poniedziałek, 29 września 2014

Symbole Rosji cz. 5 - Bałałajka

Niewątpliwie bałałajka to jedna z najśmieszniejszych i fikuśnych nazw instrumentów, dla niektórych ciężka do wymówienia. Kojarzy się z Rosją i słusznie, bo jest to element rosyjskiej kultury muzycznej. Należy do rodziny instrumentów gitarowych, ma trójkątny kształt i tradycyjnie posiada 3 struny, aczkolwiek we współczesnych bałałajkach bywa różnie - do 6 strun. Niewiadome jest pochodzenie instrumentu, są różne hipotezy, ale żadna stuprocentowa. W każdym razie pochodzi ona z tamtych stron, czyli ze Wschodu (są teorie o zapożyczeniu z kultury tatarskiej, kazachskiej), powstała w środowisku chłopskim i początkowo tylko w tej warstwie społecznej była używana. I jak to bywa ze wszystkimi wiejskimi wynalazkami, wkrótce i ten zaczął przenikać do innych warstw społecznych i zdobywać popularność, choć był czas, kiedy gra na bałałajce była z niewiadomych powodów tępiona (może właśnie jako symbol wiejskości, głupiej wesołości).

Do rozsławienia bałałajki i uczynienia z niej symbolu rosyjskiej kultury przyczynił się Wasilij Andriejew, szlachcic rosyjski, znawca i miłośnik muzyki, który zakochał się w tym instrumencie, nauczył się na nim grać i zmodyfikował go (a raczej na jego polecenie zrobili to majstrzy), tworząc różne wariacje. Tak też powstały bałałajki dające różne możliwości dźwiękowe. Andriejew wpadł na oryginalny pomysł rozprzestrzenienia i spopularyzowania bałałajki, rozdając instrument żołnierzom wstępującym do armii. Bałałajka stała się więc żołnierską pamiątką, a cel został osiągnięty.

Aktualnie jest odwrotnie niż na początku historii bałałajki. Nie gra się na wsi, ale w wielkim świecie, jest wielu rosyjskich muzyków specjalizujących się w tym instrumencie, grających koncerty i sławiących ten narodowy symbol. W samej Moskwie jest kilka osób zajmujących się profesjonalną produkcją bałałajek, a w całej Rosji kilkadziesiąt szkół muzycznych, w których można podjąć naukę gry na niej.



Źródło zdjęcia: www.rusvelikaia.ru

sobota, 27 września 2014

Ruski ryneczek

Ruskie ryneczki znamy z Polski, każde duże i mniejsze miasteczko miało takie miejsce, gdzie można było kupić wszystko - skarpety, buty, kasety magnetofonowe, później płyty, biżuterię, słodycze, cigariety itd. Szczególnie w miejscowościach blisko granicy z Rosją, rosyjscy handlarze przybywali do nas, aby handlować swoimi towarami. W czasach, kiedy ja dorastałam, zakupy na ruskim ryneczku były powodem do wstydu, kiedy chodząc sobie po nim z mamą, ciocią, babcią, spotykało się kogoś ze szkoły, albo udawało się, że się go nie widzi, albo czym prędzej zawijano się do domu, ku zdziwieniu i totalnemu niezrozumieniu ze strony dorosłych. 

A dlaczego wstydzono się zakupów na ruskim rynku? Powodów jest kilka. Towary w takim miejscu to przeważnie były podróbki i to bardzo jaskrawe, naśladujące loga swoich ideałów, jak np. klasyczne buty Odidas z czterema/dwoma paskami. Albo perfumy po 8-15 zł za 300ml z przekręconą nazwą (Heidi Blum, Noemi Kambel, Celin Dio). Lata 90. to też czasy, kiedy w Polsce znaczenia zaczynają nabierać markowe towary, a ich posiadanie świadczy o statusie społecznym, a co za tym idzie, popularności i poważaniu w grupie. Każdy nastolatek chciał ubierać się markowo, ale oczywiście nie każdego było na to stać, takie ruskie ryneczki stawały się przykrą koniecznością, bo szczególnie w małych miejscowościach było to źródło tanich towarów i dużego ich wyboru, a i jeszcze zawsze coś szło utargować ze sprzedawcą.

Dziś w miejscu, w którym handlowali przeważnie Rosjanie, nadal jest rynek, ale wygląda to zupełnie inaczej niż kiedyś. Przede wszystkim zmienili się handlarze, teraz to mieszkańcy wsi sprzedający "dary wsi" oraz Polacy, którzy albo mają swoje sklepy i raz w tygodniu dorabiają sobie na rynku, albo po prostu sprowadzają towar i jeżdżą tylko po rynkach.

W Rosji oczywiście ruskie ryneczki nadal istnieją. W specjalnie wyznaczonych do tego miejscach targowych, ale nie tylko, bo wiele z nich umieszczonych jest np. przy wyjściach z moskiewskiego metra lub w tunelach podziemnych. Handluje się klasycznymi towarami - głównie bielizną, ubraniami, bibelotami, gadżetami. Nie zawsze jest tanio. Sprzedawcy wmawiają nam, że towar jest oryginalny - Chanelle, Dior - i taką też ma cenę. Takich ryneczków jest tak wiele, że stanowią nieodłączny element moskiewskiego krajobrazu, po jakimś czasie przestaje się na nie zwracać uwagę, tak są naturalne w tym otoczeniu. Czasem jednak coś przyciągnie uwagę i człowiek się zatrzyma, jak to zatrzymało mnie:


Pan Parasolka, zdjęcie: własne

A z innych przykładów handlu ulicznego, to wracając ze spaceru po Patriarszych Prudach, spotkaliśmy pana oferującego przechodniom paralizatory... No tak... Moskwa to nie jest najbezpieczniejsze miasto do życia 
:-)

czwartek, 25 września 2014

Symbole Rosji cz. 4 - Cerkiew (Sobór) Wasyla Błogosławionego

Kolorowa budowla z kopułami w kształcie cebul to najbardziej rozpoznawalny obiekt architektoniczny Rosji i Moskwy, a co za tym idzie, ich symbol. Króluje na wszystkim, co związane z Rosją - strony internetowe, pocztówki, słowniki, książki do nauki rosyjskiego, gadżety - często też jako tło moskiewskich "selfie". Czym jest ta pięknie prezentująca się budowla budząca skojarzenia z orientem?

Jest to Cerkiew Wasyla Błogosławionego, zbudowana z okazji zwycięstwa nad Kazachami na rozkaz Iwana Groźnego w XVI w. Mieści się na placu Czerwonym. Początkowo składała się z ośmiu cerkwi umieszczonych na jednym fundamencie, symbolizujących osiem walk stoczonych z wrogiem, pod koniec XVI wieku dodano dziewiątą. Pierwotnie kopuły nie były kolorowe, ale jedynie pozłacane. Obecny kształt budowla zyskała w latach 70. XVII wieku, pomalowano kopuły, dodano ornamenty i ozdoby.

A kim był Wasyl? Inaczej zwany Bazylim Moskiewskim, urodzony w rodzinie chłopskiej, jako nastolatek porzucił rodzinę i udał się do Moskwy, aby zostać jurodiwym. Jest to jeden z odłamów dążenia do ideału świętego ascety w dawnej Rosji, ale w wersji ekstremalnej. Słowo "jurodiwy" wywodzi się od "poronionego płodu", "osoby przygłupiej, bezrozumnej, nienormalnej, wynaturzonej". Wyznawcy tej postawy chodzili w miejscach ogólnie dostępnych nadzy, poniżali się, wymiotowali, oddawali mocz (i nie tylko), byli obiektem pogardy i wstydu, ale jednocześnie wierzono w ich nadnaturalne moce, np. uzdrawiania i przepowiadania przyszłości. I tak też postępował Wasyl, przychodził w miejsca publiczne nagi i np. przestrzegał spożywających alkohol mężczyzn o negatywnych skutkach tego, co robią. Pochowany w pobliżu murów Kremla. Został uznany za świętego przez Rosyjski Kościół Prawosławny 30 lat po swojej śmierci (ok.1582 r.).

Cerkiew jest obiektem otwartym do zwiedzania. Wewnątrz można podziwiać samą strukturę budowli, kręte korytarze, przejścia, poziomy. Na parterze znajduje się trumna patrona cerkwi, wyżej można oglądać wspaniałe ikony, kolekcję zabytkowych dzwonów, broni z czasów panowania Iwana Groźnego. Od 1928 roku funkcjonuje tam muzeum historii. Przed zwiedzaniem warto zapoznać się z godzinami otwarcia, bo nie zawsze są one stałe.

W 1990 roku Sobór Wasyla Błogosławionego wpisany został na listę UNESCO.

Sweet focia prosto z Moskwy ;-)


wtorek, 23 września 2014

Telewizja w Rosji

Co leci w rosyjskiej telewizji? A wyobraźcie sobie, że prawie to samo co u nas :-) Prawie robi jednak wielką różnicę, i tutaj ta zasada się sprawdza w kilku ważnych kwestiach. 

Wydaje mi się, że rosyjska telewizja rozrywkowa jest bardziej interesująca niż polska, ale może to dlatego, że do polskiej jestem przyzwyczajona, znam programy, a tam i język "nowy", i kanały, i to co na nich.

Przeważają kanały rozrywkowe adresowane do konkretnych odbiorców jaskrawiej niż np. w Polsce. Nie starają się dotrzeć do jak najbardziej ogólnego odbiorcy, ale do kilku kluczowych grup, jak kobiety niepracujące, zajmujące się domem - np. kanał Domasznyj, na którym lecą programy typu gotowanie, metamorfozy, stare i nowe seriale, przy czym część z nich aspiruje do grupy seriali wyższych lotów - np. "Twój astrolog", serial ezoteryczny, w każdym odcinku inna zawiła sytuacja (coś jak nasze "Trudne sprawy") i zachowania bohaterów przewidziane na podstawie cech ich znaków zodiaku. Są też kanały adresowane do starszego pokolenia, na których lecą seriale (też humorystyczne) np. o żołnierzach. Natknęłam się też na kilka różnych seriali policyjnych, część z nich przedstawiająca (nie tylko oparta!) prawdziwe wydarzenia z różnych rejonów Rosji. Są kanały, na których wyświetlane są stare, czarno-białe filmy, nieme. Oprócz tego klasyczne reality show, talk show itd., jak np. "Давай поженимся" (Dawaj pożenimsia), coś jak nasze "Kto poślubi mojego syna". Programy rozrywkowe przeważają ilościowo, ale też sporo uwagi poświęca się kulturze.

Polityce poświęcone są np. streamy (na żywo) ze spotkań prezydenta FR z różnymi środowiskami, np. młodzieżą, gdzie odpowiada on na zadawane pytania. No i kanały informacyjne. I tutaj jest ta wielka różnica, o której wspomniałam na początku. W Rosji można cały dzień oglądać kanał informacyjny i nie zwariować, a nawet się nie wkurzyć, w Polsce byłoby to raczej niemożliwe, bo nawet jeden 15-minutowy dziennik informacyjny bardzo źle wpływa na stan psychiczny. Wiadomości rosyjskie są tak wyselekcjonowane, żeby nie denerwować odbiorców. Nie ma takiego zalewu informacji, które ludzi  tylko ogłupiają i wprowadzają w panikę. Ktoś powie: "bo w Rosji jest cenzura! Polska to wolne media!". Tylko jaki ma to wpływ na człowieka i jego zdrowie psychiczne? Jak dla mnie, jeśli wyjdzie mi to na zdrowie, to może i być cenzura, choć w tym przypadku uważam ją za wymysł. Natomiast o Polsce w rosyjskich mediach mówi się albo neutralnie, albo dobrze, z przewagą tego drugiego. I znowu nie mogę oprzeć się wrażeniu, że Rosjanie nas po prostu lubią.

Bo więcej nas łączy, niż dzieli :-) 

Wskazówka dla uczących się rosyjskiego - oglądanie rosyjskich kanałów to świetny sposób na efektywną i szybką naukę języka używanego na co dzień, oczywiście jako dodatek do tej podręcznikowej :-) Szybciej się zapamiętuje, poznaje się zwroty mowy codziennej i ich naturalną wymowę, a na dodatek jest to przyjemne. Oglądanie telewizji jest więc bardzo pożyteczne!

Ostankino tv tower - wieża telewizyjna Moskwy


Źródło zdjęcia: www.rusadas.com

niedziela, 21 września 2014

Rosyjskie syrniczki

Na prośbę czytelników zamieszczam przepis na oryginalne rosyjskie słodkie syrniczki :-) Przepis prosto od rosyjskiej gospodyni z duuuużym doświadczeniem, od pół wieku królują na rodzinnym stole i podbijają serca wszystkich. Doskonałe na śniadanie, obiad, kolację, deser - uniwersalne. Z dodatkami lub bez.

Zdjęcie: własne

Składniki:

250 g twarogu w kostce (lub swojskiego)
1 jajko
1 łyżka cukru (jeśli ktoś woli słodsze, to można dodać więcej)
2 łyżki mąki
fakultatywnie cukier waniliowy (w oryginale nie ma)
dodatki do podania: konfitura, dżem, owoce, syrop, cukier puder - co kto lubi

Wykonanie:

Wymieszać wszystkie składniki ręką lub łyżką w misce. Kiedy masa będzie połączona, a konsystencja odpowiednia, żeby można było ją kształtować w dłoni (tutaj znaczenie ma konsystencja twarogu i wielkość jajka, jeśli ciasto jest bardzo luźne, można dodać więcej mąki, ale im więcej mąki, tym syrniczki tracą na miękkości), formować kulki, a następnie spłaszczyć (mają być dość grube, nie jak placki) i oprószyć z obu stron mąką, docisnąć, aby połączyła się ona z ciastem.

Rozgrzać olej na patelni, musi być bardzo gorący, a następnie zmniejszyć ogień do mniej niż połowy grzałki i kłaść syrniczki w niewielkich odstępach od siebie. Kiedy będą złoto-brązowe od dołu, przekręcić na drugą stronę. Jeszcze bardziej zmniejszyć ogień i przykryć patelnię pokrywką. Skończyć smażenie, kiedy z drugiej strony syrniczki będą miały odpowiedni kolor. Podawać z ulubionymi dodatkami lub same :-)

Wersja mniej kaloryczna: zamiast wlać olej na patelnię, wysmarować ją tłuszczem i już nie dolewać podczas smażenia.

Wskazówki dotyczące temperatury smażenia są bardzo ważne, bo syrniczki mogą szybko się spalić, jeśli temperatura będzie za wysoka, lub zbyt nasiąknąć tłuszczem, jeśli za niska.

A tu moje, polskie ;-) Równie pyszne mi wyszły!





sobota, 20 września 2014

Weekendowo w Moskwie - WDNH

Z cyklu co robić w Moskwie w weekend, co warto zobaczyć, gdzie spacerować. 

WDNH (Выставка достижений народного хозяйства, Wystawa Osiągnięć Gospodarki Narodowej) funkcjonuje od 1939 roku, początkowo jako Ogólnozwiązkowa Wystawa Rolnicza. Prezentowano tam osiągnięcia republik ZSRR. Po wojnie ponownie otwarta w 1954 roku, rozbudowano ją o nowe obiekty, fontanny, miejsca wypoczynku. WDNH zajmuje ogromny teren, z tego, co udało mi się wyszukać, jest to około 200 hektarów. Na każdym kroku inne atrakcje, występują uliczne zespoły (akurat załapałam się na tańcząco-śpiewających rdzennych Indian i kapelę rockową, której frontman stylizował się i wokalnie, i wizualnie na gwiazdę rosyjskiego rocka Wiktora Coja [1962-1990]), jest pełno straganów, namioty z produktami np. z Azerbejdżanu, Kazachstanu, Armenii, wesołe miasteczko, restauracje, kawiarnie, bary szybkiej obsługi. Dużo ludzi spędza tam aktywnie czas (co akurat daje się zaobserwować we wszystkich parkach w Moskwie), przez co jest trochę niebezpiecznie, bo szczególnie ci jeżdżący na rolkach nie patrzą, gdzie jadą, byle szybciej. Byłam nawet świadkiem kolizji dwóch rowerzystów...

Żeby obejrzeć cały teren WDNH, potrzeba by było z 5 porządnych wizyt, bo teren naprawdę jest ogromny i wydaje się, że na każdym kroku można coś robić. Jest Muzeum Kosmosu, pomniki, rzeźby, są ładne obiekty do fotografowania (typowo socjalistyczne), nawet tamtejszy hotel Kosmos jest godny podziwu i stanowi integralny element otoczenia (wybudowany specjalnie na Igrzyska Olimpijskie w Moskwie w 1980 roku). Wszędzie ławeczki, fontanny, kusi też zapach jedzenia, bo w tych namiotach, gdzie sprzedają produkty regionalne, grillują też szaszłyka, robią pilaw... Nawet najedzony zgłodnieje :-)

Poniższe zdjęcia pokazują tylko kawałek WDNH, zamierzam jednak niedługo przemierzyć całe to terytorium wzdłuż i wszerz :-)
A jak dojechać? Metrem, wysiadka na stacji o nazwie WDNH, zaraz po wyjściu z metra zaczyna się teren do zwiedzania.

Takiego wysokiego pomnika jeszcze nie widziałam!


Hotel Kosmos

I wszystko, co ładne i ciekawe...





Zdjęcia: własne

środa, 17 września 2014

Wrześniowy bilans

Mogę już oficjalnie powiedzieć, że wróciłam. Wakacje się skończyły, czas przestawić się na tryb pracy, obowiązków, troszkę i rutyny, której jednak bardzo staram się unikać na różne sposoby. Toruń powitał mnie zapachem płatków śniadaniowych z fabryki Nestle i było to bardzo miłe powitanie. Toruń - miasto pachnące świeżymi, słodkimi wypiekami. Takie ciche, małe, niezatłoczone, spokojne...

Nie czuję się ani przygnębiona, ani rozradowana wracając z Moskwy do domu. Oba miasta są mi bliskie, oba witam z radością i opuszczam z nostalgią. Każde wita mnie inaczej - Moskwa to taka bogata, tęga, strojna ciocia, tajemnicza i kryjąca różne atrakcje, których się nie planuje, Toruń (jeśli już trzymać się cioć) to ciocia mniej zamożna, ale poczciwa i kochająca, nie tak tajemnicza, raczej prostoduszna i bez niespodzianek, no i u niej w domu pachnie ciastem (tym z fabryki Nestle).

Co zaplanowałam, to prawie w całości zrealizowałam. Nie byłam na Dniu Moskwy, nie widziałam jak go tam świętują, czego żałuję, ale tak się złożyło, że nie mogłam - zdarza się. Resztki tej imprezy oglądałam na drugi dzień, Dzień Moskwy był w sobotę, ale w niedzielę dalej świętowano, było mnóstwo koncertów na każdym kroku, a na witrynach sklepowych nadal wisiały plakaty "urodzinowe" solenizantki. Spróbowałam rosyjskich jabłek i zrobiłam z nich 2 zacne ciasta, upiekłam najlepszy biszkopt w moim życiu, sporządziłam gar bigosu z ruskiej kwaszonej kapusty i ruskich prawdziwków z prawdziwie ruskiego lasu, zbieranych przez Rosjan, pogadałam sobie po rosyjsku, skontrolowałam sklepy i stwierdziłam brak skutków embargo, rozszerzyłam swoją znajomość Moskwy o nowe tereny, popróbowałam jeszcze więcej rosyjskiej kuchni i słodyczy i chyba nawet udało mi się nie przytyć :-)

Wracam do polskiej rzeczywistości z bagażem rosyjskich doświadczeń i oczywiście nie mogę się już doczekać następnego razu!

A na pokuszenie syrniki... proste a niebo w gębie :-)



Zdjęcie: własne

Z Moskwy do Polski przez Kaliningrad

Różne były moje i nasze wspólne drogi z Moskwy do Polski. Pierwsze szlaki przecieraliśmy przez Gdańsk, czyli Moskwa-Warszawa-Gdańsk (samolot...