20 grudnia lecieliśmy z Mężem do Polski na święta. Przed podróżą trochę naczytałam/nasłyszałam się historii o tym, jak ciężko teraz Rosjanom przejść kontrolę paszportową, a i bagażowa stała się bardziej nachalna. Ogólnie - że na skutek obecnej sytuacji politycznej zaczęto sprawiać Rosjanom problemy na lotniskach, podejrzliwie się im przyglądać, sprawdzać wszystko, co się da, a w konsekwencji nawet może nie wpuszczać do kraju - w naszym przypadku do Polski.
Tych słuchów niestety w całości nie zdementuję, ale powiem tak: części z Was spadnie kamień z serca, a reszta będzie miała świadomość, co może ich czekać na lotnisku. Celem tego postu nie jest wybicie Rosjanom z głów podróżowania do Polski, bo póki co z Rosji do Polski można podróżować swobodnie, i miejmy nadzieję, że już tak zostanie. Czytajcie więc dalej, ja Was straszyć nie będę! Powiem tylko to, co sama widziałam, a co poniekąd dementuje mrożące krew w żyłach historie Rosjan, których skontrolowano na lotnisku niczym w więzieniu, a i tak na koniec nie wpuszczono do kraju. Bzdura!
![]() |
| Zdjęcie: dlapilota.pl |
Tak, daje się zauważyć, że obywatele Rosji podchodzący do kontroli paszportowej spędzają tam więcej czasu niż na przykład rok temu. Co nie przekłada się na liczbę podróżujących. Samolot Moskwa-Warszawa był prawie pełen, podobnie w stronę odwrotną. Kolejka do kontroli paszportowej w Warszawie: Polacy pokazują paszport i przechodzą, a kiedy przychodzi kolej na Rosjan, to oczekiwanie się wydłuża. Mowa o Rosjanach podróżujących samotnie, czyli bez wsparcia w postaci Polki/Polaka. Kobieta w wieku około 50 lat z nastoletnim dzieckiem spędziła przy okienku jakieś 10 min, ale oczywiście tam się nie rozbierała, kontrolerka sprawdzała coś w komputerze, widziałam, że sprawdzali też elektronicznie odciski palców, jakaś rozmowa i tyle. Pamiętam, jak mój Mąż leciał do mnie poraz pierwszy. Jechałam właśnie na lotnisko, kiedy zadzwonił telefon - numer należał do niego. Odbieram, a tam kobiecy głos wita się ze mną po polsku i zaczyna przesłuchanie: a czy pani wie, że gość z Rosji do pani leci, a proszę podać jego imię i nazwisko, a gdzie będziecie przebywali i mnóstwo innych pytań. Ledwo żywa ze strachu pytam się, czy coś się stało, zdenerwowało mnie to, że dzwoni z jego telefonu, a ona: a nic, pan przeszedł kontrolę, dziękuję, do widzenia. Wszystko ok, takie mają procedury, rozumiem, ale po co naciągać Rosjanina z rosyjskim numerem na rozmowę krajową? W całej tej historii to jest właśnie nieprzyjemne, pierwszy kontakt mojego Męża z Polakami i już go naciągnęli na kilkadziesiąt złotych.
Tak więc trzeba nastawić się na taką sytuację, że granicznicy wykonają telefon kontrolny do osoby, którą Rosjanin poda jako tą, z którą będzie spędzał czas w Polsce. Nie warto kłamać. Jeśli jedziecie na wizie turystycznej do narzeczonej, to nie wymyślajcie, tylko powiedzcie, że jedziecie do narzeczonej. Granicznicy mają dar wyłapywania takich kłamstewek, a wtedy jeszcze bardziej jątrzą sprawę i z minuty na minutę są coraz mniej milsi.
Na co musicie więc być gotowi - na to, że podchodząc do okienka, granicznik najpierw wnikliwie się Wam przyjrzy, potem może zadawać pytania, poprosić o odciski palców, zadzwonić do osoby, która według Was ma się zająć Wami w Polsce, żeby sprawdzić, czy nie kłamiecie. Bądźcie pewni siebie i mówcie prawdę, humor też może się przydać, choć bez przesady oczywiście.
A teraz deser, czyli Mąż Rosjanin, żona Polka. Kiedy przyszła nasza kolej, puściłam Męża przed sobą, żeby w razie czego móc mu pomóc. Zaopatrzyliśmy się w cierpliwość, choć oboje się denerwowaliśmy. Podszedł do okienka, został wnikliwie obejrzany, po czym zapytano go: po co pan przyleciał do Polski? On na to, że z żoną Polką na święta do rodziny (po polsku). I tu padło spojrzenie na mnie. Pomachałam pani za szybą, żeby nie było wątpliwości. Nie odmachała niestety, ale Mąż po chwili przeszedł przez bramkę, a mi kamień spadł z serca. Sprawdziła mi paszport, poprzyglądała się i za chwilę dołączyłam do mojego Rosjanina "po drugiej stronie". Udało się! Nie taki diabeł straszny... Rosjanie podróżujący z małżonką/małżonkiem obywatelstwa polskiego mają ewidentnie łatwiej.
Gdyby nie te złowieszcze opowieści, których naczytałam się przed podróżą, pewnie nawet ten post by nie powstał. Chciałabym jednak podzielić się własnym doświadczeniem z Wami, bo być może też ktoś kiedyś coś od kogoś usłyszał i stresuje się podróżą, tą kontrolą graniczną czy bagażową. Nie ma się czego bać! Kontrola graniczna może i jest intensywniejsza, ale bez przesady. Jak ktoś nie ma nic do ukrycia, to na prawdę może nie przejmować się tym etapem podróży. A kontrola bagażowa - taka jak zawsze. U nas: 2 kontrole w Szeremietiewie, w drugą stronę jedna w Warszawie. I tyle. Jeśli ktoś podróżuje transferem, to pewnie czeka go jeszcze jedna kontrola bagażowa w Warszawie.
Muszę znowu pochwalić Aeroflot za komfort podróżowania i darmowy lunch. Przerzucili się na ciemny chleb, za co ogromne dzięki! Tradycyjnie, na dowód, że trzymają poziom, ujawniam, z czym była kanapa: suszone pomidory, mięsko, ser, ogórek. Do tego ciepła herbatka z cytryną i sok. Jak tu ich nie kochać? :-) Więcej na ten temat w poście Aeroflot vs. LOT.
A w Polsce lato pod koniec grudnia... "Zimowa" plaża Gdańsk-Jelitkowo.
| Zdjęcie: własne |



















