Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Moskwa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Moskwa. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 11 lutego 2019

Z Moskwy do Polski przez Kaliningrad

Różne były moje i nasze wspólne drogi z Moskwy do Polski. Pierwsze szlaki przecieraliśmy przez Gdańsk, czyli Moskwa-Warszawa-Gdańsk (samolot). Potem była Moskwa-Warszawa, a dalej autobusem przez pół Polski. W końcu doszliśmy do trasy Moskwa-Kaliningrad i jak dotąd jest to dla nas najlepsza opcja. Dlaczego? Wychodzi taniej, jest bliżej (nasz punkt docelowy znajduje się 30 km od przejścia granicznego Mamonowo-Gronowo), ma się wrażenie, że cała podróż trwa krócej i jest mniej męcząca.

Bilety lotnicze z Moskwy do Kaliningradu są zawsze tańsze niż do Warszawy (chyba że jest jakaś superpromocja, na którą ja nigdy nie trafiłam). Loty obsługują zarówno tańsze linie lotnicze, jak i Aeroflot, który jest niekwestionowanym liderem, jeśli chodzi o komfort podróży. Nie wiem jak Wy, ale ja mam straszny problem podczas zniżania się samolotu, głowa pęka, w szyi łamie, i dzieje się to właśnie w "tańszych" liniach typu UralAirlines, w Aeroflocie natomiast nigdy mi się to nie zdarzyło. Lot do Kaliningradu trwa 1,5-2 godziny. Z lotniska Chrabrowo (pięknie wyremontowane, kiedy po raz pierwszy lecieliśmy przez Kaliningrad, lotnisko zrobiło na nas złe wrażenie, "bieda aż piszczała", potem były MŚ 2018 >>> teraz mucha nie siada!) bierzemy taksówkę. W Kaliningradzie przed MŚ pojawił się i do tej pory funkcjonuje Yandex Taxi, który można zamawiać poprzez aplikację z telefonu, pokazuje od razu cenę, która się nie zmieni, lub można skorzystać z usług taksówkarzy, którzy próbują na lotnisku "złapać" klienta (kiedyś tak pojechaliśmy, dotarliśmy cali i zdrowi, a taksówkarz okazał się supermiły i pomocny, jechał przez centrum, żeby zrobić nam wycieczkę objazdową, opowiadał dużo o mieście). Taksówką jedziemy na Jużnyj Wakzal (koszt podróży taksówką z lotniska na dworzec: 600-800 rubli), stamtąd kursują autobusy do Gdańska, bilety po przystępnych cenach, akurat do naszego punktu (Braniewo) płacimy 60 zł za dwie osoby. UWAGA! Bilety wcześniej należy kupić/zarezerwować przez Internet, bo może być przykra niespodzianka na miejscu. Ostatnio jak jechaliśmy, wszystko było wykupione i musieliśmy szukać innego wyjścia, o czym napiszę innym razem, bo sporo do opowiedzenia mam i na pewno komuś się przyda ta wiedza!

Autobusy z Kaliningradu do Gdańska kursują bodajże 3 razy dziennie. Rano, później o 15 i 18. Dystans jest krótki, ale przez kontrole na granicy czas podróży do Braniewa (najbliższy punkt) to 2-2,5 godziny. Autobus ma swój własny pas, więc nie stoimy z autami w dłuuuuuuugiej kolejce (aut zawsze jest tam dużo, mimo że Mały Ruch Graniczny zawieszony, Polacy i Rosjanie przemieszczają się w obie strony i kupują co chcą, paliwo, alkohol, papierosy, jedzenie, opał, choć w mniejszych ilościach niż kiedyś, bo są limity).

Jak wygląda kontrola? Wysiadamy z autobusu, czasem proszą wziąć bagaż i przejść przez skaner, czasem bez bagażu, piesek obwąchuje (na wędzoną kiełbasę w walizce nie reaguje ;D), paszport sprawdzają, czekamy na resztę pasażerów, odjeżdżamy. Potem autobus zatrzymuje się w sklepiku duty free, gdzie można coś kupić (alkohole, słodycze, papierosy, inne rzeczy, jakiś prezent z Rosji, i naprawdę jest niedrogo w porównaniu z innymi sklepami duty free), a przynajmniej się rozejrzeć. W tym przeklętym sklepie często ktoś się zagapi i autobus odjeżdża, raz tak było, potem musieliśmy czekać!


Rzut beretem i jesteśmy w Gronowie (polska granica), gdzie też nas sprawdzają, pytają o ilość alkoholu i papierosów, mogą sprawdzić walizkę (nam nigdy nie sprawdzali). A potem dosłownie 5 minut i Braniewo. Zdecydowanie ta trasa podoba nam się najbardziej i naprawdę polecam tym, którzy jadą w "te strony", czyli warmińsko-mazurskie, pomorskie, kujawsko-pomorskie.

W drugą stronę to samo. Autobus odjeżdża z Gdańska, Elbląga, Braniewa. Na lotnisku można całkiem komfortowo przeczekać do lotu, jest fajna restauracja, automaty z piciem i przekąskami, jest Internet, są rozrywki dla dzieci. Przy bramkach jeszcze więcej sklepów, kawiarni, krzesła z masażem itd.

A na dworcu mieli bardzo pyszny cydr...

I taki stół z polskim akcentem


niedziela, 10 grudnia 2017

Pajechali na Mistrzostwa Świata!

Oho, póki się tutaj nie udzielałam, przybyło mi Czytelników! To cieszy, bo znaczy, że ludzie szukają informacji o Rosji każdego dnia. I to poza głównym nurtem, właśnie w takich miejscach, jak mój blog, który zresztą powstał z myślą o przełamywaniu polsko-rosyjskich barier i burzeniu stereotypów.

Co się teraz dzieje w Rosji? Ano każdego dnia wiele się dzieje, bo Rosja to wielki kraj, ale przede wszystkim trwają przygotowania do nadchodzących Mistrzostw Świata. Remonty, tematyczne środki transportu, nowe pomysły, piłkarskie graffiti, bannery, nawet ślepy zauważy, że zbliża się to wielkie piłkarskie wydarzenie.

W międzyczasie radość z nadchodzących MŚ przyćmiły wieści nt. Olimpiady 2018 w Pjongczangu - reprezentacji Rosji nie wpuszczą na Igrzyska pod flagą narodową, co w skrócie oznacza, że poszczególni sportowcy z Rosji będą mogli wystąpić w zawodach, ALE nie jako reprezentanci swojego kraju, tylko pod flagą neutralną.

Słowem - rosyjska flaga dostała zakaz wjazdu na Igrzyska. Rosjanin czy Rosjanka walczący o zwycięstwo na Olimpiadzie w pewnym sensie wyrzekają się tego, skąd pochodzą, kogo reprezentują, bo oficjalnie nie reprezentują nikogo - taki warunek. Ciekawa jestem, czy ktoś pojedzie. Oficjalne przyzwolenie jest (władze już się wypowiedziały).

Wracając do Mistrzostw Świata. Myślę, że to będą jedne z najciekawszych mistrzostw. Rozsiane po całym kraju stadiony, różnorodność każdego z tych miast, ciekawe grupy, samo to, że to będzie się działo w Rosji, która już zadba o to, żeby gościom się spodobało. Mnie przede wszystkim cieszy to, że przez te mecze Rosja częściej będzie pokazywana w telewizji, będzie więcej turystów z całego świata, no na pewno coś będzie musiało się zmienić w postrzeganiu tego kraju. Bo najbardziej boimy się tego, czego nie znamy. Albo znamy z opowieści ludzi źle nastawionych.

Parę bajerów na MŚ 2018:

Monety kolekcjonerskie



Pociąg metro i oficjalna maskotka Wilk Zabiwaka



I Buranowskie Babuszki w akcji! Nie, to nie będzie oficjalna piosenka MŚ 2018 ;D


Pajechali na Mistrzostwa!
Ja osobiście ręczę za to, że nie pożałujecie :-)

wtorek, 13 czerwca 2017

Składamy dokumenty na pobyt 5-letni w Rosji

Lista dokumentów do złożenia na vid na żytielstwo (5-letni pobyt, kolejny stopień wtajemniczenia po 3-letnim RVP). Procedurę składania dokumentów na VNŻ można rozpocząć po pół roku od otrzymania RVP. Czyli jeśli dostaliśmy RVP np. w grudniu, to w czerwcu możemy już zacząć wyrabiać to drugie - bo lepiej mieć to z głowy i na pewno się ze wszystkim wyrobić.

1. Oryginał notarialnego tłumaczenia paszportu (tłumaczenie robione w Rosji, koszt ok. 1500 rubli) + paszport do wglądu.
2. Certyfikat z egzaminu z podstaw historii Rosji, prawa i języka rosyjskiego (koszt ok. 5 tysięcy rubli, ja robiłam w RUDN).
3. Zaświadczenie lekarskie. Tutaj polecam CityMed, bo wiem że niektórzy mają problemy z tą "sprawką". Przychodzimy do kliniki i mówimy, że potrzebujemy sprawkę do FMS. Pobierają nam krew w 2 fiolki i załatwione, NIC WIĘCEJ NIE TRZEBA, żadnych ginekologów, psychiatrów itd., na zaświadczeniu mamy potwierdzenie braku chorób wenerycznych, skórnych, psychicznych, hiv itd., ale na prawdę wystarczy tylko pobranie krwi, ja byłam 2 razy (raz przed RVP, raz przed VNŻ) i ani razu nie badali mnie "do suchej nitki". Koszt zaświadczenia ok. 3 tysiące rubli.
4. Jeśli pracowaliście - zaświadczenie 2NDFL z księgowości.
5. 2 zdjęcia.
6. Podanie-formularz, tzw. zajawlenie. UWAGA! Warto skupić się na tym punkcie i zrobić je maksymalnie dobrze, a najlepiej skorzystać z pomocy firmy, która Wam wypełni poprawnie to 4-stronicowe "zgłoszenie. Kosztuje to 1000 rubli, a będziecie mieli pewność, że wypełnione będzie poprawnie.
7. Potwierdzenie opłaty urzędowej, tzw. poszlina.
8. Opcjonalnie cała reszta dokumentów, które nam wydali w Rosji - INN, SNILS, oryginały i kopie innych dokumentów - akt ślubu, coroczne potwierdzenia pobytu. Dlaczego warto to mieć ze sobą? W Sacharowie spotkacie się z biurokracją w najczystszej postaci, brak jakiegoś oryginału lub kopii może kosztować Was wiele - odeślą Was z kwitkiem i już tego dnia nic nie załatwicie, trzeba będzie brać nowy numerek na za tydzień na przykład.

Generalnie na stronie FMS jest spis dokumentów, wszystko, co tam jest napisane, jest zgodne z prawdą :-) Wyrabianie vida na żytielstvo

Na skompletowanie dokumentów zejdzie przynajmniej tydzień, poczekać trzeba na wyniki egzaminu i badania krwi, ewentualnie na 2NDFL z pracy. WAŻNE! Przy wyrabianiu wszystkich zaświadczeń za każdym razem uważnie sprawdzajcie, czy nie ma pomyłek, np. literówek w nazwisku, braku drugiego imienia, złego adresu zamieszkania - sprawdźcie wszystkie szczegóły, bo jak gdzieś przeoczycie błąd, to oni w Sacharowie na 100% go znajdą i odeślą Was po numerek na inny dzień, oni na miejscu nic Wam nie poprawią, nie wydrukują, tak już funkcjonują, że jeśli przyniosłeś z błędem, to odpadasz i jedź sobie jeszcze raz.

A więc wszystkie dokumenty, jakie wyrobicie, muszą być zgodne z danymi z paszportu i tłumaczeniem notarialnym. U mnie się przyczepili nawet do tego, że w paszporcie i tłumaczeniu mam organ wydania WOJEWODA WARMIŃSKO-MAZURSKI /1/, a w "zajawlieniu" bez tej /1/.

Ale "odpadłam" na czymś innym. W rubryce rodzeństwo w "zajawce" wpisałam tylko miasto, nie podałam ulicy i numeru domu. Odesłali mnie z kwitkiem, podkreślając, chyba żeby mnie dobić, że oprócz tego nie ma żadnego błędu i w ogóle mołodcy. Ha-ha.

Jakkolwiek strasznie by to nie brzmiało, warunki przyjmowania papierów zmieniły się na lepsze, przede wszystkim dlatego, że zrobili cywilizowane centrum przyjmowania dokumentów w tym Sacharowie. Jest stołówka, są toalety, są siedzenia, automaty z piciem i przekąskami. Nie śmierdzi, nie trzeba walczyć o miejsce siedzące, bardzo to wszystko przypomina lotnisko. Numerki wyświetlają się na ekranach. Warto wziąć ze sobą książkę, bo bywa, że posiadówa jest długa. Za pierwszym razem w środku siedzieliśmy 4 godziny i potem jeszcze z 1,5 w kolejce po numerek na za tydzień. Za drugim razem chyba 3 godziny i do domu.

Zdjęcie ze środka.



Przyjeżdzajcie wcześniej, żeby się nie spóźnić, ale miejcie na uwadze to, że do środka wpuszczą Was 20 minut przed czaem, który macie na "talonie". I właśnie - talonu nie zapomnijcie ze sobą mieć.

Po wpuszczeniu do środka przechodzicie kontrolę, potem wpuszczają Was do tej poczekalni z ekranami, gdzie będziecie czekać na swoją kolej. Czekacie na pierwsze pojawienie się Waszego numerka, po czym podchodzicie do odpowiedniego okienka, gdzie nastąpi "wstępna selekcja". Jeśli osoba z okienka nic nie znajdzie podejrzanego w papierach, przekazuje je inspektorowi, a Wam każe czekać. I to czekanie może potrwać kilka godzin, bo w tym czasie gdzieś za ścianą z mikroskopem od deski do deski ktoś przegląda Wasze papiery z nadzieją na to, że znajdzie błąd. Jeśli znajdzie, to kiedy już ponownie zaświeci się Wasz numerek, oddają Wam dokumenty i idziecie po numerek, bo już tego dnia nic nie wskóracie. Jeśli nic nie znajdą, to informują Was o przyjęciu dokumentów, że 3-6 miesięcy oczekiwania i do widzenia. Można świętować!

Na razie chyba tyle wystarczy, jak coś mi się przypomni, to dopiszę w następnym odcinku.

wtorek, 6 czerwca 2017

Wieczna moskiewska jesień

Coś z tym latem w Rosji  nie tak. Niektórzy już zwątpili, że w ogóle nastąpi. Za oknem wieczna moskiewska jesień. Na zielono.

W ubiegłym tygodniu przez Moskwę "przetoczył się" huragan, zabrał życie kilkunastu osobom, powyrywał tysiące drzew, zniszczył setki samochodów, pozrywał trakcje i przewody elektryczne. Ot taka zadyma w przededniu startu kalendarzowego lata. Wracając z pracy tego dnia, podziwialiśmy drzewa, w końcu nieczęsto można zobaczyć je od spodu.





Straszny żywioł. Od tego pamiętnego dnia Ministerstwo Sytuacji Nadzwyczajnych nie przestaje dmuchać na zimne i rozsyła ludziom SMS-y z ostrzeżeniem, że dzisiaj może być huragan, grad, burza itd. Tamtego dnia nie dostałam SMS-a.

Zaproponowano też karanie synoptyków (mandaty), którzy podają nieprawidłowe prognozy pogody... Pomysł raczej nie przejdzie, bo ponoć synoptycy i tak mało zarabiają, a poza tym podobna praktyka już funkcjonuje i "pomyłkowiczom" odbiera się premie. Dobrze, że nie jestem synoptykiem. I nie zdziwię się, jeśli za parę lat będzie deficyt chętnych w tej branży.

A tymczasem przeszłam drugi stopień wtajemniczenia i z sukcesem złożyłam dokumenty na WNŻ (wid na żytielstwo, pozwolenie na pobyt 5-letni), kolejny papierek po RVP. Szczegółami podzielę się niebawem, bo jest o czym pisać - dużo się pozmieniało!

Pozdrawiam czerwcopadowo z pod koca
I.

poniedziałek, 30 marca 2015

Zabijemy albo pokochamy. Opowieści z Rosji (recenzja)

Dzisiaj będzie nietypowo, a mianowicie recenzja. Miałam przyjemność przedpremierowo przeczytać nową książkę autorstwa Anny Wojtachy, która od dzisiaj ukaże się w sprzedaży. Jest to po części reportaż, po części autobiografia, dziennik autorki, dziennikarki, która na co dzień pracuje w Polsce, a Rosja jest dla niej przede wszystkim źródłem inspiracji... niewyczerpanym źródłem historii jej mieszkańców, ich życia, losów, wyborów, jakich dokonują.

I takie odnosi się wrażenie przy lekturze Opowieści z Rosji - podział na dwa światy, Polskę i Rosję, rodzimy kraj to dla autorki przede wszystkim praca, przyziemność, może też przez to trochę nuda, natomiast Rosja to przygoda, coś bardzo ciekawego, tajemniczego, ale na wyciągnięcie ręki, bo wystarczy być otwartym, żeby poznać choć część tej tajemnicy. Wojtacha poznaje Rosję poprzez jej mieszkańców, a wybiera sobie niebanalnych rozmówców, a może należałoby to ująć tak, że to oni stają na jej drodze, a ona po prostu z nimi podejmuje dialog. Nie jako dziennikarz, ale jako człowiek. Bo ona po zakończonej rozmowie nie odwraca się na pięcie i wraca do swojego świata, by opisać ich historie, ale przygarnia ich w pewnym sensie, stają się częścią jej życia, ich zmartwienia to odtąd też jej zmartwienia.

W Opowieściach przewijają się różne postacie, a co historia to ciekawsza, więc książka niesamowicie wciąga, bo każdy człowiek ma w sobie jakąś chęć do podejrzenia czyjegoś życia, choćby podsłuchania, podglądnięcia przez dziurkę od klucza. A tutaj mamy to życie na kartce papieru, i to nie jakaś tam kłótnia sąsiadów o bzdury, tylko prawdziwe ludzkie dramaty, traumy, wybory, ich konsekwencje.

Autorce zazdroszczę przede wszystkim odwagi, trzeba przyznać, że czasem wręcz brawury graniczącej z szaleństwem. Nocne samotne spacery po zakątkach Moskwy, przesiadywanie w tanich knajpach z towarzystwem raczej spod ciemnej gwiazdy i wsłuchiwanie się w ich opowieści, popijając wódkę - wiadomo, że Moskwa nie jest najbezpieczniejszym miastem do życia, a już na pewno nie na nocne spacery w pojedynkę. Ale to jeszcze nic. Kto by odważył się sam wybrać do tajgi czy Mongolii, tak po prostu, z plecakiem i śpiworem? Na pewno niewielu. Wojtacha lubi podróżować sama, bo takie podróże dają jej najwięcej przeżyć, zresztą na swojej drodze zawsze napotyka ludzi, którzy ratują ją z opresji, na przykład wtedy, gdy po nocnej kąpieli w lodowatym Bajkale wylądowała nieprzytomna u miejscowej szamanki, pojona podejrzanymi ziółkami, po których miała niezły odlot. Wojtacha igra z ogniem, ale też żyje przez to pełnią życia.

Życzę autorce tyle samo szczęścia w poznawaniu Rosji, co dotychczas. Bo sposób wybrała sobie bardzo ryzykowny. Ale dzięki temu powstała tak ciekawa książka :-) I nie ukrywam, że czekam na więcej...


Zabijemy albo pokochamy. Opowieści z Rosji, Anna Wojtacha, wyd. Znak, premiera 30.03.2015

Zdjęcie: znak.com.pl

wtorek, 25 listopada 2014

Pod(moskiewskie) restauracje, kawiarnie i puby - Maki Maki

Maki Maki to siec restauracji kuchni japonskiej, z ktora zbyt wiele w zyciu nie mialam do czynienia, a to dlatego, ze zawsze kojarzyla mi sie z sushi, a sushi z surowa ryba, ktorej sam zapach mnie odstrasza. I tak wyszlo, ze pierwszego dania w stylu sushi (bo nie bylo to sushi, ale bardziej kwadratowy rolls ze skladnikow do sushi, rowniez jedzony paleczkami i z sosem sojowym) sprobowalam w Rosji i nie z ryba, a z kurczakiem, byl to eksperyment, troche na sile, ale nie zaluje, bo okazal sie pyszny. A potem otrzymalam obietnice, ze nastepnym razem pojdziemy tam, gdzie specjalizuja sie w tej kuchni, czyli do Maki Maki.

W karcie Maki Maki kroluja sushi i rollsy z ryba oraz owocami morza, z kurczakiem jest tylko jedna pozycja, zamowilam, takie sobie, bo slabo doprawione. Kombinacje rozmaite, kazda oczywiscie smakuje inaczej, jedne byly lepsze, inne gorsze. Zupelnie nie podeszly mi nigiri - kulka ryzu i gruby plaster ciezkiego do pogryzienia lososia (na drugiej wersji jakas tlusta ryba), nudne i nieprzyjemne. Zdecydowanie lepsze byly maki sushi (zawijane w platy wodorostow), rollsy z ikra i paluszkami krabowymi i maki sushi na cieplo (w panierce) - te moge polecic, bo sa szczegolnie ciekawe w smaku. I uwaga, w Maki Maki maja bardzo mocne wasabi, wiec trzeba uwazac, zeby nie przesadzic :-)

Maja tam cudowna, przepyszna herbate, jest kilka wersji, ja wybralam lipowa z miodem, jablkiem i ananasem. Bardzo rozgrzewajaca, delikatna, slodka, swietnie pasuje do sushi. Przynosza ja w takim slicznym czajniczku, nalewaja do kubeczkow, potem samemu sie dolewa. Nie wiem, czy kiedykolwiek pilam lepsza herbate.

Ceny nie sa wysokie, jesli patrzec na kategorie restauracje japonskie, bo jednak ta kuchnia ogolnie jest drozsza od innych, co jest zrozumiale - wysokiej jakosci i ciezko dostepne skladniki, pracochlonne wykonanie, nikomu raczej nie chce sie robic sushi w domu. Za posilek skladajacy sie z okolo 30 roznych sushi i rollsow oraz czajnika herbaty (800 ml) zaplacimy okolo 1500-2000 rubli, w zaleznosci co wybierzemy. Najesc sie najemy, ale nie przejemy, sushi jest raczej lekkim daniem, idealnym na wieczor. Sa tez gotowe zestawy od 800 (18 sztuk) do 2900 rubli (62 sztuki), rozne dania gorace, woki, szaszlyki, zupy, oprocz tego salatki (tez z akcentem japonskim), drinki alkoholowe i bezalkoholowe, desery (w tym tez i wszechobecny w Rosji sernik nowojorski). 

Podoba mi sie wystroj restauracji, jest przytulnie, wygodnie, romantycznie i cieplo, szczegolnie nastrojowo jest wieczorem, mozna tak siedziec, pic herbate i zajadac sie sushi caly wieczor... gdyby bylo sie bogatym ;-)

Restauracje Maki Maki znajduja sie tylko w rejonie Moskwy.










Zdjecia: wlasne

wtorek, 11 listopada 2014

(Pod)moskiewskie restauracje, kawiarnie i puby - Syty Łoś (Сытый Лось), Brzeg (Кафе Берег)

Jak już tysiące razy wspominałam, uwielbiam jeść. Sama dużo gotuję, ale lubię też czasem gdzieś wyjść i zjeść coś, czego albo nie umiem zrobić sama, albo się to nie opłaca, zajmuje za dużo czasu etc. A czasem tak jakoś po prostu trafia się okazja, żeby gdzieś wejść i posiedzieć, wypić kawę i zjeść kawałek ciasta.

I tak pewnego dnia pod koniec lata, wracając z Elki-Palki (boże, jak to odmienić? zostawiam w mianowniku!), zaszliśmy do Sytego Łosia na kawę. Kawiarnia, a właściwie pub, mieści się w dzielnicy Moskwy Tekstilszcziki. Miejsce zaprasza już przez szybę, sprawia wrażenie bardzo przytulnego, ciepłego, nastrojowego. I tak właśnie jest w środku - lekki półmrok, lampy, wygodne i duże sofy, poduszki, masywne stoły. Tylko się położyć i spać :-) Wnętrze mega relaksujące. Do tego dobra kawa i przepyszne ciasto "ptasie mleczko", które z całego serca polecam. Ceny umiarkowane, nie najdroższe, bo w końcu to daleko od centrum. Mało zatłoczone, przy weekendzie było sporo miejsca, choć na dole odbywało się jakieś dziecięce urodzinowe party (na górze nic nie było słychać). Przy stole naprzeciwko siedziała rodzina, dobrze się bawili, przewodnik stada polewał sobie wódki i zagryzał jakimiś przysmakami, reszta też jadła ze smakiem, śmiejąc się i rozmawiając - stół był pełen jak w domu (a ja zastanawiałam się, ile na to wydali). Ogólnie wyszliśmy stamtąd strasznie rozleniwieni, w ogóle wychodzić się nie chciało.

Ptasie mleczko z Sytego Łosia... W porę opamiętałam się, żeby zrobić zdjęcie.



Brzeg to pub-restauracja poza Moskwą, w mieście Dżierżyński (fotorelacja). W weekendy jest tam bardzo tłoczno, najlepiej zrobić rezerwację, bo ludzie urządzają tam duże przyjęcia, zjazdy i miejsca są pozajmowane. Poza tym jest bardzo głośno. My niestety rezerwacji nie mieliśmy, więc został nam tylko stolik na dole, komfort raczej niski, knajpkowy, ale za to jedzenie pyszne. Przystawki - mistrzostwo, po raz pierwszy próbowałam czegoś podobnego do sushi (które zawsze mnie odpychało, bo kojarzyło mi się z surową rybą, której w rosyjskim sushi nie ma) - takie kwadratowe kostki ryżu z wodorostami, kurczakiem - poezja - poza tym kulki z gotowanego, posiekanego drobiu z ogórkiem kwaszonym, pieczarkami, orzechami, obtoczone w parmezanie (postaram się zdobyć przepis i zamieścić na blogu, bo te kulki po prostu wymiatają).  Dania główne to przede wszystkim różne mięsne "kociołki", czyli kawałki mięsa (wołowina, wieprzowina) z warzywami w sosie, podawane na malutkiej patelni. Ceny - niedrogo. Za zacny obiad dla dwóch osób z przystawkami, daniem głównym i butelką wina zapłacimy około 1500 rubli (150 zł). Bez wina około stówy :-) Z czystym sumieniem polecam, ale z rezerwacją.

Nasze mięsne "korytka" :-)


Zdjęcia oczywiście własne.


czwartek, 23 października 2014

Pazdziernikowy plac Czerwony

Jeszcze pare fotek nocnej Moskwy. Temperatury raz wyzsze, raz nizsze (wczoraj bylo - 6), snieg, deszcz, wiatr, ale wszystko konsekwentnie zmierza w jedna strone. Zima idzie! A ja sie zastanawialam, czy nie przesadzilam z iloscia swetrow i zimowa kurtka. Rekawiczki musialam sobie zalatwic juz tutaj, bo odmrozilabym sobie rece :-)







Zdjecia: Василий Витальевич

poniedziałek, 20 października 2014

Jesien w Parku Gorkiego (Autumn in Gorky Park)

Jesien w Rosji uderzyla ze zdwojona moca, jeszcze tydzien temu bylo w miare znosnie, a teraz temperatura na minusie lub leciutkim plusie, do tego wiatr. Na spacery obowiazkowo zimowa kurtka, szalik, rekawiczki i najlepiej czapka albo przynamniej kaptur. Tak bylo wczoraj:








Ludzi nie duzo, bo pogoda na spacer tylko dla zdeterminowanych. Na czwartym zdjeciu pojazd, ktory obwozi chetnych alejkami po calym parku.

 A tak jest dzisiaj :-)


Zdjecia: Василий Витальевич

poniedziałek, 13 października 2014

sobota, 27 września 2014

Ruski ryneczek

Ruskie ryneczki znamy z Polski, każde duże i mniejsze miasteczko miało takie miejsce, gdzie można było kupić wszystko - skarpety, buty, kasety magnetofonowe, później płyty, biżuterię, słodycze, cigariety itd. Szczególnie w miejscowościach blisko granicy z Rosją, rosyjscy handlarze przybywali do nas, aby handlować swoimi towarami. W czasach, kiedy ja dorastałam, zakupy na ruskim ryneczku były powodem do wstydu, kiedy chodząc sobie po nim z mamą, ciocią, babcią, spotykało się kogoś ze szkoły, albo udawało się, że się go nie widzi, albo czym prędzej zawijano się do domu, ku zdziwieniu i totalnemu niezrozumieniu ze strony dorosłych. 

A dlaczego wstydzono się zakupów na ruskim rynku? Powodów jest kilka. Towary w takim miejscu to przeważnie były podróbki i to bardzo jaskrawe, naśladujące loga swoich ideałów, jak np. klasyczne buty Odidas z czterema/dwoma paskami. Albo perfumy po 8-15 zł za 300ml z przekręconą nazwą (Heidi Blum, Noemi Kambel, Celin Dio). Lata 90. to też czasy, kiedy w Polsce znaczenia zaczynają nabierać markowe towary, a ich posiadanie świadczy o statusie społecznym, a co za tym idzie, popularności i poważaniu w grupie. Każdy nastolatek chciał ubierać się markowo, ale oczywiście nie każdego było na to stać, takie ruskie ryneczki stawały się przykrą koniecznością, bo szczególnie w małych miejscowościach było to źródło tanich towarów i dużego ich wyboru, a i jeszcze zawsze coś szło utargować ze sprzedawcą.

Dziś w miejscu, w którym handlowali przeważnie Rosjanie, nadal jest rynek, ale wygląda to zupełnie inaczej niż kiedyś. Przede wszystkim zmienili się handlarze, teraz to mieszkańcy wsi sprzedający "dary wsi" oraz Polacy, którzy albo mają swoje sklepy i raz w tygodniu dorabiają sobie na rynku, albo po prostu sprowadzają towar i jeżdżą tylko po rynkach.

W Rosji oczywiście ruskie ryneczki nadal istnieją. W specjalnie wyznaczonych do tego miejscach targowych, ale nie tylko, bo wiele z nich umieszczonych jest np. przy wyjściach z moskiewskiego metra lub w tunelach podziemnych. Handluje się klasycznymi towarami - głównie bielizną, ubraniami, bibelotami, gadżetami. Nie zawsze jest tanio. Sprzedawcy wmawiają nam, że towar jest oryginalny - Chanelle, Dior - i taką też ma cenę. Takich ryneczków jest tak wiele, że stanowią nieodłączny element moskiewskiego krajobrazu, po jakimś czasie przestaje się na nie zwracać uwagę, tak są naturalne w tym otoczeniu. Czasem jednak coś przyciągnie uwagę i człowiek się zatrzyma, jak to zatrzymało mnie:


Pan Parasolka, zdjęcie: własne

A z innych przykładów handlu ulicznego, to wracając ze spaceru po Patriarszych Prudach, spotkaliśmy pana oferującego przechodniom paralizatory... No tak... Moskwa to nie jest najbezpieczniejsze miasto do życia 
:-)

czwartek, 25 września 2014

Symbole Rosji cz. 4 - Cerkiew (Sobór) Wasyla Błogosławionego

Kolorowa budowla z kopułami w kształcie cebul to najbardziej rozpoznawalny obiekt architektoniczny Rosji i Moskwy, a co za tym idzie, ich symbol. Króluje na wszystkim, co związane z Rosją - strony internetowe, pocztówki, słowniki, książki do nauki rosyjskiego, gadżety - często też jako tło moskiewskich "selfie". Czym jest ta pięknie prezentująca się budowla budząca skojarzenia z orientem?

Jest to Cerkiew Wasyla Błogosławionego, zbudowana z okazji zwycięstwa nad Kazachami na rozkaz Iwana Groźnego w XVI w. Mieści się na placu Czerwonym. Początkowo składała się z ośmiu cerkwi umieszczonych na jednym fundamencie, symbolizujących osiem walk stoczonych z wrogiem, pod koniec XVI wieku dodano dziewiątą. Pierwotnie kopuły nie były kolorowe, ale jedynie pozłacane. Obecny kształt budowla zyskała w latach 70. XVII wieku, pomalowano kopuły, dodano ornamenty i ozdoby.

A kim był Wasyl? Inaczej zwany Bazylim Moskiewskim, urodzony w rodzinie chłopskiej, jako nastolatek porzucił rodzinę i udał się do Moskwy, aby zostać jurodiwym. Jest to jeden z odłamów dążenia do ideału świętego ascety w dawnej Rosji, ale w wersji ekstremalnej. Słowo "jurodiwy" wywodzi się od "poronionego płodu", "osoby przygłupiej, bezrozumnej, nienormalnej, wynaturzonej". Wyznawcy tej postawy chodzili w miejscach ogólnie dostępnych nadzy, poniżali się, wymiotowali, oddawali mocz (i nie tylko), byli obiektem pogardy i wstydu, ale jednocześnie wierzono w ich nadnaturalne moce, np. uzdrawiania i przepowiadania przyszłości. I tak też postępował Wasyl, przychodził w miejsca publiczne nagi i np. przestrzegał spożywających alkohol mężczyzn o negatywnych skutkach tego, co robią. Pochowany w pobliżu murów Kremla. Został uznany za świętego przez Rosyjski Kościół Prawosławny 30 lat po swojej śmierci (ok.1582 r.).

Cerkiew jest obiektem otwartym do zwiedzania. Wewnątrz można podziwiać samą strukturę budowli, kręte korytarze, przejścia, poziomy. Na parterze znajduje się trumna patrona cerkwi, wyżej można oglądać wspaniałe ikony, kolekcję zabytkowych dzwonów, broni z czasów panowania Iwana Groźnego. Od 1928 roku funkcjonuje tam muzeum historii. Przed zwiedzaniem warto zapoznać się z godzinami otwarcia, bo nie zawsze są one stałe.

W 1990 roku Sobór Wasyla Błogosławionego wpisany został na listę UNESCO.

Sweet focia prosto z Moskwy ;-)


sobota, 20 września 2014

Weekendowo w Moskwie - WDNH

Z cyklu co robić w Moskwie w weekend, co warto zobaczyć, gdzie spacerować. 

WDNH (Выставка достижений народного хозяйства, Wystawa Osiągnięć Gospodarki Narodowej) funkcjonuje od 1939 roku, początkowo jako Ogólnozwiązkowa Wystawa Rolnicza. Prezentowano tam osiągnięcia republik ZSRR. Po wojnie ponownie otwarta w 1954 roku, rozbudowano ją o nowe obiekty, fontanny, miejsca wypoczynku. WDNH zajmuje ogromny teren, z tego, co udało mi się wyszukać, jest to około 200 hektarów. Na każdym kroku inne atrakcje, występują uliczne zespoły (akurat załapałam się na tańcząco-śpiewających rdzennych Indian i kapelę rockową, której frontman stylizował się i wokalnie, i wizualnie na gwiazdę rosyjskiego rocka Wiktora Coja [1962-1990]), jest pełno straganów, namioty z produktami np. z Azerbejdżanu, Kazachstanu, Armenii, wesołe miasteczko, restauracje, kawiarnie, bary szybkiej obsługi. Dużo ludzi spędza tam aktywnie czas (co akurat daje się zaobserwować we wszystkich parkach w Moskwie), przez co jest trochę niebezpiecznie, bo szczególnie ci jeżdżący na rolkach nie patrzą, gdzie jadą, byle szybciej. Byłam nawet świadkiem kolizji dwóch rowerzystów...

Żeby obejrzeć cały teren WDNH, potrzeba by było z 5 porządnych wizyt, bo teren naprawdę jest ogromny i wydaje się, że na każdym kroku można coś robić. Jest Muzeum Kosmosu, pomniki, rzeźby, są ładne obiekty do fotografowania (typowo socjalistyczne), nawet tamtejszy hotel Kosmos jest godny podziwu i stanowi integralny element otoczenia (wybudowany specjalnie na Igrzyska Olimpijskie w Moskwie w 1980 roku). Wszędzie ławeczki, fontanny, kusi też zapach jedzenia, bo w tych namiotach, gdzie sprzedają produkty regionalne, grillują też szaszłyka, robią pilaw... Nawet najedzony zgłodnieje :-)

Poniższe zdjęcia pokazują tylko kawałek WDNH, zamierzam jednak niedługo przemierzyć całe to terytorium wzdłuż i wszerz :-)
A jak dojechać? Metrem, wysiadka na stacji o nazwie WDNH, zaraz po wyjściu z metra zaczyna się teren do zwiedzania.

Takiego wysokiego pomnika jeszcze nie widziałam!


Hotel Kosmos

I wszystko, co ładne i ciekawe...





Zdjęcia: własne

Z Moskwy do Polski przez Kaliningrad

Różne były moje i nasze wspólne drogi z Moskwy do Polski. Pierwsze szlaki przecieraliśmy przez Gdańsk, czyli Moskwa-Warszawa-Gdańsk (samolot...