w Moskwie to dość popularne zamawiać takie produkty z dostawą do domu, ze względu na korki na przykład (tak mi tłumaczyli), bo bardziej wyszukane gatunki ryb nie są dostępne w każdym osiedlowym supermarkecie, ale w rybnych delikatesach. Zawiozłam nasze polskie koreczki śledziowe, ale nie powiem, że podbiły serca, chyba dla nich są za mocne, bo oni marynują wszystko delikatniej (co mi z kolei też nie podchodzi, bo przyzwyczaiłam się do mocnych korniszonów, grzybów, śledzi z octu).

      Usuń
  3. Ja też wolę takiego śledzika z octu, ten z oleju jakoś nie może mi przejść przez gardło.... Chyba mam jakiś uraz z dzieciństwa:D
    Ja mieszkam w Dusseldorwie i największa egzotyka tj wariacja nt kuchni polskiej jaka mnie spotkala to tatar.
    Uwielbiam więc gdy zobaczyłam go w karcie , przymknęłam oko na cenę i zamówiłam.
    Okazało się że jest to zaparzone mięso mielone podane z gotowanym jajkiem i sałatką z pomidorów serwowane jako " specjał kuchni słowiańskiej" - jedyne 19 euro... Piwo do tatara gratis:D

    OdpowiedzUsuń
  4. specjał kuchni słowiańskiej hmmm... :D dobry chociaż? Zaparzone mięso, znaczy nie surowe? Jeśli nie surowe, to nawet ja bym zjadła, bo prawdziwego tatara nie tknę. 19 euro!! Ile kilo wołowiny za to by się kupiło :D Ehh te ceny w dużych miastach, chyba do tego nigdy nie przywyknę.

    OdpowiedzUsuń
  5. W Niemczech niestety mięso , dobrej jakości jest drogie i kilogram wołowiny to 20 euro mniej więcej, przystawki kosztują około 10 euro więc z tatarem zaszaleli , no ale potrawa międzynarodowa:D
    To mięso wyglądało tak jak polane gorącą wodą. Było białe , w środku lekko surowe...dziwadło straszne, no i to gotowane jajko :D Niemcy mają fantazje. Pewnie kucharz miał przepis ale stwierdził że jest błąd no bo jak surpwe? I poprawił żeby było po niemiecku:D
    Ja uwielbiam tatara:))) na koniec lutego jadę do polski i wrócę z bolącym brzuchem:D

    OdpowiedzUsuń
  6. Ps. najdroższą kawe w życiu piłam w Moskwie 3 lata temu.... Centrum, pusto , jakiś Pan w vipowskim garniturze niestety nie dało mi do myślenia:D

    OdpowiedzUsuń