środa, 13 stycznia 2016

Moskwa zaspana, śniegiem zasypana...

Halo halo! Jak to mówią - święta, święta i po świętach. Noworoczne prazdniki 2015/2016 to już tylko wspomnienie, od poniedziałku w Rosji zaczął się normalny roboczy rytm - moskwicze ruszyli do pracy.

Oj, po takich długich wakacjach część osób ma poważny problem z przestawieniem się na normalny tryb. Bo i żołądek większy, woła o dokładkę, i spać się chce bardziej, kiedy rano dzwoni budzik, i w ogóle wszechogarniające NIECHCEMISIĘ. A pogoda nie pomaga. Nawaliło upragnionego, gdy go nie było, śniegu, i nadal sypie, 15-stopniowy mróz, wieje wiatr. Słowem - pierwszy roboczy tydzień w Moskwie pod mroźny wiatr z opadami (prosto w twarz).

To mój pierwszy styczeń w Moskwie. Wychodzę do sklepu i już pod klatką tonę w śniegu. Pracowici imigranci ze Wschodu pracują łopatami najszybciej, jak tylko mogą, ale nie nadążają. Idę po naszej chodniko-ulicy, a raczej ślizgam się, i walczę z wiatrem, patrząc jednocześnie i pod nogi, i przed siebie. Droga na śmietnik jest zasypana, z wyjątkiem cienkiego paseczka dróżki wydeptanego przez podobnych do mnie, czyli uczciwie wyrzucających śmieci do kontenera, nawet przy takich warunkach pogodowych. Bo wiecie co? Część z Was pewnie pamięta, że pisałam o irytującym zjawisku zostawiania przez sąsiadów worków ze śmieciami na klatce i pod klatką (Z podmoskowia do Moskwy). Czasem te worki leżą i leżą. Ale zawsze po jakimś czasie znikają. O ile te z klatki schodowej znikają raz w tygodniu (w dniu wizyty sprzątaczy klatki), o tyle te spod klatki znikają do kilku razy dziennie! Tak, okazuje się, że pracowici imigranci, o których też pisałam, wykonują tę robotę za leniwych mieszkańców, którym nie chce się iść na śmietnik, więc zostawiają swoje brudy pod klatką. O imigrantach tu Moskiewscy imigranci.

A może ktoś jest po prostu tak bardzo zapracowany, że czasem mu się zdarza tak zrobić? Bo zaspał do pracy i lecąc na łeb, na szyję, chwycił worek ze śmieciami i rzucił pod klatką, przeklinając w duchu, a może i na głos, swój niecny postępek? Nic bardziej mylnego! Obserwowałam sąsiadów i oto co zauważyłam. Wychodzi sobie z kwartiry młodzieniec w wieku 20-30 lat, w koszulce na ramiączkach i szortach + kapcie/ew. klapki, zbiega po schodach, i tutaj 2 możliwości:
a) rzuca worek ze śmieciorami na dole klatki schodowej i pędem biegnie do domu, bo zmarzł
b) otwiera drzwi od klatki i rzuca worek ze śmieciorami pod klatką schodową i pędem biegnie do domu, bo zmarzł

Leniuchy z mojej klatki pochodzą z różnych grup wiekowych i warstw społecznych, ale łączy ich jedno - wyłażą z domu, zostawiają śmieci i wracają do domu. Czyli nic ich nie goni, robią to tylko dlatego, że skoro ktoś może pójść te 200 metrów do kontenera za nich, to co za durak pójdzie sam?  No, ale sądząc po subtelnie wydeptanej dróżce na śmietnik, ktoś tam czasem chodzi oprócz mnie. I czasem nawet na własne oczy widzę tam ludzi wyrzucających śmieci! Jest nadzieja!

Serwis sprzątający klatkę schodową przychodzi chyba raz w tygodniu, machnie szmatą, pozbiera grubsze śmieci i gotowe. Schody na klatce są po prostu brudne, niedomyte. A po Sylwestrze klatka nasza ogólnie wyglądała na zdemolowaną - wśród serpentyn i łańcuchów choinkowych walały się puste butelki po trunkach i oderwane skrzynki pocztowe. I tak chyba do 6 stycznia. Oj, działo się... W sumie cieszę się, że byliśmy wtedy na daczy :)

Moskwa powoli otrząsa się ze świątecznego lenistwa, choć na razie jeszcze idzie jej opornie. Przypadkowo usłyszałam rozmowę dwóch kobiet, które narzekały, że nie ma komu sprzątać miasta. Nieopodal stała maszyna do odgarniania śniegu, a w niej siedział kierowca. Dokładnie - maszyna stała, a on siedział i rozmawiał z kimś. Fakt, śniegu dużo, ale gdyby mi się tak chciało jak mi się nie chce... A ja myślałam, że to tylko u nas w domu przychodzi z trudem zmotywować się do pracy po tej przerwie... :) No cóż, mamy już połowę tygodnia, najgorsze za nami, teraz może być tylko lepiej.

Zdjęcie: styczniowa Moskwa z pokładu jachtu Radisson Cruise, o którym już niebawem... :)


 

2 komentarze:

  1. Jak ktoś się mnie pyta w Moskwie, kiedy wreszcie na stałe przeniesiemy się z rodziną do Rosji, to zwykle odpowiadam: ,,Kiedy mieszkańcy Moskwy zaczną segregować śmieci". Jest to wizja tak odległa, że czasami myślę, że to się nigdy nie wydarzy… Myślę, że śmieci to ogromny problem w Rosji zwłaszcza te w lasach i różnych zagajnikach, krzakach itd. Przykry widok.

    OdpowiedzUsuń
  2. W Warszawie jest tak samo ze śmieciami :-(

    OdpowiedzUsuń