czwartek, 10 marca 2016

Dzień Kobiet w Rosji cz. 2

Jesteście ciekawi, jak Rosjanie świętują Dzień Kobiet? Opowiem Wam, jak wczoraj wyglądała Moskwa...

Widok bajkowy, pomimo mrocznej pogody, braku słońca, brudnych roztopów na chodnikach, ogromnych kałuż miasto 8 marca było inne niż zwykle. Gdzie nie spojrzysz, tam kawalerowie, panie i dzieci z kwiatami, tortami, prezentami. Każdy dokądś śpieszy, ale inaczej niż zwykle, w końcu to dzień wolny od pracy, więc na twarzach widać uśmiechy, zadumę, oczekiwanie - idą w odwiedziny, na spotkanie, przed nimi piękny dzień. Bukiety róż, tulipanów, kosze kwiatów, żółte mimozy, kolorowe pakunki, mnóstwo ludzi na ulicy, kobiety wystrojone, mężczyźni też jacyś tacy bardziej odświętni, nieznajomi w metrze składają sobie życzenia "z ósmym marca, z prazdnikiem". Tego dnia Moskwa ma w sobie szczególny czar i piękno, nie jako miasto, ale jako ludzie, którzy w niej żyją, pracują, kochają. 8 marca powinno się pamiętać o każdym, żadna kobieta nie może być pominięta, teściowa, babcia, synowa, koleżanka, ciocia - życzenia i podarki należą się im wszystkim bez wyjątku, a obdarowują nie tylko mężczyźni, ale i kobiety siebie nawzajem.

Restauracje, parki, kina, teatry, sale wystawowe tego dnia są pełne. Gdzieniegdzie darmowe wejściówki dla pań, a nawet skromne prezenty. Każdy świętuje jak chce - jedni w domu, inni na mieście. W Rosji nie ma drugiego takiego święta. To dzień chwały kobiecości.

Obchody Dnia Kobiet w Rosji wiążą się bez wątpienia z tradycyjnie pojmowaną w tym kraju żeńskością, rolą kobiety w życiu mężczyzny, rodziny, kraju, kobietą żoną, matką, początkiem wszystkiego. Przeciwnicy święta kobiet mówią, że to komunistyczna spuścizna, przereklamowany twór, a ja uważam, że warto mieć ten jeden wyjątkowy dzień w roku, który przypomina mężczyznom, jak wiele nam zawdzięczają i jak dobrze jest mieć kogoś, komu 8 marca za to podziękują.

I to nie 14 lutego, a właśnie 8 marca wszyscy, którzy mają żony czy partnerki, są szczęściarzami. Można obdarować kwiatami i prezentami żeńską część swojej rodziny, ale sedno to właśnie ta kobieta, która jest najbliżej.

Rok temu obchodziłam swój pierwszy Dzień Kobiet w Rosji, tuż po przeprowadzce, w łóżku, z pierwszym ciężkim przeziębieniem. Ubiegłoroczny post z okazji 8 marca opierał się na obserwacjach mediów, rodziny, no i Męża. W tym roku mogłam wyjść i zobaczyć, jak to wszystko wygląda w szerszym obiektywie. Ba, poszliśmy nawet na wystawę van Gogha, ale po dotarciu na miejsce zdecydowaliśmy się na spacer, bo takiej kolejki jak tam to ja w życiu nie widziałam (wejście dla pań darmowe, ostatni dzień wystawy - można było się domyślić).

Niech mówią, że komunistyczne święto, niech linczują i nie obchodzą, co jak co, ale w Rosji Dniu Kobiet nic nie grozi. Rosjanie kochają 8 marca i... potrzebują go. A kobietom, rzecz jasna, to tylko na rękę ;-) Bo która nie lubi kwiatów, prezentów i komplementów?

A teraz odrobinę statystyk.

W tym roku w Moskwie zadecydowano o niepodwyższaniu cen kwiatów 8 marca.

Mieszkańcy Moskwy mieli do dyspozycji ponad 600 oficjalnych punktów sprzedaży kwiatów. Plus drugie tyle nielegalnych...

Oficjalne statystyki podają, że na Dzień Kobiet w Moskwie sprzedano ponad 50 mln kwiatów. Jeśli dodać sprzedaż nielegalną, wyniki będą bliskie 100 mln.

Głównymi krajami importu były:
- Holandia (45%)
- Ekwador (36%)
- Kolumbia (13%)

Rosyjskie kwiaty pochodziły głównie z hodowli w: Krasnodarze, Podmoskowiu, Kałudze, Petersburgu.
Dane za: mosday.ru

Kartka: Internet
Zdjęcie: własne

niedziela, 6 marca 2016

Rosyjskie syrniki w wersji light

Jedne święta, drugie, trzecie, czwarte, Maślenica na progu, zaraz maj i następne prazdniki. Życie w Rosji to w sumie nieustanne świętowanie! Wspominałam już, że dbanie o linię w tym kraju jest wyjątkowo trudne, zewsząd atakują szaszłyki, wschodnie smakołyki, bliny, pierogi, torty. Można stracić głowę.

Wiosny jeszcze nie widać, oprócz zieloniutkich ździebełek kociej trawki hodowanej na parapecie, ale milionom kobiet na świecie, i w Rosji rzecz jasna też, po głowie już chodzi wiosenne dochodzenie do formy. Jeśli rozłożyć to na parę miesięcy, a nie na ostatnią chwilę, to spokojnie się wyrobimy - bez głodzenia, morderczych ćwiczeń i krótkotrwałych efektów. Lepiej zmienić nawyki żywieniowe i poszukać zdrowszych odpowiedników ulubionych potraw. Ok, o tym możecie poczytać na blogach lifestylowych, a ja od tej pory będę ściśle trzymała się tematu, czyli

JAK ZROBIĆ ROSYJSKIE SYRNIKI W WERSJI LIGHT.




Każdy, kto bywa w Rosji lub z jakichś powodów jest jej miłośnikiem, uwielbia tradycyjne syrniki, jedno z najpopularniejszych rosyjskich śniadań (rzadziej deserów). Już na początku uprzedzam, że syrniki wykonane według poniższego przepisu smakują i wyglądają zupełnie inaczej niż te z patelni, ale coś za coś, no i nie powiedziałabym, że są gorsze - nam na przykład bardziej smakowały niż klasyczne, bo nie zawierają mąki (prawie sam twaróg). Z wyglądu przypominają... ciastka, bo ciasto podczas pieczenia trochę się rozchodzi na boki.

Składniki:
Twaróg 250 g (do 5% tłuszczu)
Jajko
Pół szklanki kaszy mannej
Cukier do smaku - proponuję nierafinowany brązowy, żeby było bardziej fit :-)
Kilka kropel oliwy do posmarowania rąk, żeby łatwiej formowały się kulki

Twaróg rozgnieść, wymieszać z jajkiem do uzyskania jednorodnej masy, po troszku dodawać kaszę manną i wyrabiać łyżką do osiągnięcia konstystencji pozwalającej na swobodne formowanie kulek (jeśli widać, że masa jest już zwarta, można pozostałej kaszy nie dodawać). Dodać cukier, wymieszać i naoliwioną ręką formować syrniki, klasyczny kształt to spłaszczona kulka. Układać na blasze i włożyć do piekarnika rozgrzanego do temperatury 180 stopni na około 30 minut (kontrolować!). Syrniki są gotowe, kiedy się zarumienią z wierzchu. Dobre i na gorąco, i na zimno, z polewą i bez. :-)

Przepis zaczerpnęłam od Anity Coj prowadzącej program "Swadziebnyj razmier".

Nie wiem jak Wy, ale ja przestawiam się na syrniki fit - nie lubię smażyć! A dla tych, którzy zostają przy tradycyjnych, rosyjskie syrniczki z przepisu naszej Babuszki. Prijatnego apetita!

Wszystkie zdjęcia własne.

poniedziałek, 29 lutego 2016

Польша, конец декабря 2015 года (фотки)

А вот как мы гуляли в Польше перед Рождеством... :-) Температура на плюсе, можнo купаться ;), сильный ветер.

Гданьск/Пененжно 22-24 декабря

Пляж Гданьск-Елитково









Перекус в Манекине... у них такие вкусные блины!!
Салат и крем-суп из белых грибов в хлебе - вкуснятина!


Гданьск, Старый Город










Пененжно, Рождество :-)



czwartek, 25 lutego 2016

Czego trzeba dopilnować, żeby nie stracić RVP

Nadszedł dzień, w którym wreszcie idziemy po odbiór wyczekiwanego od miesięcy RVP. Zanim dostaniecie swoją nagrodę, możliwe, że postoicie jeszcze trochę w kolejce po odbiór, na pewno dadzą Wam kilka formularzy do wypełnienia, zażądają kilku kopii dokumentów, które już mają (radzę iść po odbiór z pełnym kompletem odbitek tego, co wcześniej składaliście) i zdejmą Wam odciski palców. W końcu jednak nadchodzi ten upragniony moment. Jak wygląda 3-letnia przepustka do życia w Rosji? O tak:


Czyli pieczątka zajmująca stronę w paszporcie. Dane personalne, data ważności etc. Czy można już wybiec z biura FMS i cieszyć się tym, że przebrnęliśmy przez urzędowe potyczki i mamy spokój na 3 lata? Nic bardziej mylnego moi Drodzy!

Pieczątka wbita w paszport nie jest ostatnim etapem procesu tymczasowego osiedlania się w Rosji. Tak, to o nią się wszystko rozchodzi, ale trzeba dbać o to, żeby jej... nie stracić. Zaczyna się od tego, że od dnia zabrania z FMS swojego RVP macie nieprzekraczalny termin 7 dni kalendarzowych na wykonanie tzw. propiski - czyli zameldowania na terenie okręgu, w którym składaliście dokumenty na pobyt tymczasowy. Ściślej, decydując się na złożenie papierów na RVP, bierzcie pod uwagę to, że DO OTRZYMANIA POBYTU TYMCZASOWEGO W ROSJI POTRZEBNE JEST ZAMELDOWANIE. Przykład - ktoś dostaje RVP na terenie Moskwy, zatem w ciągu 7 dni musi znaleźć kogoś, kto zamelduje go w Moskwie na 3 lata. Warto o tym pamiętać, bo zacząć szukanie dopiero po otrzymaniu pieczątki to trochę mission impossible, choć wiadomo, że w Rosji nic nie jest impossible... Tak więc macie 7 dni na zrobienie propiski.

Propiskę wykonuje się w okręgowych urzędach miasta (placówki odpowiadające za poszczególne rejony) w obecności właściciela mieszkania i osoby, która ma być zameldowana. Nie sprawia to większych trudności, idzie dość sprawnie, nie ma kolejek. Polecam korzystanie w tej kwestii z tzw. MFC (МФЦ), które niedawno pojawiły się w Moskwie i wszyscy je chwalą za nowoczesne metody załatwiania spraw, a ja potwierdzam ich przydatność (dużo okienek obsługujących petentów, druk numerków, przyjemne i czyste wnętrze, wygodne siedzenia, miła obsługa). Po załatwieniu spraw przy okienku możemy udać się z tymi papierami do FMS (tak, znowu tam! zapytajcie, czy dane MFC ma również FMS w swoim budynku, u mnie było i obeszło się bez kolejek), gdzie zabiorą nam na kilka dni paszport, po czym przychodzimy po niego i mamy spokój. Do czasu oczywiście. Z FMS-em zobaczymy się niestety wcześniej niż przed upływem tych 3 lat w paszporcie...

W FMS musimy pojawić się za około 12-14 miesięcy, bo jest obowiązek przedstawiania im raz w roku tzw. sprawki o dochodach. Ma to być potwierdzeniem faktu przebywania przez ten czas na terytorium Rosji i tego, że masz się z czego utrzymać. W pewnych przypadkach można przedstawić zaświadczenie o dochodach z pracy żony/męża, jeśli samemu się nie pracuje na terenie RF. Minimalne zarobki miesięczne muszą oscylować w granicach 20 tys. rubli miesięcznie na osobę. Nieprzedstawienie rocznej sprawki o dochodach może być podstawą do odebrania prawa tymczasowego przebywania na terenie Rosji, czyli utraty RVP. Miejcie to na uwadze. Szerzej o sprawce napiszę po przejściu tego procesu.


sobota, 20 lutego 2016

23 lutego - Dzień Obrońcy Ojczyzny

I zaczął się kolejny rosyjski długi weekend... Wprawdzie oficjalnie dzisiejsza sobota jest dniem roboczym, ceną za wolny poniedziałek po weekendzie, i większość ludzi dopiero wraca z pracy, jednak w praktyce wygląda to inaczej - połowa pracuje, a druga połowa już świętuje (a właściwie to od wczorajszego wieczoru).

A wszystko to dzięki wtorkowemu Dniu Obrońcy Ojczyzny (День защитника Отечества), święta odnoszącego się do II wojny światowej i daty utworzenia Armii Czerwonej. Czy tego dnia składa się życzenia nielicznym już radzieckim weteranom wojennym? Co będzie za kilkanaście lat, kiedy ostatni obrońcy odejdą na tamten świat, czy święto zlikwidują? Nie, bo pod podniosłą nazwą Dzień Obrońcy Ojczyzny kryje się po prostu Dzień Mężczyzn! Czyli święto i byłych żołnierzy, i Wańki spod sklepu, i bezrobotnego Aloszy, co wysiaduje w parku na ławce, sącząc piwko, i Aleksandra Pietrowicza, właściciela firmy, i całej reszty Dimów, Olegów, Andriejów i Stiepanów. Bo każdy z nich jest dla kogoś bohaterem...

Święto tak silnie się tutaj zakorzeniło, że od kilku tygodni zalewają nas reklamy nie gorsze niż te na Walentynki i propozycje podarków dla "naszych prawdziwych mężczyzn". Na przykład reklama parówek - "karm swojego mężczyznę tylko naszymi parówkami, bo o prawdziwych mężczyzn trzeba dbać", po 23 lutego zmieniają ją na wersję dla kobiet - "8 marca poraduj swoją kobietę wspaniałym śniadaniem" (na ekranie parówki na talerzu i wniebowzięta twarz żony), reklamy kontekstowe w internecie podsuwają stosowne strony z prezentami, w sklepach i supermarketach są specjalne półki z prezentami dla facetów, stojaki z wielkim wyborem kartek okolicznościowych, gazetki z promocjami też poruszają temat tego święta. Co kupić mężczyźnie na 23 lutego? Wszystko, co lubią faceci... Najpopularniejsze propozycje to alkohole, czekoladki, kawa, herbata, różne gadżety okolicznościowe - koszulki, kubki, magnesy.

Poniżej parę ciekawych kartek na Dzień Obrońcy Ojczyzny, tak dla lepszego zrozumienia ducha tego prazdnika ;)

 




Zdjęcia: Internet

No to co, wszystkim "Obrońcom Ojczyzny" wszystkiego najlepszego! ;-)



niedziela, 7 lutego 2016

Wschodnie słodycze: Paсhlava

W Moskwie bardzo ciężko przejść obojętnie obok stoisk z wyrobami cukierniczymi. Szczególnie zachwycają swoim wyglądem wschodnie słodkości, świecące zza witryn kolorem, oryginalnym kształtem i bogactwem składników. Dzisiaj pod lupą jeden ze wschodnich słodkich przysmaków - pachlava (ros. пахлава). Kraj pochodzenia: według niektórych źródeł Turcja, według innych Persja. W dzisiejszych czasach pachlavę produkują inne wschodnie kraje, jak: Azerbejdżan, Gruzja, Armenia, Bułgaria, spotyka się ją również w Azjii i krajach arabskich.

Połyskująca od miodu soczyście słodka pachlava

Długo się jej opierałam, przechodzę obok niej średnio raz w tygodniu i nigdy się nie skusiłam, powód: trzymanie linii, bo już z samego wyglądu pachlava wygląda na bombę kaloryczną. Wygląda, ale tak na prawdę w 100 g mieści się około 400 kalorii (średnia na podstawie różnych źródeł), z czego większość pochodzi z orzechów i miodu, bo tego jest w niej najwięcej. Pachlava to soczyste od miodu (i pewnie masła) ciastko w formie rombu, prostokątu, kwadratu, z delikatnego ciasta francuskiego (które w Rosji nazywają "słojonym", przez to rozchodzenie się na warstwy), z nadzieniem makowo-orzechowo-miodowym, z przewagą orzechów. 

Ciastko łatwo się rozwala, jest lepkie, a przy nieodpowiednim zapakowaniu może się zrobić z niego papka przed dotarciem do domu :) U nas na rynku niestety pakują ją w zwykły foliowy woreczek, zamiast w pudełko, więc część ciasta odkleiła się od produktu i na stałe przyległa do folii. W sklepie prezentują się natomiast bardzo estetycznie, każdy rodzaj na innej blaszce, pokrojone na równiutkie porcje.
Do pachlavy obowiązkowo czarna niesłodzona herbata

Pachlava jest bardzo słodka, jeśli ktoś ma małą tolerancję na słodycz, to może go... zemdlić. Wrażenie takie, jakby jeść łyżką miód. Po kilku kęsach człowiek się przyzwyczaja, szczególnie jeśli zapija czarną niesłodzoną herbatą, która w tym wypadku bardzo pasuje. Myślę że dwa małe kawałeczki wystarczą tym, którzy bardzo lubią słodkie, ewentualnie jeden duży, który u nas jest nieco mniej słodki od porcji mini. Kalorie kaloriami, ale lepiej zjeść kawałek pachlavy niż batonik, ten wschodni słodycz ma w sobie wiele pożytecznych składników. I szybciej zaspokaja apetyt na coś słodkiego.

czwartek, 4 lutego 2016

Oda do pączusia. Z ziemi polskiej do ruskiej!

Wczesne godziny ranne, deszczowa pogoda, niebo zasnute chmurami. Kolejka zniecierpliwionych, drepczących w miejscu ludzi przed zamkniętą jeszcze ciastkarnią, a jej koniec rozpływa się gdzieś we mgle. W powietrzu unosi się charakterystyczny zapach, tak dobrze znany Polakom. "A eta szto takoje?" - pyta mnie młody mężczyzna, z którym przechodzimy nieopodal. Wypadek? Tłum gapiów? Nie, ewidentnie wyglądają jakby na coś czekali. Młodzi, starzy, grubi, chudzi, eleganccy, zaniedbani - stoją i czekają. "Tłusty czwartek - odpowiadam. - Ci ludzie stoją w kolejce za pączkami". :)

Taki widok dwa lata temu zobaczył mój Mąż pierwszego ranka w Polsce. Szliśmy od Okopowej, przez Starówkę, na Dworzec Główny w Gdańsku. Wspomniana ciastkarnia mieści się zaraz obok wyjścia z tunelu, między Okopową a Starówką, sama nie raz w niej kupowałam, będąc studentką.

Stanie w kolejce za najlepszymi pączkami w mieście sobie odpuściliśmy, spieszyło nam się na autobus, ale równie pyszne pączki można dostać w tunelu przy Głównym. Wtedy właśnie "młody Rosjanin" po raz pierwszy spróbował polskiego pączka.

Dwa lata minęło jak z bicza strzelił, teraz oboje jesteśmy tam, gdzie TAKICH pączków nie ma, albo jeszcze ich nie znalazłam. Rosyjskie "poncziki" są bez nadzienia, różnią się też formą, smakiem, tym, że albo mają dziurkę jak amerykańskie donuty, albo są małymi kulkami posypanymi cukrem pudrem - smażonymi na przykład w miejscach rozrywki na świeżym powietrzu (w ZOO, na lodowisku kremlowskim), ale i na ulicach. Zapach obezwładniający, ale to już nie to, co polski pączuś: okrąglutki, z charakterystyczną jasną obrączką wokół, z marmoladą różaną, lukrem, skórką pomarańczy czy advocatem, budyniem, twarogiem i co tam jeszcze można wymyślić.

Fanką ruskich ponczików nie jestem, no, z braku laku zjem, bo lubię słodkie, ale PĄCZEK jest tylko jeden!
I tu dochodzę do meritum, z tęsknoty za pączkiem prawdziwym, a nieosiągalnym, dziś, po raz pierwszy w życiu, biorę się za smażenie własnych... Co mi wyjdzie, zobaczymy, na razie jest ok, pięknie rosną, prawie gotowe do rzucenia w tłuszcz.


Warto takie przyjemne tradycje przenosić w świat :) I gdy miliony Polaków stoją dziś w kolejce za pączkami, drugie tyle na emigracji smaży swoje w domach. Jak mi wyjdą dobre, to będę pękała z dumy (i nie tylko z dumy...).

 **********************************************************************

Godzina 13:25 czasu moskiewskiego

Hurra! Moje pączki wyszły super, choć do tych z Gdańska jeszcze im sporo ;)) Jestem w pełni usatysfakcjonowana tym pierwszym razem!

A tak to szło...




Zdjęcia: własne oczywiście!

A korzystałam z przepisu "Pączki I" na mojewypieki.com.

Do rosyjskiej Maślenicy (Maślenica tutaj) zostało mniej niż miesiąc, a dzisiaj pozdrawiam wszystkich miłośników pączków: Z tłustym czwartkiem! :)

W jednej z moskiewskich dzielnic tymczasem unosi się zapach polskich pączków, a ja, pisząc te słowa, wcinam takiego!

Z Moskwy do Polski przez Kaliningrad

Różne były moje i nasze wspólne drogi z Moskwy do Polski. Pierwsze szlaki przecieraliśmy przez Gdańsk, czyli Moskwa-Warszawa-Gdańsk (samolot...