Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kino. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kino. Pokaż wszystkie posty

sobota, 6 czerwca 2015

W tym kraju nie ma (miejsca dla) dobrych ludzi? Dureń (recenzja)

Dureń to bez wątpienia jeden z najlepszych filmów, jakie w tym roku oglądałam. Dramat Jurija Bykowa z 2014 roku pokazuje nam historię Dimy, prostego, dobrego człowieka, jeszcze studenta, a już ojca i męża, który wraz ze swoją żoną i córką mieszka u rodziców - równie prostego i dobrego jak on ojca oraz rozgoryczonej, schorowanej i rozhisteryzowanej matki, która całe życie żałuje, że związała się z mężczyzną, który przez swoją uczciwość niczego się w życiu nie dorobił - a teraz syn powtarza dokładnie to samo. Życie 5-osobowej rodziny jest więc pełne codziennych konfliktów, a zawsze chodzi o to samo - o pieniądze.

Film otwiera scena z innego miejsca - wielopiętrowego bloku-molocha, w którym zamieszkują ludzie, których na pewno nikt z nas nie chciałby mieć za sąsiadów - recydywiści, narkomani, alkoholicy, patologiczne rodziny. W jednym z mieszkań właśnie odbywa się cowieczorne bicie żony i córki, kiedy scenę przerywa pęknięcie rury doprowadzającej wodę. Tak się składa, że Dima właśnie tym się zajmuje, dostaje telefon i za chwilę dwie historie zaczynają się łączyć.

Okazuje się, że to nie jest zwykłe pęknięcie rury. Dima odkrywa na zewnątrz bloku pęknięcie, które ciągnie się od ziemi do 9. piętra. Dom runie z minuty na minutę, a wraz z nim ponad 800 osób. Życie Dimy od teraz potoczy się w całkiem nieoczekiwanym kierunku.

Bohater, jak na dobrego człowieka przystało, powiadamia "odpowiednie organy" o sytuacji. Cała śmietanka rządzących świętuje akurat jubileusz pani burmistrz, wszyscy są mniej lub bardziej pijani, Dima wpada na imprezę akurat w czasie wygłaszania podziękowań dla wspaniałej pani burmistrz, która postawiła miasto na nogi i w ogóle kobieta anioł, stworzona, by czynić dobro dla innych. I my również dajemy się nabrać na te piękne słowa, bo zdaje się, że kobieta przejęła się sytuacją, którą przedstawił jej nikomu nie znany Dima, taki trochę nikt w porównaniu do reszty towarzystwa, w dodatku zakłócający imprezę w środku nocy (szczerze mówiąc, kiedy wpadł na tą imprezę, to raczej byłam pewna, że go stamtąd przegonią, a oni na prawdę byli mili, proponowali wypić, pojeść, oj, chyba w polskiej wersji tego filmu by go jednak przegonili...). Pani burmistrz zwołuje pijaną radę, ku nieuciesze jej członków, i zaczyna się cyrk...

Najpierw niedowierzanie, udowadnianie - a skąd wiesz, że budynek padnie, a kim ty jesteś, a pokaż, no widzę, ale dalej nie wierzę, bo tak jest już dawno i nikt się tym nie przejmuje. Tysiące dowodów i argumentów, a potem (gdy już uwierzyli) przepisy, terminy, procedury... Biurokracja nie pozwala na natychmiastowe ewakuowanie mieszkańców. Dom może upaść w każdej chwili, ale zrobić nie można nic... Tym bardziej że zrobienie czegokolwiek będzie, jak się okazuje, dla wielu tych zacnych radnych kamieniem do trumny. Bo gdzie się podziały pieniądze, które przyznano na remonty budynku i modernizację? No jak to gdzie? Zebrani rozglądają się po sobie i każdy wie, gdzie przepadły te miliony rubli. Zamiast planów ewakuacyjnych, zaczyna się zacieranie śladów i palenie ksiąg... A dla Dimy kończy się to bardzo, bardzo źle. Choć nie tak, jak myślicie. Cios przychodzi z zupełnie innej strony.

Dlaczego Dima to tytułowy durak? Nie chcę zdradzać zbyt wielu szczegółów, musicie to sami obejrzeć. Generalnie nasz bohater poświęca swoje własne życie dla zupełnie sobie nie znanych ludzi, i w dodatku takich, jak to ujmuje jeden z radnych, "gorszej kategorii, złych, bez których nam, normalnym ludziom, żyłoby się lepiej, łatwiej". Czy Dima jest nieskalanie dobry? Ano moim zdaniem nie, bo z jednej strony poświęca się nieznajomym, a z drugiej zupełnie zapomina, że ma żonę i dziecko na utrzymaniu. Tak jakby ta cała historia z ratowaniem bloku namąciła mu w głowie tak, że nic innego poza misją ratowania "świata" nie widzi.

Może dziwić, że w rosyjskim filmie tak jaskrawo pokazuje się korupcję (co niektórzy uparcie twierdzą, że takie rzeczy tutaj się wycina z filmów, tzn. wszystko, co może pokazać Rosję negatywnie). W zasadzie to korupcja lub jej brak jest bazą tego obrazu (hasło z polskiej okładki filmu: "Metafora współczesnej Rosji"), bo Dimę i jego ojca wini się za to, że nie brali, a z drugiej strony mamy tych, co biorą. Jeden z radnych, żartobliwie tłumacząc swoje grzeszki, mówi: "Jak mogę nie brać, nie byłbym Rosjaninem, gdybym nie brał!" - no jakoś tego nie ocenzurowali.

Żeby zrozumieć, dlaczego Dima zasłużył na miano duraka, trzeba zobaczyć, jak historia się kończy. Zdradzę, że co wrażliwszym może się łezka w oku zakręcić, spotkałam się też z opinią, że film może spowodować lekką depresję. W Duraku nie ma dobrych ludzi, wszyscy mają coś na sumieniu, czyniąc dobro jednym, robią szkodę drugim.

Nie zdradzę też, czy blok się, koniec końców, zawalił.

Zdjęcie: Internet.

środa, 22 kwietnia 2015

Geograf przepił globus (recenzja)

Od jakiegoś czasu film ten obijał mi się o uszy to tu, to tam, że fajny, że warto, w końcu postanowiłam sama się przekonać, bo i tytuł mnie zainteresował, sugerując, o czym rzecz. I rzeczywiście - film jest o pijaństwie. Pijaństwie, które jest sensem życia. Ale wbrew pozorom nie jest to klasyczna historia człowieka, który krok po kroku idzie na dno, zatracając po drodze wszystko, co ludzkie. Jest to obraz dość dziwny, który określić można jako "historię dobrego pijaka". Bo choć bohater jest "menelem z wyższych sfer" i przeważnie chodzi pijany,  potrafi opanować się przed czymś o wiele gorszym, do zrobienia czego niektórzy faceci wcale nie potrzebują być alkoholikami, o czym się słyszy (i nie słyszy) na całym świecie codziennie.

Do rzeczy - dla tych, którzy Geografa nie oglądali. Bohaterem jest Wicia, facet w średnim wieku, żonaty, ma córkę. Wicia dostaje pracę w szkole, wprawdzie jego wykształcenie więcej ma wspólnego z biologią niż geografią, ale tak się złożyło, że szkoła potrzebuje geografa, on potrzebuje pracy, "poczytam trochę, podszkolę się", no i otrzymuje umowę, choć dyrektorka od razu poznała, że facet ma problemy z alkoholem.
Praca okazuje się niewdzięczna, uczniowie - młodzież - koszmarni, pan geograf już wcześniej w filmie popijał z kolegami, ale teraz zaczyna chlać. Bo stres w pracy, bo w domu nie lepiej - żona się czepia, że za mało zarabia, mówi, że go nie kocha, nie pragnie, prosi, żeby spał w drugim pokoju. A on nic, bierze poduszkę i grzecznie się wynosi. Później pojawia się bogaty przyjaciel Wici, który często do nich przychodzi, zakochuje się w żonie kolegi, romans zaczyna kwitnąć, a Wicia nic, sam popycha żonę w objęcia bogatego kolegi. Wicia tak nie do końca nic, bo w międzyczasie wlewa w siebie litrami wódkę. I naucza geografii w szkole jednocześnie. Jego metody pedagogiczne budzą wątpliwości, ale oglądając, nie odczuwa się jakiejś specjalnej odrazy, nawet myśli się, że robi dobrze, bo na takich uczniów metody są odpowiednie, może nauczą się rozumu. W każdym razie Wicia próbuje być dobrym nauczycielem, chociaż to, bo małżeństwo mu nie wyszło, a w ogóle z kobietami ma jakiś problem, bo poderwał nauczycielkę niemieckiego, bardzo się starał, a kiedy się udało, to chyba mu się odwidziało... Żonę zdradził później z kimś innym, jakąś koleżanką, kiedy w jej mieszkaniu lepili pielmieni. I to też ona go zmusiła, a nie że w nim obudziła się jakaś namiętność.

Dużo się dzieje w tym filmie i może nawet dałabym radę to opisać, ale komu chciałoby się to czytać? Film trwa ponad 2 godziny i warto go obejrzeć, bo jest po prostu ciekawy. Kilka słów kluczy, określających tematykę Geografa, to: pijaństwo, rezygnacja, pasywność, moralność, sens życia. Nie podoba mi się wizerunek kobiety wyłaniający się z filmu, już nie pierwszy raz widzę taki schemat, że jak w Rosji na jednego mężczyznę przypada kilka kobiet, to na każdego faceta rzuca się ich przynajmniej pięć, gotowe są bić się za niego, wydrapać sobie nawzajem oczy, nie ważne, że zdradza, ważne, żeby zdradzał akurat ją, a nie inną - nie rozumiem. I jeszcze kobieta materialistka, też ten obraz mnie zewsząd atakuje, jak mąż mało zarabia, to trzeba sobie poszukać innego, po drodze oczywiście wydrapując oczy paru innym kandydatkom. Bardzo te stereotypy podkreślają w rosyjskich serialach i filmach.

Wicia kończy źle, bo wywalili go ze szkoły, ale nie tragicznie - nikogo nie zabił swoim postępowaniem, choć naraził uczniów na niebezpieczeństwo, nikogo nie pohańbił (uczennica, która za wszelką cenę starała się go uwieść, nie podołała), wyszedł z tego, będąc zwyczajnym sobą, i nie wiemy, czy będzie dalej pił czy nie. Ale po tych dwóch godzinach z nim raczej mamy pewność, że jego życie nie wkroczy na nowe tory, nie weźmie losu w swoje ręce i nie wybije się na wyżyny swoich możliwości. Bo Wicia jest po prostu leniwy i nic mu się nie chce, no tak, chce mu się tylko pić. W ostatniej scenie ktoś pyta go, czy znalazł pracę, Wicia mówi, że tak, a gdzie? - nieważne. Córka pyta tatusia: a co jest ważne? A tato: ważne, że tatuś teraz chce zapalić papierosa. Ot filozofia życia.

Kto jeszcze nie oglądał - polecam! Gdzieś w Internecie można znaleźć ten film online z polskimi napisami.
Film jest na podstawie powieści A. Iwanowa  Географ глобус пропил.

Zdjęcie: Internet

Z Moskwy do Polski przez Kaliningrad

Różne były moje i nasze wspólne drogi z Moskwy do Polski. Pierwsze szlaki przecieraliśmy przez Gdańsk, czyli Moskwa-Warszawa-Gdańsk (samolot...