środa, 4 marca 2015

Pierwsze dni na emigracji

I stało się... wyemigrowałam! Ostatnie półtora miesiąca było trudne, pracowite i nerwowe, formalności związane ze zmianą nazwiska okazały się nieco problematyczne, bo ni z tego, ni z owego odmówiono mi... przełożenia wizy (ważnej jeszcze pół roku!!) do nowego paszportu. A dzwoniłam zawczasu, pytałam... po to, żeby właśnie takiej sytuacji uniknąć. A centrum wizowe głupio tłumaczyło się, że akurat wtedy, kiedy ja złożyłam papiery... zmieniło się prawo! Taaa...
Tak jak z każdej sytuacji jest jakieś wyjście, tak i ja musiałam wyrobić nową wizę, mając świadomość, że jeszcze coś może się wydarzyć i albo będzie wiza, albo nie będzie. I tym razem skorzystałam z usług pośrednika. Poskutkowało i 3 dni przed wylotem dostałam wizę.
Jeśli będę pisać wszystko po kolei, to zrobi się z tego nowela, więc już w zupełnym skrócie: zabrałam kota, część swojego "dobytku" i poleciałam. Na szczęście mogłam liczyć na Męża, który po mnie przyleciał do Polski, było na pewno raźniej i mniej nerwowo, choć przy kontroli bezpieczeństwa był pewien problem (o tym innym razem). Podróż minęła normalnie, LOT nie podaje już darmowej herbatki :( W Moskwie przy kontroli paszportowej jakaś zmiana, bo karty migracyjne wydawali przy samym okienku i zadrukowane, a okres mojego pobytu kończy się w dniu utraty ważności wizy, czyli... za rok. Nie wiem jak to interpretować, w końcu i tak jak najszybciej złożę papiery na RVP (pobyt tymczasowy). Jak tylko obkuję się do egzaminu z języka, podstaw prawa i historii Rosji... ja to mam szczęście, akurat od 1 stycznia tego roku służby migracyjne wymyśliły sobie obowiązkowe certyfikaty do RVP, oczywiście nie za darmo :)

W Rosji wiosna zaczęła się 1 marca, ale wiosennie to nie jest. Wprawdzie ptaki śpiewają, czasem zaświeci słońce, ale jest mróz albo niewiele na plusie, a dziś jak szłam do sklepu, padał śnieg. A w telewizji lecą reklamy w stylu zacznij przygotowywać swoją daczę na sezon.

A mi pierwsze dni na emigracji mijają pod znakiem oswajania przestrzeni: obserwowania okolicy i sąsiadów, sprzątania mieszkania po mojemu, rozpakowywania pakietów na start od rodziny z obu stron (wielkie Wam dzięki za wszystko!), dodawania duszy temu miejscu, które przed nami stało smutne i puste, zakurzone. Myślę, że rozumiecie o co chodzi.

Mam dużo więcej do pisania, ale robota goni :) Oswajanie przestrzeni trwa...

Bo kot to już znalazł swoje ulubione miejsce :)





6 komentarzy:

  1. Bierz przykład z kota...no może nie dosłownie :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Staram się, jak na razie dobrze mi idzie ;)

      Usuń
  2. Powodzenia w nowym domu:)) napisz konieznie jak minął Ci pierwszy tydzień gdy znajdzies wolną chwilkę.
    Ja na jakiś czas z powodów rodzinnych wracam do Polski. Ciężko spakować całe życie i się przenieść... Nie mogę sie ogarnąć z torbami :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki i ja też życzę ci powodzenia, niech wszystko się ułoży jak najlepiej.

      Usuń