Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ciekawostki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ciekawostki. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 24 kwietnia 2016

Made in Russia


Długo przymierzałam się do napisania tego posta, bo temat jest dość trudny i wymagał trochę czasu na zebranie spostrzeżeń, opinii, przemyśleń. Kwestia, która od dawna mnie interesuje, to: jak Rosjanie odnoszą się do rodzimych produktów, czyli towarów "made in Russia".


My, Polacy, kojarzymy rosyjskie towary głównie z tanimi podróbkami z ruskich ryneczków: ciuszkami z cekinami, mocnymi perfumami, krzykliwymi kolorami lakierów do paznokci i resztą produkcji mającej na celu za niewielki pieniążek upiększyć damy z małych miasteczek. No i oczywiście "ruskie towary" to przede wszystkim dobra przemytnicze: paliwo, papierosy, wódka, ewentualnie jakieś chałwy czy cukierasy.

Życie w Rosji, wbrew pozorom, nie oznacza przyjęcia na siebie całego asortymentu rosyjskich dóbr, którymi Rosjanie handlowali i handlują nadal w Polsce. Ruskie ryneczki są i w Moskwie oczywiście, ale mają raczej specyficzną klientelę, a za 10, 20 lat pewnie zupełnie zanikną, wyparte przez nowocześniejsze systemy handlowe - tak jak to się stało u nas. Słowem, pokolenie 20-, 30-, 40-latków już nie kupuje na rynku, no może ewentualnie produkty spożywcze, warzywa, owoce, ale ciuchy czy kosmetyki - broń Boże! Uchodzi to za tak zwaną siarę... A tak w ogóle to ciuchy na tych ryneczkach są za drogie jak na ciuchy z rynku, więc już zupełnie nie ma sensu ich kupować.

Już na początku obcowania z Rosją, Rosjanami odczuwa się wrażenie, że produkty zagraniczne cieszą się tutaj większą popularnością. Można nawet posunąć się dalej i stwierdzić, że Rosjanie są zakochani i uzależnieni od  towarów importowanych, nie mogą bez nich żyć. No chyba że byliby zmuszeni (czytaj: gdyby wprowadzono embargo na wszystko z zagranicy), wtedy pewnie zdołaliby się przystosować i korzystać wyłącznie z rodzimej produkcji, ale jeśli tylko jest taka możliwość - Rosjanin chętniej sięgnie po produkt zagraniczny.

Żeby nie brzmiało ogólnikowo, najlepiej sięgnąć po przykłady, których jest mnóstwo. Pierwszym i najbardziej oczywistym są meble z IKEI, które sławią się w Rosji: przystępną ceną, dobrą jakością, łatwością montażu, ładnym designem. I to właśnie tam ciągną tłumy, a nie do rosyjskich sklepów meblarskich, których też jest dużo, i które próbują przyciągnąć do siebie klientów za pomocą różnych typów reklam - w TV czy na zewnątrz. Rosjanie lubią IKEĘ za jeszcze jedno - za to że można w niej niedrogo i dobrze pojeść...

Także wszelkie materiały dla remontu mają podobnie. Wielokrotnie spotkałam się z opinią, że Rosjanie nie dowierzają rodzimej produkcji, logo niemieckiej czy szwedzkiej firmy stanowi natomiast gwarancję jakości, można brać na ślepo. Okna, drzwi, panele - wszystko zagraniczne, bo jak nie, to się rozsypie. Od razu na myśl przychodzą mi też środki czystości i widniejące na nich etykiety: "niemiecka jakość" (немецкое качество), które oczywiście zwiększają sprzedaż.

A jeśli elektronika, to też byle nie rosyjska! Lepsza niemiecka, włoska, jakakolwiek... no oprócz chińskiej oczywiście.

Kosmetyki. Tutaj rzecz wygląda następująco: oczywiście zagraniczne marki są bardziej pożądane, np. jedna z największych sieci drogerii L'Ethual oferuje rozmaite kosmetyki włoskie, francuskie za ogromne pieniądze, a rosyjskiej Natury Siberica nie mają w sprzedaży... A szkoda, bo właśnie tę markę Rosjanki lubią i kupują. Dodam, że Natura Siberica to naprawdę udana marka kosmetyków naturalnych, tutaj Rosja nie ma się czego wstydzić. Tak jak i drugiej marki z tej kategorii - tzw. Babuszki Agafii.

Żiguli - dobre rosyjskie piwo
Rosyjskie alkohole... Oprócz wódki, nie cieszą się wśród Rosjan dużym powodzeniem. Znacznie chętniej wybierają oni włoskie czy francuskie wina i szampany, piwa niemieckie, duńskie... Jaki by to nie był alkohol, większość przestudiuje dokładnie etykietę, oby tylko nie kupić tego "made in Russia" (może z wyjątkiem cydru - rosyjski cydr jest bardzo dobry!). Wyjątek stanowią oczywiście osoby, którym jest zupełnie obojętne, gdzie made, ważne, żeby starczyło kasy, i hyc do parku na ławeczkę. I mimo osławionego, np. w Polsce, rosyjskiego koniaku eleganccy i modni Rosjanie wybiorą koniak... francuski.

Pyszna rosyjska pastila
Jeśli chodzi o produkcję spożywczą, jest podobnie. Rosjanie mają dobre słodycze, ale i tak chętnie, i chyba częściej, sięgają po importowane. Bombonierka czy czekolada "z Francji", Belgii, Niemiec cieszy bardziej niż rosyjski Korkunov... Na rosyjski nabiał nie słyszałam skarg, ale za to słyszę mnóstwo pochwalnych słów pod adresem białoruskiego mleka, twarogu, śmietany, litewskich serów.



A dla ciekawostki - zanim pojawiła się w Rosji IKEA, popularne były tu meble i akcesoria z Polski. W mieszkaniu mojej teściowej są polski stół i żyrandol... W Rosji mówi się jeszcze o polskich ubraniach (sama widziałam kilka sklepów z szyldem polska odzież) i polskich kosmetykach, to te najbardziej znane kategorie, ale w sklepach jest tak naprawdę o wiele więcej produktów z Polski.

Tak zwany powiew Zachodu w sensie dosłownym jest bardzo wyczuwalny w Moskwie, ale nie powiem, że na każdym kroku. Tak, jest sporo McDonald'sów, KFC, Burger Kingów, Subwayów, ale i drugie tyle Kroszek Kartoszek, Teremoków, Szokoladnic, Czeburecznych, Chimkalnych etc. I te, i tamte są zawsze pełne ludzi. Lokalne restauracje i fast foody na szczęście przewyższają ilościowo te zachodnie, i mam wielką nadzieję, że akurat to nigdy się nie zmieni, no bo co za fenomen w tych nudnych McDonald'sach?

Skąd wynika ta niechęć Rosjan do towarów "made in Russia"? Prawdopodobnie ze złych doświadczeń z nimi. Wolą dopłacić, zamiast tracić pieniądze, co zresztą jest zrozumiałe. Szczególnie jeśli chodzi o większe inwestycje, takie jak remont mieszkania czy kupno droższych urządzeń. Jeśli porównać pod tym względem Rosję i Polskę, to różnią się ogromnie. Biorąc za przykład choćby tę branżę remontową - polskie okna, santechnika, panele, listwy etc. - ludzie w Polsce chętnie ją kupują, mówi się, że ich jakość jest wysoka (polskie panele podłogowe spotkałam też w przypadkowym mieszkaniu pod Moskwą...), a "made in Poland" na etykiecie budzi raczej pozytywne emocje, nawet dumę...

Wszystkie zdjęcia własne.

poniedziałek, 14 marca 2016

Wyniki testu platformy do nauki języka rosyjskiego Multikurs.pl

Każdego, kto decyduje się na wyjazd za granicę w celu tymczasowego/stałego osiedlenia się, czeka nauka języka, którego w danym kraju się używa. Człowiek staje przed wyborem: kurs w szkole językowej, prywatne korepetycje, kurs online, samokształcenie czy liczenie na to, że "samo się nauczy", przebywając w danym kraju i obcując z językiem w telewizji, radiu, prasie, internecie, w kontaktach towarzyskich czy rodzinnych. Ja przebrnęłam myślami przez wszystkie wyżej wymienione formy nauki rosyjskiego, na samym początku ochoczo szukałam szkół językowych, ale zraziłam się cenami, potem szukałam prywatnie, ale rozmyśliłam się, bo przecież native speakera mam w domu, korepetycje przez Skype'a w ogóle mnie nie interesowały. Rozpoczynałam kilka kursów online, ale wcześniej czy później pojawiała się ta granica, gdzie bez abonamentu dalej nie przejdziesz, a sam kurs nie był aż tak ciekawy, żebym chciała za niego zapłacić. W końcu, po kilku miesiącach wewnętrznego dylematu, po rozmowach z rodziną, doszłam do wniosku, że przez i bez kursów moja nauka języka poszła do przodu, czyli "samo się nauczyło" z otoczenia, więc już nie ma sensu czegoś szukać. Chłonęłam więc wiedzę samodzielnie, aż do momentu, kiedy pojawiła się propozycja od pewnej platformy do nauczania języków online.
 
Od jakiegoś czasu testuję kurs online języka rosyjskiego na platformie Multikurs.pl. A właściwie to dwa kursy w jednym, bo pakiet składa się z następujących kursów:
  • Rosyjski MultiSłówka
  • Rosyjski Intensywny kurs dla początkujących
Pierwszy z nich - słówka - to 6273 słowa na różnym poziomie, od podstawowego po zaawansowany, posegregowane paczkami według dziedzin: np. jedzenie, godzina, miesiące, biznes etc. Słówek można uczyć się na kilka sposobów, z czego najlepszym jest dyktando. Najpierw oglądamy sobie słówka z wybranej paczki, a potem dostajemy wyraz po polsku. Naszym zadaniem jest napisanie go po rosyjsku (dla tych, którzy nie mają rosyjskiej klawiatury, funkcjonuje klawiatura na ekranie, wybieramy poszczególne bukwy cyrilicą poprzez kliknięcie). Świetny sposób na zapamiętanie i wyczucie, gdzie powinno się wstawiać np. kłopotliwy miękki znak. Ten element kursu jest bardzo przydatny do uzupełnienia zasobu słówek i nauczenia się poprawnego zapisywania, co jest niezmiernie ważne - każdy chce pisać poprawnie, a wielu odbiorców (np. pracodawcy) postrzega taką poprawność za oznakę inteligencji, "porządności". Do słówek dołączone są obrazki, żeby lepiej zapamiętać. :) I nie tylko pisownia, ale też wymowa, bo każde słowo opatrzone jest nagraniem audio (lektor bardzo dobrze wymawia/akcentuje). Mamy tu też system powtórek, kiedy logujemy się do kursu, możemy zrobić sobie powtórkę tych słówek, których się uczyliśmy, kolejność losowa, już nie według dziedzin - doskonałe utrwalenie przetworzonego materiału. Żeby było ciekawiej, są też ćwiczenia dodatkowe: rozpoznawanie ze słuchu i wybór tekstu.


Drugi z wymienionych kursów to już normalne lekcje rosyjskiego z ciekawymi ćwiczeniami, dzięki którym przerabiany materiał bardzo łatwo się przyswaja. Lekcji jest 15, po 6 i 12 przechodzimy test sprawdzający opanowany materiał, po ostatniej mamy sprawdzian z całości. Efektem końcowym jest certyfikat, który na pewno może się przydać (stwierdza stopień opanowania języka), ale nie należy oczywiście liczyć na jakąś jego wielką moc sprawczą - ktoś (pracodawca) może takiego rodzaju dokumentu nie zaakceptować. Bądź co bądź lepsze to niż nic, jeśli w pracy wymagają znajomości rosyjskiego (lub wskazują go to jako zaletę), to lepszy kandydat z jakimkolwiek certyfikatem niż z żadnym. A wskazany w CV/certyfikacie poziom języka można łatwo sprawdzić :-)

Obie części kursu są tak skonstruowane, żeby motywować do nauki. Do tego przyjemny interfejs, lektorzy, punkty, konkursy z nagrodami dla najlepszych. Niedawno ruszyła też aplikacja na smartfony i tablety, więc można uczyć się języka w drodze.

Kogo zadowoli kurs rosyjskiego na platformie Multikurs.pl?

- Tych, którzy chcą nauczyć się języka od podstaw za nieduże pieniądze, spędzając na nauce tyle czasu, ile mogą
- Tych, którzy chcą wzbogacić słownictwo w określonej dziedzinie (np. biznes)
- Tych, którzy uczą się języka "z otoczenia", a którym niektóre podstawy, słówka umknęły
- Tych, którzy chcą nauczyć się poprawnie pisać i akcentować


Jak dla mnie kurs bardzo do rzeczy, wzbogacił moje słownictwo i, co mnie najbardziej zdziwiło, pomógł mi ostatecznie pozbyć się bariery językowej. Rodzina praktycznie od razu zaczęła zauważać, że mówię więcej i pewniej.

czwartek, 10 marca 2016

Dzień Kobiet w Rosji cz. 2

Jesteście ciekawi, jak Rosjanie świętują Dzień Kobiet? Opowiem Wam, jak wczoraj wyglądała Moskwa...

Widok bajkowy, pomimo mrocznej pogody, braku słońca, brudnych roztopów na chodnikach, ogromnych kałuż miasto 8 marca było inne niż zwykle. Gdzie nie spojrzysz, tam kawalerowie, panie i dzieci z kwiatami, tortami, prezentami. Każdy dokądś śpieszy, ale inaczej niż zwykle, w końcu to dzień wolny od pracy, więc na twarzach widać uśmiechy, zadumę, oczekiwanie - idą w odwiedziny, na spotkanie, przed nimi piękny dzień. Bukiety róż, tulipanów, kosze kwiatów, żółte mimozy, kolorowe pakunki, mnóstwo ludzi na ulicy, kobiety wystrojone, mężczyźni też jacyś tacy bardziej odświętni, nieznajomi w metrze składają sobie życzenia "z ósmym marca, z prazdnikiem". Tego dnia Moskwa ma w sobie szczególny czar i piękno, nie jako miasto, ale jako ludzie, którzy w niej żyją, pracują, kochają. 8 marca powinno się pamiętać o każdym, żadna kobieta nie może być pominięta, teściowa, babcia, synowa, koleżanka, ciocia - życzenia i podarki należą się im wszystkim bez wyjątku, a obdarowują nie tylko mężczyźni, ale i kobiety siebie nawzajem.

Restauracje, parki, kina, teatry, sale wystawowe tego dnia są pełne. Gdzieniegdzie darmowe wejściówki dla pań, a nawet skromne prezenty. Każdy świętuje jak chce - jedni w domu, inni na mieście. W Rosji nie ma drugiego takiego święta. To dzień chwały kobiecości.

Obchody Dnia Kobiet w Rosji wiążą się bez wątpienia z tradycyjnie pojmowaną w tym kraju żeńskością, rolą kobiety w życiu mężczyzny, rodziny, kraju, kobietą żoną, matką, początkiem wszystkiego. Przeciwnicy święta kobiet mówią, że to komunistyczna spuścizna, przereklamowany twór, a ja uważam, że warto mieć ten jeden wyjątkowy dzień w roku, który przypomina mężczyznom, jak wiele nam zawdzięczają i jak dobrze jest mieć kogoś, komu 8 marca za to podziękują.

I to nie 14 lutego, a właśnie 8 marca wszyscy, którzy mają żony czy partnerki, są szczęściarzami. Można obdarować kwiatami i prezentami żeńską część swojej rodziny, ale sedno to właśnie ta kobieta, która jest najbliżej.

Rok temu obchodziłam swój pierwszy Dzień Kobiet w Rosji, tuż po przeprowadzce, w łóżku, z pierwszym ciężkim przeziębieniem. Ubiegłoroczny post z okazji 8 marca opierał się na obserwacjach mediów, rodziny, no i Męża. W tym roku mogłam wyjść i zobaczyć, jak to wszystko wygląda w szerszym obiektywie. Ba, poszliśmy nawet na wystawę van Gogha, ale po dotarciu na miejsce zdecydowaliśmy się na spacer, bo takiej kolejki jak tam to ja w życiu nie widziałam (wejście dla pań darmowe, ostatni dzień wystawy - można było się domyślić).

Niech mówią, że komunistyczne święto, niech linczują i nie obchodzą, co jak co, ale w Rosji Dniu Kobiet nic nie grozi. Rosjanie kochają 8 marca i... potrzebują go. A kobietom, rzecz jasna, to tylko na rękę ;-) Bo która nie lubi kwiatów, prezentów i komplementów?

A teraz odrobinę statystyk.

W tym roku w Moskwie zadecydowano o niepodwyższaniu cen kwiatów 8 marca.

Mieszkańcy Moskwy mieli do dyspozycji ponad 600 oficjalnych punktów sprzedaży kwiatów. Plus drugie tyle nielegalnych...

Oficjalne statystyki podają, że na Dzień Kobiet w Moskwie sprzedano ponad 50 mln kwiatów. Jeśli dodać sprzedaż nielegalną, wyniki będą bliskie 100 mln.

Głównymi krajami importu były:
- Holandia (45%)
- Ekwador (36%)
- Kolumbia (13%)

Rosyjskie kwiaty pochodziły głównie z hodowli w: Krasnodarze, Podmoskowiu, Kałudze, Petersburgu.
Dane za: mosday.ru

Kartka: Internet
Zdjęcie: własne

środa, 30 grudnia 2015

Must have na rosyjskim stole noworocznym

Nowy Rok. Bez wątpienia najhuczniejsza, najkosztowniejsza i najbardziej wyczekiwana impreza w roku. W większości przypadków w Rosji noc sylwestrową obchodzi się w gronie rodziny, a nie, jak to w szerokim świecie stało się bardzo modne, na imprezach. Oczywiście i w Moskwie nie brakuje miejsc, które już w październiku zapraszają do rezerwacji na bankietach, imprezach tematycznych w różnych stylach, za nieziemskie ceny, i założę się, że chętnych jest mnóstwo, ale według mnie to taki powiew Zachodu. Tradycyjne spędzanie Sylwestra (który w Rosji nazwy nie ma) to właśnie gościna w gronie rodziny - w mieście lub za miastem, na daczy.

Co tworzy tytułowy rosyjski stół noworoczny? Przede wszystkim ogromna ilość stojących na nim potraw i napitków. Są rzeczy, bez których nie można się obejść w ten wieczór, tak jak nie wyobrażamy sobie Wigilii w Polsce bez barszczu, uszek, pierogów, makowca.



1. Ikra

Zamożniejsi Rosjanie na noworoczny stół stawiają czarną ikrę. Reszta w pełni obejdzie się czerwoną, która stanowi nie tylko delikates, ale i piękną dekorację, jeśli wyłożyć ją w kryształ albo szkło.

2. Inne produkty pochodzenia rybnego

Na przykład popularna w Rosji wątróbka dorsza, rybny hołodziec, czyli "zaliwnoje", czerwona wędzona ryba w kawałkach, zakąski z rybą - np. rollsy z lawasza z bryndzą i wędzoną rybą, śledzik.

3. Sałatki

Przynajmniej trzy rodzaje, królują śledź pod pierzynką i oliwie, ale również tzw. mimoza - Rosjanie kochają sałatki warstwowe. Jako lżejszą sałatkę (już z nie tak wielką ilością majonezu) podaje się cezara.

4. Nariezki

Czyli nakrojone na talerz kiełbasy i wędliny, kawałki wędzonego kurczaka, carpaccio.

5. Mandarynki

Nieodłącznie wiążą się z okresem zimowym, to wtedy są najsmaczniejsze, najsłodsze, nie ma noworocznego stołu bez mandarynek!

6. Tort

Torty w Rosji - nie tylko na urodziny, ale praktycznie z każdej okazji, więc i w tę noworoczną noc nie może się bez niego obyć. Ciekawostka - Rosjanie nazywają tortem wszelkie ciasta z kremem czy nadzieniem, nie musi to być charakterystyczny wypiek w porządku: biszkopt-przełożenie-biszkopt-przełożenie. Popularnym tortem na Nowy Rok jest napoleon (kilkanaście płatów ciasta francuskiego przelożonych gotowanym, waniliowym kremem na żółtkach), którego w Rosji kochają!

7. Szampan

Otwierany równo o północy, do wznoszenia toastu "S novym godem!". Bez szampana ani rusz!


Wydaje się, że czegoś brakuje? Wódki? :) Wódka oczywiście jest, przewija się na noworocznym stole w każdym rosyjskim filmie, w wielu rosyjskich mieszkaniach i na wielu daczach tego wieczoru, ale nie uchodzi za "must have". Szampan - to tak, ale wódka to już dopełnienie. A u nas w ogóle nie występuje...

Zdjęcie nienajlepsze, ale chodzi o jeszcze jeden element, bez którego wielu Rosjan nie wyobraża sobie świętowania - sylwestrowy Putin w TV :)) Jako tło toastów, stukania się kieliszkami z szampanem i składanych sobie życzeń.


I jeszcze rosyjska krasawica z Dziadkiem Mrozem (zabytkowym!) i Śnieguroczką


Zdjęcia: Siergiej Kuskov

środa, 23 grudnia 2015

Liebster Blog Award dla Bloga polsko-ruskiego :)

Dla tych, którzy nie wiedzą, objaśniam:

Liebster Blog Award to wyróżnienie przyznawane blogerom przez innych blogerów, którzy z jakiegoś powodu lubią dany blog i chcą to zaznaczyć przez przyznanie właśnie takiej nagrody w formie zestawu pytań do blogera. Zabawa ta pozwala bliżej poznać właściciela nadawanych treści, czyli w tym wypadku mnie. :) Jednocześnie akcja działa jak piłeczka, akceptujemy wyzwanie i nominujemy swoich kandydatów, odbijając do nich piłeczkę, czyli wymyślony przez siebie zestaw dziesięciu pytań. I tak dalej.

Dziękuję serdecznie Asi nadającej do nas z Limonki do Rosołu, jednego z pierwszych blogów na mojej liście czytelniczej, która wyróżniła mojego bloga Liebsterem. :) Asia, mama czwórki, nadaje z USA bardzo ciekawe rzeczy na temat życia w Stanach, z nutką meksykańską, a przy okazji można poznać jej sposoby na to, "jak wychować i nie zwariować" w USA. Bardzo fajny blog i fajna Asia :))

Jako prezent świąteczny, w przeddzień Wigilii, podejmuję wyzwanie i odpowiadam na pytania poniżej :)

1. Co jest na twoim stoliku nocnym?

Telefon podłączony do ładowarki (telefon Męża), butelka wody, czasem książka lub czytnik, jakaś spinka do włosów. Resztę trzymam w szufladzie, a przynajmniej staram się, bo nie lubię bałaganu na zewnątrz ;)
 
2. Zakładając, że dożyjesz, jak chciałabyś widzieć siebie w wieku 85 lat?

Pełną przeżytych doświadczeń (w tym podróży w różne zakątki świata) i chętną na jeszcze, z ciągle tak samo kochającym i troskliwym Mężem u boku, z samodzielnymi już dziećmi i wnukami. Mam nadzieję, że zanim się zestarzeję, to wymyślą już serum na wieczną młodość, a przynajmniej nieśmiertelność ;) W skrócie - w wieku 85 lat chciałabym być wciąż młoda, piękna, zakochana, pełna życia, mądrzejsza o te parędziesiąt lat, najlepiej bogata, szczęśliwa. I być wzorem dla wnuków :))

3. Jaką kawę pijesz?

Przeważnie naturalną, zaparzaną, czasami rozpuszczalną, ale jak już, to tę z kremową pianką. Ulubione kawy - Jardin, Paulig, Lavazza, Dalmayr, Nescafe Sensazione Creme.

4. Jedna rzecz, którą zawsze odkładasz na potem.

Czytanie książek. :(

5. Zawsze się uśmiecham, kiedy…

Dostaję komplement.
 
6. Chciałabym, żeby dziesięć lat temu ktoś powiedział mi, że…

Rosyjski mi się przyda.

7. Prezent, który naprawdę chciałabyś otrzymać.

Już go otrzymałam :)
 
8. Gdybyś miała urodzić się jako zwierzę, byłabyś…

Kotem!!
 
9. Co zrobiłabyś, gdybyś miała czapkę-niewidkę?

Albo coś bardzo pożytecznego dla siebie (w stylu - wyrobiłabym sobie sama rosyjski paszport, żeby uniknąć całego biurokratycznego piekła), albo po prostu używałabym jej w celach rozrywkowych, czyli stałabym się chochlikiem, który wycina niewinne żarty.
 
10. Jedno miejsce na świecie, które bardzo chciałabyś odwiedzić.

Jest wiele takich miejsc, ale w najbliższych planach chcę bliżej poznać Rosję - Petersburg, Soczi, Syberia, Bajkał.
 
11. Lody czekoladowe, waniliowe czy owocowe?

Waniliowe!


Ze swojej strony do Liebster Blog Award nominuję blogi:

Grecka Oliwka
Hominem Quaero
ParisMoskwa
Ronjapl
Dailylifepleasures

Oto pytania dla Was:

1. Męski zarost - tak czy nie?
2. Dostajesz jeden wolny dzień, z którym możesz zrobić, co tylko chcesz, dzień wolny od obowiązków i trosk. Jak go spędzisz?
3. Na pewno jest książka, którą czytałaś przynajmniej 2 razy. Jaka to książka?
4. Czy jest jakiś film, który mogłabyś oglądać w nieskończoność? Jeśli tak, to co Cię w nim tak kręci?
5. Najlepszy sposób na relaks po ciężkim dniu to...
6. Czy masz jakieś zwyczaje ewidentnie przejęte od rodziców? Jeśli tak, to jakie?
7. Jakim daniem zareklamowałabyś naszą ojczyznę? :)
8. Jedno słowo lub fraza, które według Ciebie najlepiej określa kraj, w którym żyjesz.
9. Wygrałaś milion dolarów na loterii, co zrobisz z pieniędzmi?
10. Gdybyś mogła, to co byś zmieniła w aktualnej polityce (krajowej lub międzynarodowej)?
11. Jak to się stało, że zostałaś blogerką?

Miłej zabawy ;-)

A wszystkim Czytelnikom życzę Wesołych Świąt!! Wszystkiego dobrego, moi mili ;)

wtorek, 15 grudnia 2015

10 najciekawszych rosyjskich prezentów na Nowy Rok

Za oknem śladowe ilości śniegu, który co napada, to się topi, i tak od października, a tymczasem nieuchronne coraz bliżej - Boże Narodzenie i Nowy Rok. Wybraliście już prezenty dla najbliższych? My w dużej mierze zdaliśmy się na zakupy internetowe, żeby oszczędzić czas i siły (i nerwy) na podwójne świętowanie - polskie i rosyjskie. Podczas poszukiwań w rosyjskim internecie natknęłam się na parę dziwnych pomysłów na podarki i tak zrodził się ten post. Oto moja własna lista najdziwniejszych, najgłupszych, najbardziej interesujących lub po prostu godnych uwagi ROSYJSKICH PREZENTÓW NOWOROCZNYCH.

1. Zestaw żołnierza Armii Rosji - dzienna porcja żywieniowa

Czyli autentyczny prowiant każdego żołnierza rosyjskiej armii, wartość odżywcza ok. 6 tys. kcal. W Rosji wielu mężczyzn w praktycznie każdym wieku ma bzika na punkcie wojska, a takie paczuszki świetnie się sprzedają. Kupują zarówno ci, którzy od wojska się wymigali, co nie przeszkadza im być fanem samej idei militarii, jak i ci, którzy wojsko przeszli, a Rosjanie z natury są bardzo sentymentalni, więc na taki prezent niejednemu łezka się w oku zakręci. Dodatkowo zestaw jest tani, choć oferty sklepów i osób prywatnych wachają się od 400 do 2 tys. rubli!



Zdjęcia: avito.ru


2. Minigolf do użytku w toalecie

No cóż tu dużo mówić...



Zdjęcie: magicmag.net

3. Wygodny zestaw "Ukryte zagrożenie"

"Każdy mężczyzna zawsze powinien mieć przy sobie nóż..." - informuje opis. Dzięki oferowanemu zestawowi ci mężczyźni, którzy z różnych powodów nie nosili ze sobą zwykłego noża, teraz mogą mieć bezpieczeństwo i wygodę w jednym...



Zdjęcie: magicmag.net

4. Naścienna mapa podróżnika (do zdrapywania)

To akurat jest super dla tych, co dużo jeżdżą po świecie. Wieszacie taką mapę na ścianie i zdrapujecie tylko te miejsca, które już odwiedziliście, przy okazji można snuć plany na kolejne podboje "nieodkrytych" terenów. Z tym gadżetem każdy może poczuć się odkrywcą :))) Dodam, że to hit sprzedaży.



Zdjęcie: magicmag.net

5. Koc z rękawami na "srogie rosyjskie zimy"

:)))

a do kompletu:

poduszka-grzałka dla nóg



Zdjęcia: bonprix.ru / magicmag.ru

6. Urządzenie dla kontroli podjadania w formie hamburgera...

"Zabawne i bardzo pożyteczne", jak głosi opis, urządzenie, a w zasadzie wkurzający bibelot za 700 rubli, który przyklejony na lodówkę, ma wyczuwać ruch, czyli nadchodzącego głodnego człowieka, który przyszedł podjadać o późnej porze torty i ciastka. Hamburger przygaduje nieszczęśnikowi, powstrzymując borykającego się z nadwagą przed sięgnięciem po przysmaki, a robi to tak głośno, że, cytuję, "na pomoc przybiega rodzina, łapiąc podjadacza na gorącym uczynku", i wspólnymi siłami odciągają go od lodówki. Czytając opis tego gadżeta, widzę w wyobraźni całą tą niezręczną sytuację, jedyne, co mi się nasuwa na myśl, to że fajnie wymyślili, jak sprzedać tak beznadziejne barachło :)) Wniosek - zastosowanie praktyczne bliskie zeru, ale ubaw po pachy. A sama idea bardziej kojarzy mi się z Ameryką niż z Rosją, która do amerykańskich wynalazków ma ewidentną słabość.


Zdjęcie: ideipodarkov.net


7. Choinka w puszce do własnego wyhodowania

Wprawdzie sprzedawcy sugerują zakup takiego podarka na 8 marca, ale można i prezentować na Nowy Rok, wtedy może dotrwa do kolejnych świąt. :) O co chodzi? Podlewając regularnie zawartość puszki, wyhodujemy sobie własną choinkę. Producent zapewnia, że wyrośnięte już drzewko jest piękne, a ile satysfakcji!



Zdjęcie: ideipodarkov.net

8. Pijana ruletka

Opis rozwala na łopatki. "Dość nudnych toastów, zamiast nich przygotujcie więcej zakąsek, zatroszczcie się o wystarczającą ilość alkoholu, najlepiej różnych gatunków, dla bardziej urozmaiconej gry, wasi goście jeszcze długo będą wspominać tę imprezę! Kieliszki specjalnie są niewielkiego rozmiaru, żeby goście jak najdłużej nie wypadli z gry!" No cóż, z takiego prezentu niejeden się ucieszy :)) Okazuje się, że podobnych do tej gier jest ogrom, widać, że mają wzięcie!


Zdjęcie: ideipodarkov.net

9. Medale, ordery, odznaczenia...

Ach, ten poradziecki sentyment do odznak... Wiele starszych osób trzyma w domu, w honorowym pudełeczku skarbów, wszystkie odznaki, jakich nazbierali w przeszłości. Rosyjskiego dziadka czy babcię na prawdę można by poradować takim podarkiem z własną dedykacją, może wydaje się to tandetą, ale Rosjanie (zwłaszcza starsze pokolenie) to lubią! Jeśli z dumą pokazują medal przodownika pracy, to co dopiero medal najlepszego dziadka na świecie albo babci, która piecze najlepsze bliny?


Zdjęcie: ideipodarkov.net

10. Zestaw dzienna racja żywieniowa dla kosmonauty

Tak wyszło, że listę podarków otwierał zestaw dla żołnierza Armii Rosji, a zamyka ją podobny zestaw dla kosmonauty. Bo Rosjanie na punkcie kosmosu też mają bzika :)



Zdjęcia: astrozona.ru

Przekopując Runet w poszukiwaniu prezentów, znajdzie się jeszcze dużo więcej zaskakująco udanych, głupich albo odważnych pomysłów. My, jak co roku, stawiamy przede wszystkim na praktyczność :-)

A Wy? Skusilibyście się na któryś z podarków z powyższej listy?

czwartek, 3 grudnia 2015

Płochaja primieta, czyli o zabobonach w rosyjskiej kulturze...

Wierzycie w zabobony? Piątek 13., ogólnie pechowa 13-stka, czarny kot przynoszący pecha, zdejmowanie pierścionka z palca komuś wróży kłótnię itp.? Wydaje się, że w polskiej kulturze występuje tego bardzo dużo, nic bardziej mylnego! Z prawdziwym ogromem wszelkiego rodzaju "plachich primiet", czyli złych znaków, zetkniecie się w Rosji - tu to dopiero jest raj zabobonów, których ilość i częstotliwość występowania praktycznie w każdej sferze życia czasami graniczy z absurdem, tak jakby świat zbudowany był z samych pułapek, a żeby przetrwać i nie narobić sobie biedy, trzeba posiąść dokładną instrukcję, czyli listę rzeczy, których NIE NALEŻY ROBIĆ. A co gorsza, ludzie w to wierzą, i choć część tych tricków starają się realizować, o drugiej połowie "czarnej listy zachowań" w ogóle nie wiedząc.

Dla mnie zabobony w Rosji to jedna z tych rzeczy, do których się chyba nie przyzwyczaję :) Nieustannie mnie dziwią i śmieszą, pojawiają się znienacka, coraz to nowe, a wiarą w nie przesiąknięte jest całe tutejsze społeczeństwo - od nastolatków po seniorów. Wielu ludzi panicznie boi się liczby 13, do tego stopnia, że kiedy dostają miejsce w samolocie z tym numerem lub klienta nr 13 (tam gdzie ich numerują, np. w bazach), czy cokolwiek innego z motywem trzynastki, to starają się wymigać - zamienić miejsce, nie obsłużyć klienta, uciec od tego numerka, żeby uniknąć... nieszczęścia.

Co napawa mnie optymizmem i wiarą w to, że nie wszyscy w Rosji trzęsą się na słowo "plochaja primieta" - w jednym z seriali komediowych, a właściwie jest to taki krótki, skeczowy zapełniacz między programami, tematem przewodnim są właśnie zabobony i strach przed nimi. W każdym odcinku para młodych na ślubnym kobiercu próbuje się pobrać, ale co chwila na przeszkodzie staje im jakiś zabobon, przez co odkładają ślub już od pięciu lat. Serial oczywiście pokazuje problem w nadnaturalnym, miażdżącym rozmiarze i ze śmiechem w tle.

Dlaczego Rosjanie tak bardzo wierzą w zabobony? Jest to tylko jeden z elementów mentalności Rosjan składający się na ogólną wiarę w zjawiska nadprzyrodzone. Polacy też kiedyś bardziej wierzyli w takie rzeczy, w ogóle jest to element charakterystyczny dla Słowian, z tym że tutaj jeszcze się trzyma, a w Polsce już nie. Powodów jest wiele. Tutaj nikt się nie przejmuje, że nie wypada wierzyć w "złe znaki", bo ktoś powie - "jakie złe znaki, co ty, zacofany jakiś?". Dochodzi do tego tzw. kryzys człowieka postsowieckiego, czyli szukanie wiary zastępczej, bazy, która się nie zmienia, przekazywanie swoich tradycji i obyczajów dalej, dzieciom, wnukom. Wpływ na popularność mistycyzmu ma na pewno też napływ ludności z dalszego wschodu i ich kultury, rozprzestrzenianie się i wchłanianie różnych elementów obyczajowych. A Polska? Jako część "Zachodu" nie przystoi jej praktykować magii i wierzyć w zabobony, choć na pewno jeszcze gdzieś w górach, lasach, na peryferiach, tam, gdzie zatrzymał się czas, mieszkają babuszki i dzieduszki, którym bliskie jest takie nadnaturalne pojmowanie świata i zła, które się na nim dzieje. Polacy nie mieli też do czynienia z globalnym i niespodziewanym rozpadem wartości, w które wierzyli, a który w Rosji nastąpił wraz z upadkiem ZSRR. Nie ma w Polsce też tak silnego napływu imigrantów o mistycznych upodobaniach, więc sfera magii, a tym samym środowisko dla rozwijania się zabobonów, zamiast rozwijać się, umiera. Dobrze to czy źle? Ciężko powiedzieć, bo strach przed czymś zawsze wiąże się ze stresem, więc z jednej strony dobrze, że Polacy nie odczuwają strachu przed "złymi znakami", ale tak ogólnie strachu to z życia nie eliminuje, bo każdy się czegoś boi. Z drugiej strony coraz częściej słychać głosy, że Polacy przestają wierzyć już w jakikolwiek świat nadprzyrodzony, co prowadzi do śmierci samej religii, a w państwie wiary kościoły świecą pustkami. Może początek tego procesu zaczął się właśnie wraz z powolnym umieraniem wiary w zabobon?

To kilka luźnych, osobistych refleksji, i ten trop myślenia wcale nie oznacza, że Rosja, wierząc w zabobony, jest bardziej religijna niż Polska, i że coś z tego ma. Już tak się złożyło, że wschód pielęgnuje na bieżąco element mistyczny, przez co wszelkie zabobony mają znakomite podłoże, aby się rozwijać. Morał jest taki, że pod tym względem dwa słowiańskie narody się różnią - dla jednych "zły znak" to sprawa poważna, dla drugich powód do śmiechu, czy w skrajnie złośliwych opiniach - dowód zacofania.

Zdjęcie nieprzypadkowe. Ogłoszenie na przystanku. Firma oferuje usługi czyszczenia m.in. poduszek. W ofercie opisane zalety korzystania z usługi - jako jedną z nich wymieniono usunięcie  z poduszek przedmiotów nakładających klątwę na jej posiadacza. Myślicie, że się wygłupili? Gwarantuję Wam, że przez to jedno dodatkowe zdanie liczba klientów na wykupienie serwisu wyczyszczenia wszystkich poduszek w domu wzrosła! Bo przecież każdy ma jakieś problemy, skąd wiesz, że to nie działanie klątwy nałożonej na ciebie przez zazdrosną sąsiadkę lub teściową?



A o kryzysie człowieka postsowieckiego można poczytać np. w książce Spokojnie. To tylko Rosja Igora Sokołowskiego, którą miałam przyjemność czytać dzięki Wydawnictwu MG.

Zdjęcie: własne

poniedziałek, 9 listopada 2015

Wysyp egzotyki na jesiennych moskiewskich rynkach - o hurmie słów kilka

Sezon na hurmę rozpoczęty! :) Ta pomarańczowa słodycz, znana w Polsce i na świecie pod  bardziej popularną, a zarazem niewdzięczną nazwą "kaki", to jeden z pozytywów okresu późnojesienno-zimowego w Rosji, powód, dla którego warto kochać tę mroźną porę roku. Od kilku tygodni na rynkach świecą kosze pełne różnych odmian hurmy - mniejsze, większe, słodsze, z różnych stron świata. Źródła podają, że odmian hurmy jest ponad 700. Moje ulubione to te duże (wielkości dużego granatu, jeśli takie porówanie przybliży rozmiar choć trochę...) i słodkie - 300 rubli za kilogram, ale warto! Przy zakupie hurmy w Rosji trzeba być uważnym, bo sprzedawcy czasem starają się opchnąć ten owoc już w październiku w supermarketach - tak było w tym roku w Billi, cena porażająco niska. A oferowana hurma była... zielono-brązowa. Ciekawe, czy ktoś to kupił.

Hurma idealna powinna być rażąco pomarańczowa, bez plam, twarda. Im bardziej miękka, tym krótszy jest czas na jej spożycie. W lodówce hurmy trzymają się dość długo.

Istnieją różne szkoły jedzenia hurmy. Głównie chodzi o kwestię - ze skórką czy bez? Moje hurmy z rynku najlepiej smakują ze skórką, która nie ma w sobie ani trochę goryczy, przez co owoc nie traci na smaku, a łatwiej się go je, bo nie wyślizguje się z rąk. Kroję na półksiężyce i wcinam.


Hurma w Polsce też od dobrych kilku, kilkunastu lat jest obecna, ale nie w takim stopniu jak w Rosji. Tutaj mamy do czynienia z prawdziwym wysypem tego owocu i, jak już wspomniałam, w najrozmaitszych jego odmianach. I najlepsze sprzedają na rynku, jak dotąd nie spotkałam się z hurmą supermarketową, która by mnie nie rozczarowała.

Niektórzy za nią nie przepadają. Na przykład mój Mąż, któremu na próżno starałam się ją wmusić... :) Twierdzi, że hurma jest bez smaku, coś w stylu słodkiej wody, ni to śliwka (kwaskowatości brak), ni to melon... Ja też nie wiem, do czego ją można porównać, hurma jest po prostu hurmą i swój smaczek ma! Za to ci, którzy jej nie lubią, do rozpuku śmieją się z mojej reakcji na pierwszą hurmę w Rosji - O, kaki!

Bo kaki dla Rosjan kojarzy się bardzo jednoznacznie i nie ma nic wspólnego z owocem...

czwartek, 22 października 2015

Ikra niejedno ma imię...

Z czym kojarzy się ikra? Każdy wie, że ze słynnym w Rosji (i nie tylko, ale tu szczególnie) rarytasem, z maleńkimi pomarańczowymi, w wersji lux czarnymi, kuleczkami, które zajada się z białym chlebem, posmarowanym grubo masłem. Ikra, inaczej kawior, to symbol bogactwa, choć początki tego przysmaku wywodzą się z niższych warstw społecznych. Miseczki z ikrą to obowiązkowy element każdej rosyjskiej imprezy, wprawdzie nie dysponuję dokładnymi statystykami na temat wielbicieli rybich jajeczek w Rosji, ale myślę, że śmiało można powiedzieć, że 80% gości na imprezie nie wyobraża sobie świątecznego stołu bez ikry.

Ja do fanów rybiej ikry nie należę. Nie wiem, ani widok, ani smak, ani zapach do mnie nie przemawiają, jako mieszkanka Rosji i żona rosyjskiego męża chciałam też lubić ikrę, ale nie wyszło. Owszem, szklany/kryształowy kielich napełniony mieniącymi się kuleczkami wygląda pięknie, ale jako dekoracja... Lubię patrzeć, jak goście robią sobie kanapki z ikrą (dla mnie zawsze wygląda to jak ceremonia), ale zjeść - nie zjem!




I tak trwałam sobie w tym dystansie do ikry, póki nie trafiłam na taką, którą nie tylko mogę jeść, ale i polubiłam. Ikrę z kabaczków!

Najpierw obijała mi się o uszy, potem zaczęłam zauważać ją w sklepie, aż w końcu przywędrowała do mojego domu z babuszkinej spiżarni. Nie powiem, żebym od razu się na nią rzuciła, bo miałam opory. Myślałam, że skoro to IKRA z kabaczków, to będą w niej same pestki, więc jak może być smaczna? Okazało się, że pestki są, ale prawie ich nie czuć, za to sam produkt, koloru jasnopomarańczowego, jest niezwykle delikatny w smaku i wciągający. Słowem - smaczny! Tylko nie wiem, dlaczego nazwano go ikrą, równie dobrze mógłby się nazywać sos czy puree z kabaczka.


W Polsce nigdy nie słyszałam o kabaczkowej ikrze, choć w Internecie widnieje kilka wpisów na blogach kulinarnych, dotyczących tego specyfiku. I nawet ich autorzy podkreślają, że dowiedzieli się o takim sposobie przetwarzania kabaczka niedawno, postanowili wypróbować nowinkę. Na Wschodzie jest popularniejsza, kabaczki zaprawiano w słoiki w taki sposób już w czasach radzieckich, dlatego dla wielu Rosjan jest to jeden ze smaków dzieciństwa.

Przepisów na ikrę z kabaczków, tudzież bakłażanów, bo z tych też robią podobny przetwór, jest mnóstwo. I nie tylko rosyjskich, ale również gruzińskich, ormiańskich, a także z terenów zamieszkałych przez muzułmanów (Dagestan). Podstawowe składniki to kabaczki/bakłażany, pomidory świeże lub przetworzone (pasta, przecier) i marchew. Dodatki - co kto lubi. W wersji jednej z gruzińskich gospodyń pojawia się na przykład orzech włoski.

Do czego używać ikry z kabaczka? Można jako chłodną zakąskę. Otwieramy słoik z ikrą, smarujemy nią grzankę/kromkę pieczywa, posypujemy zieleniną i gotowe. Można używać jej jako dipu np. do czipsów czy frytek, do ryby. Mój Mąż polewa nią sobie puree z kartoszki, też pasuje. A mi aż się prosi o kawałki podsmażonej kiełbaski w tym sosie, powstałaby wariacja na temat leczo. Można próbować łączyć ją ze wszystkim, ikra z kabaczków to taki produkt, że pasuje prawie wszędzie. Gdyby ją podgrzać i dodać kwaśnej śmietany, powstałaby gęsta, rozgrzewająca i zdrowa zupa-krem, którą można zajadać z chlebkiem.



A dla zachęty parę słów o wpływie kabaczkowej ikry na organizm:

- usprawnia pracę jelit
- pomaga organizmowi pozbywać się toksyn
- działa odchudzająco!
- produkt zaliczany do grupy "przeciwrakowych"
- ma mnóstwo witamin i minerałów

O czym należy pamiętać, szykując zimowe przetwory z kabaczków/bakłażanów? O warunkach przechowywania (suche, chłodne miejsce, ew. lodówka) i o tym, że jeśli otworzymy słoik z kabaczkową ikrą, to trzeba go spożyć w ciągu kilku dni, bo im dłużej stoi, tym gorzej.

Tak jak każda rosyjska gospodyni ma swój przepis na barszcz, na szi, na bliny, tak też powinna mieć recepturę ikry z kabaczków. Poniżej przepis na ikrę z bakłażanów z marchewką autorstwa jednej z moskiewskich "haziajek":

IKRA Z BAKŁAŻANA Z MARCHEWKĄ

4 nieduże bakłażany
2 marchewki
2 cebule
3 pomidory
2 średnie papryki
6 ząbków czosnku
sól, pieprz, mielona kolendra do smaku
olej

Bakłażany pokroić w plastry 1-1,5 cm i podsmażyć bez oleju z dwóch stron. Marchew zetrzeć na drobnej tarce, pomidory sparzyć, zdjąć skórkę i pokroić w plasterki, cebulę pokroić w piórka, paprykę oczyścić z nasion i drobno pokroić. W garnku o grubych ściankach rozgrzać 3 łyżki oleju, podsmażyć marchew (5minut), dodać cebulę (jeszcze 3 minuty). Dodać przyprawy. Teraz wykładamy na to warstwami warzywa: papryka, pomidor, bakłażan, lekko przyprawiając pomiędzy warstwami (bez mieszania). Na wierzchu rozłożyć przeciśnięty przez praskę czosnek. Posolić, popieprzyć i polać 3 łyżkami oleju, przykryć pokrywką i dusić na minimalnym ogniu 1,5 godziny. Po tym wymieszać i dusić kolejne pół godziny. Wystudzić i wstawić na noc do lodówki.

Zdjęcia: Internet

piątek, 25 września 2015

Czy Moskwa nadal kocha Metallicę?

Minął miesiąc od koncertu Metalliki w Moskwie, na którym miałam przyjemność być. Chyba już najwyższy czas wspomnieć o wrażeniach i odpowiedzieć na pytanie w tytule: Czy w Rosji są jeszcze fani legendarnej grupy?

Czekałam na ten dzień z wielką niecierpliwością, zbliżał się największy koncert mojego życia (Woodstocku nie wliczam). Przeczuwałam, że w drodze do celu spotkamy podobnych do nas, że w metrze to tu, to tam będą przewijać się ludzie w koszulkach Metalliki, a na stacji metro koło CK Olimpijskiego będzie po prostu kocioł. Fakty przerosły moje oczekiwania, pierwszych fanów spotkaliśmy pod naszym domem, kiedy staliśmy przed przejściem dla pieszych. Zatrzymał się obok nas samochód, facet koło 30 pyta się nas, czy idziemy na koncert i po ile kupowaliśmy bilety. Im dalej w stronę Olimpijskiego, tym więcej "znajomych" mieliśmy, przyznam szczerze, że czułam się trochę jak gwiazda, ludzie do nas machali, uśmiechali się, kiwali głowami i wszystkimi możliwymi sposobami okazywali nam sympatię...

Przy Olimpijskim oczywiście kocioł większy niż myślałam, było jeszcze trochę czasu do otwarcia bram, więc wszystkie kawiarnie, restauracje i puby były wypełnione po brzegi ludźmi w czerni. Stojąc w gigantycznej kolejce do jednej z bramek, zauważyłam to:


Na pierwszy rzut oka okładka jednego z albumów Metalliki, dopiero po czasie zauważyłam, że na plakacie nie pisze ani Metallica, ani Kill'Em All! Marketing po rosyjsku :-)

Zaraz po wejściu do środka omal nie nacięliśmy się na wyłudzaczy rubli, którzy cyknęli nam zdjęcie w zupełnie przypadkowym miejscu gdzieś na schodach i chcieli nam wcisnąć tę "pamiątkę z koncertu Metalliki" za... 600 rubli! Co??

Sam koncert był znakomity, choć kazali na siebie długo czekać, miało się zacząć o 19 i skończyć o 21, a przesunęło się o całe 2 godziny, w międzyczasie grał support, a my denerwowaliśmy się, że zostanie mało czasu na Metallicę. Ale nie, weszli na scenę o 21 i grali tyle, że wyszliśmy stamtąd o 23 ledwo żywi.

Moje obawy, że podstarzałe gwiazdy metalu już ledwo zipią, oczywiście były złudne. Lata lecą, a oni nadal dobrze się mają, a frontmen dalej łamie serca zakochanym fankom. Koncert szacowano na 30 tys. publiczności, było trochę wolnych miejsc, ale nie dużo. Rozpiętość wiekowa w przedziale 13-70 lat. Mnóstwo osób przed koncertem wypytywało o bilet na zbyciu.

Okazało się, że miłość Rosjan do Metalliki jest miłością wierną i prawdziwą. Znajoma Rosjanka powiedziała mi, że klasyka w Rosji zawsze będzie miała wzięcie, bo naród to nostalgiczny i stały w uczuciach do zespołów swojej młodości.

Parę fotek własnej roboty.
A cały koncert można obejrzeć na YouTube.








Selfie z koncertu też musiało być... :-)


wtorek, 25 sierpnia 2015

Kto mieszka w Moskwie?

Moskwicz, moskwianin czy moskwiczanin? Na blogach, w artykułach i książkach spotkacie się z różnymi wersjami mieszkańca Moskwy. Pora raz na zawsze wyjaśnić ten językowy problem, a na pomoc przychodzi poradnia językowa PWN.


Kto mieszka w Moskwie?
4.11.2002
  Czy poprawna forma na określenie mieszkańców Moskwy to Moskwianie czy Moskwiczanie?

Po rosyjsku mieszkaniec Moskwy to moskwicz (z przyrostkiem -icz), po polsku poprawnie moskwianin (z przyrostkiem -anin, jak Warszawa - warszawianin). Spotyka się też formę moskwiczanin, która jest zbudowana niewłaściwie: zawiera dwa przyrostki, polski i rosyjski, pełniące tę samą funkcję. Bogdan Łazuka śpiewał jednak przed laty: „Jeszcze mam w pamięci moskwiczanki” - i nie on pierwszy używał formy teoretycznie niepoprawnej. Zwyczaj językowy każe aprobować obydwie formy, ze wskazaniem na pierwszą jako częstszą i utworzoną zgodnie z polskim modelem słowotwórczym.
Przy okazji warto przypomnieć, że nazwy mieszkańców miast pisze się małą literą.
Mirosław Bańko
Tak więc:
moskwicz - samochód (dopuszczalne jako mieszkaniec Moskwy, kiedy chcemy użyć go jako wyrazu rosyjskiego)
moskwianin - mieszkaniec Moskwy
moskwiczanin - forma niewłaściwa, ale obecna, więc dopuszczalna

Zatem wszystkie trzy formy mają rację bytu, do wyboru, do koloru! Ja sympatyzuję z pierwszą :)

Źródło: sjp.pwn.pl

środa, 8 kwietnia 2015

Która kasza najzdrowsza? Rosyjski ranking kasz

W Rosji kasza jest jednym z głównym produktów stanowiących podstawę żywienia przeciętnej rodziny (zaraz po kartoszce). Kasza dla Rosjan to nie tylko kasza gryczana, jęczmienna czy manna, ale np. ryż (kasza ryżowa) i owsianka, a także suszony groch (kasza grochowa) - co na przykład mnie zaskoczyło. Przyrządza się ją i na słono, i na słodko, gotuje się, zapieka, serwuje jako dodatek do dania lub samo danie główne, okraszone np. sosami.
Przeglądając rosyjski Internet, trafiłam na ranking kasz, z którego możemy się dowiedzieć, która kasza jest najzdrowsza, a której należy się wystrzegać. Oto i on:

I. KASZA GRYCZANA - ma najwięcej witamin. 120 kcal/100 g

II. OWSIANKA - zdrowa i smaczna, można z niej przyrządzić ogromną ilość potraw, upiec ciasto, ciasteczka. 160 kcal/100g

III. KASZA PERŁOWA - najładniejsza, "kasza krasoty", czyli kasza piękności. 88 kcal/100g

IV. KASZA GROCHOWA - czyli suszony łuskany groch, z którego w Rosji przyrządza się nie tylko zupę. 80 kcal/100g

V. KASZA KUKURYDZIANA - 86 kcal/100g

VI. KASZA RYŻOWA - "samaja ocziszczajuszczaja", czyli posiada największe właściwości oczyszczające organizm.  144 kcal/100g

VII. KASZA PSZENNA - 89 kcal/100g

VIII. KASZA MANNA - uwielbiana przez wielu, gotowana na mleczku, podana z konfiturą, stanowi pożywny i smaczny deser, jednak uwaga, w rosyjskim rankingu jest to "samaja wrednaja kasza", czyli najbardziej szkodliwa, gdyż zawiera duże ilości krochmalu i glutenu. 100 kcal/100g

Ja już zrobiłam zapasy, a Wy? :-)

czwartek, 20 listopada 2014

Wielka Rosja na banknotach, czyli wizualny przegląd rosyjskiej waluty

Kiedy zabierałam się do tego tematu, myślałam, że będzie bardzo krótko i zwięźle, bardziej obrazkowo niż tekstowo, tymczasem temat okazał się trochę bardziej rozległy, szczegółowy i wciągający. Rosyjskie banknoty dumnie reprezentują swój wielki kraj, pokazując jego osiągnięcia, najpiękniejsze miasta, zabytki, symbole i przyrodę. Oto mój przegląd rosyjskiego rubla, wizytówki Rosji w świecie, banknotu, który sam z siebie może stanowić pamiątkę z podróży jak pocztówka.

5 RUBLI


Banknot 5-rublowy już od dawna nie jest emitowany, ale wiele osób trzyma taki na pamiątkę. Bohaterem jest tutaj miasto Nowgorod oraz znajdujący się w nim pomnik 1000-lecia Rosji i sobór sofijski. Druga strona banknotu prezentuje mur tamtejszego kremla.

10 RUBLI



Poświęcone miastu Krasnojarsk. Awers: kaplica Paraskiewy Piatnicy, świętej prawosławnej, patronki rodziny i zwierząt domowych, obok most na rzece Jenisej (wpisany na listę UNESCO). Na rewersie: elektrownia wodna w Krasnojarsku - najpotężniejsza elektrownia wodna w Rosji i 9. na świecie.

50 RUBLI



Petersburg. Awers: rzeźba na rzece Newie i zarazem jej symbol, w tle twierdza Pietropawłowska. Rewers: zabytkowy budynek starej giełdy.

100 RUBLI



Oczywiście nie mogło zabraknąć stolicy :-) Dziwię się tylko, dlaczego Moskwa jest na setce, a nie na 5000. Awers: powiększenie detalu architektonicznego znajdującego się na Teatrze Wielkim - rzeźba Apolla, patrona sztuki. Rewers: budynek Teatru Wielkiego i część placu Teatralnego.

500 RUBLI



Archangielsk. Awers: pomnik cara Piotra I, w tle port morski. Rewers: widok na rzekę Dwinę, a w tle miejscowe budownictwo sakralne.

1000 RUBLI


Jaroslavl (Jarosław). Przód: pomnik Jarosława Mądrego (978-1054), założyciela miasta, i kaplica pod jaroslavskim kremlem. Tył: cerkiew i dzwonnica Jana Chrzciciela.

5000 RUBLI


Chabarovsk na wschodniej Syberii. Awers: pomnik generalnego gubernatora wschodniej Syberii Murawiowa-Amurskiego (XVII w.), a w tle nabrzeże rzeki Amur. Rewers: most na rzece Amur (2,7 km długości).

Póki co na 5000 się kończy, ale w planach jest emisja banknotu 10 000. W projektach przewiduje się umieszczenie na nim Sevastopolu, co już teraz budzi kontrowersje.

Projekt banknotu 10 000 rubli:


Wszystkie zdjęcia z sieci.

czwartek, 30 października 2014

Aeroflot vs LOT


Zdjęcie: aeroflot.ru

Długo czekałam na materiał do tego posta :-) Wreszcie w tą niedzielę udało mi się polecieć Aeroflotem z Moskwy do Warszawy, więc mogę dokonać uczciwego porównania na podstawie własnego doświadczenia, bo do tej pory tylko słyszałam, czym różnią się LOT i Aeroflot.

Żeby nie było, że tylko słodzę wszystkiemu, co rosyjskie, a narzekam na polskie, zacznę od tego, co mi się nie podobało. 

Po pierwsze, długie czekanie na odprawę. Na lotnisku masa ludzi, wszyscy, którzy mieli gdziekolwiek lecieć Aeroflotem, czekali tak jakby w jednej kolejce (do 5 bramek), nie było specjalnej bramki dla Warszawy. Zanim przyszła moja kolej, minęło ok. 40 minut. Do tej pory (latając LOT-em) odprawa zajmowała mi nie więcej niż 10 minut, bo bramki przeznaczone były tylko dla tego lotu (2 bramki), a więc jak mniej ludzi, to mniej stania.

Potrójne siedzenia w samolocie. W samolotach LOT-u są podwójne, co daje trochę więcej "prywatności" i szansę, że będzie się siedziało samemu :-) W Aeroflocie siedziałam na środkowym miejscu, co, przyznam, było mało komfortowe, z każdej strony łokcie... Ogólnie wydaje mi się, że na pokładach LOT-u jest bardziej przytulnie, może dlatego, że są mniejsze, a może po prostu się przyzwyczaiłam.

I tyle z tego, co mi się nie podobało. Teraz pochwały!

Podróż Aeroflotem przewyższa LOT w jednej, ale za to szalenie dla mnie, jak i dla wielu innych podróżujących samolotami, ważnej kwestii. Na pokładach rosyjskich linii lotniczych pasażer podróżujący klasą ekonomiczną czuje się niemalże jak w biznesklasie, bo Rosjanie serwują swoim gościom posiłki wliczone w cenę biletu. I to nie byle jakie. Ja leciałam w porze lunchu, więc dostałam pyszną, świeżą i DUŻĄ kanapkę, do tego herbatkę z cytryną i prawdziwy sok jabłkowy (bardzo dobrej firmy, 100% soku w soku). Mój zachwyt może wydać się komuś śmieszny, ale w porównaniu do LOT-u, który ma bilety droższe niż Aeroflot, a w ramach poczęstunku serwuje gościom miniwafelek Prince Polo i kubeczek wody (i to nie zawsze), rosyjska gościnność bije na głowę naszą polską. Wprawdzie moglibyśmy dostać identyczny zestaw na pokładzie LOT-u, ale to już w granicach 20-30 zł. Dostać za darmo posiłek i herbatkę podczas lotu to naprawdę fajna rzecz, od razu człowiekowi jakoś tak inaczej się leci...


Kanapka trójwarstwowa, z serem, szynką i ogórkami. Plastry grube.

Na temat obsługi nie mam nic do powiedzenia, bo i tu, i tam jest taka jak powinna być, czyli miła, uśmiechnięta i pomocna.

Pomimo tych potrójnych siedzeń i ryzyka bycia "w środku" przyjemniej lata się Aeroflotem :-)


Zdjęcie: lotnictwo.net.pl

Z Moskwy do Polski przez Kaliningrad

Różne były moje i nasze wspólne drogi z Moskwy do Polski. Pierwsze szlaki przecieraliśmy przez Gdańsk, czyli Moskwa-Warszawa-Gdańsk (samolot...